wtorek, 11 października 2011

Chwała Bogu za Janusza Palikota!

Po sukcesie wyborczym "Ruchu Palikota" wielu konserwatywnych komentatorów i dziennikarzy zadrżało. Rozdygotany red. Tomasz Terlikowski na facebookowym profilu zawarł nietęgie bluzgi w stronę przywódcy Ruchu, jak i jego wyborców nieomal zapowiadając ideologiczny jihad (niecenzuralny wpis usunął po kilku godzinach).

Jako chrześcijan i konserwatywny liberał sądzę, że powinniśmy dziękować Bożej Opatrzności za Janusza Palikota! Historia pokazuje, że suwerenny Bóg używa ludzkich błędów aby zmusić kościół oraz kulturę do zdefiniowania i porzucenia tego, co odstępcze i przynoszące nieszczęście. To właśnie heretyk Marcjon sprowokował kościół do oficjalnego wypowiedzenia się na temat kanonu Pisma Świętego, a heretyk Ariusz zmusił Kościół do wyraźnego nauczania o boskości Pana Jezusa. W czasach współczesnych podobne usługi w naszym kraju świadczą feminizm, gejowskie lobby oraz "Ruch Palikota".

Przedstawiciele "Ruchu Palikota" jedynie swoimi wypowiedziami podważają biblijne spojrzenie na małżeństwo, niezależność kościoła od państwa, wartość i nienaruszalność ludzkiego życia. Jednak nawet tego typu zupełnie "lajtowy" i egzotyczny dla całej reszty sceny politycznej atak na podwaliny chrześcijańskiej wiary powinien przyczynić się do jasnego zdefiniowania i jeszcze bardziej zdecydowanego opowiedzenia się chrześcijan względem obrony życia, rodziny, niezależności kościoła. Wyraziste, jednoznacznie wrogie wobec nauczania Pisma Św. wypowiedzi Palikota prowokują do samoświadomości i dojrzalszej wiary, która spogląda nie tylko na kościelny ołtarz, ale także na sejmową mównicę.

Poparcie radykalnych postulatów Palikota przez 10% wyborców powinno więc pokazać chrześcijanom potrzebę większego zaangażowania w sprawy społeczno-polityczne bowiem te obszary życia, które pozostawimy "samym sobie" - nie łudźmy się - zostaną zachwaszczone palikotową lub jemu podobną ideologią.

Sam Janusz Palikot jawi mi się bardziej jako klaun niż polityk, jako Andrzej Lepper w wydaniu miejskim. Jego wyborcami są na ogół młodzi ludzie, których "rajcują" egzotyczne zapowiedzi legalizacji marihuany, nawalanka z "czarnymi" (kościołem) i slogany o przyjaznym i tolerancyjnym państwie na wzór Sodomy i Gomory, które również były "przyjazne" wobec nieprawości i grzechu. Problem w tym, że przyjaźń z nieprawością, niemoralnością, nieprzyzwoitością to nieprzyjaźń z... Bogiem. Nie da się pogodzić umiłowania i prawa do zabijania nienarodzonych ludzi z miłością do Dawcy ich życia. Janusz Palikot i jego ruch wybrali nieprzyjaźń wobec Tego, który udziela im każdego oddechu i bicia serca. Nie poprzez wyciągniętą ku niebu pięść lecz poprzez jawne odwrócenie się od drogowskazu wskazującego na nie.

Sądzę, że sam Janusz Palikot doskonale zdaje sobie sprawę z utopijności własnych postulatów. Swój cel jednak osiągnął - stworzył wokół siebie wyrazisty ruch i jako jego kapłan znalazł się w Sejmie. Dlatego oddać mu należy, że jako wytrawny showman i umiejętny obserwator doskonale wiedział w jaki sposób zagospodarować głos radykalnej lewicy, dla której do niedawna SLD był jedyną (kompromisową) opcją. W ten sposób nie tylko osłabił pozycję SLD i podzielił lewicowe środowisko w Polsce, ale również odebrał przedstawicielom lewicowej ideologii możliwość wejścia do koalicji i realnego wpływu na życie polityczne w Polsce. Za to wszystko chciałbym podziękować Januszowi Palikotowi!

Odrębną sprawą jest to kim są "ludzie Palikota", którzy zasiądą w sejmowych ławach. Czekam na pytania dziennikarzy w stronę owych "polityków" nie tylko na temat homoseksualizmu, feminizmu i aborcji, ale także budżetu, polityki zagranicznej, KRUSu, ZUSu, podatków, szkolnictwa, służby zdrowia, budownictwa mieszkalnego, bezpieczeństwa wewnętrznego itp. Nie mam żadnych wątpliwości, że czeka nas nie tyle poważna dysputa co niezły kabaret i że sami posłowie oraz posłanki z "Ruchu Palikota" najlepiej ośmieszą własne postulaty. Wszak jak tu się nie uśmiechać słuchając zoperowanego Ryszarda Grodzkiego (znanego jako Anna Grodzka), Roberta Biedronia czy Wandę Nowicką? Bez obaw. W końcu wszyscy ujrzymy i wysłuchamy reprezentantów transseksualistów, gejów, feministek. Już się nie mogę doczekać! Będzie wesoło.

Chwała Bogu za Janusza Palikota!

środa, 28 września 2011

Światowy Dzień Walki o Prawo do Holocaus... przepraszam Aborcji

Lewicowe, proaborcyjne środowiska ogłosiły dzisiejszy dzień tzw. "Światowym Dniem Walki o Prawo do Aborcji".

Czym jest aborcja? Najkrócej mówiąc: jest współczesnym, zalegalizowanym Holocaustem. Przesada? Nie sądzę. Jedno z drugim ma więcej wspólnego niż nam się wydaje:

Aborcja podobnie jak Holocaust:

- jest zabójstwem istoty ludzkiej
- jest legalna (w wielu krajach) i dokonywana przy akceptacji rządu
- zmienia definicję morderstwa. Zabójstwo dziecka nazywa "prawem do wyboru" (pro-choice). Holocaust nazywał masową zagładę Żydów "oczyszczaniem miast i terenów"
- twierdzi, że istnieją "uzasadnione powody" by ją przeprowadzić
- sądzi, że przykazanie "Nie zabijaj" nie znajduje zastosowania w jej sytuacji
- uważa, że życie jedynie niektórych ludzi posiada wartość
- dlatego jej zwolennicy argumentują, że pewnych ludzi nie można nazywać "ludźmi". Hitler nazywał Żydów "niższą rasą". Aborcjoniści nazywają nienarodzone dzieci "płodem", "czymś"
- Wielu ludzi zaprzecza potwornościom zbrodni Holocaustu, a szum wokół jego okropności uważa za przesadzony, wyolbrzymiony. Podobne nastawienie mają zwolennicy aborcji względem dyskusji na temat jej skutków, metod, statystyk, liczby ofiar
- Trudno oglądać z obojętnością zmasakrowane ofiary jednego i drugiego.
- Oprawcy dążyli (lub dążą - w przypadku aborcji) by ciała ofiar nie zostały odnalezione i pokazywane opinii publicznej jako dowody zbrodni
- Zwolennicy Holocaustu nie nawoływali wszystkich do zabijania Żydów. Chcieli jedynie swobody dla własnych działań. Byli zwolennikami "pro-choice" - prawa do wyboru: czy chcesz zabijać Żydów czy nie. Identyczna jest argumentacja aborcjonistów.

Oburzenie Holocaustem przy jednoczesnej akceptacji zalegalizowanego przez wiele rządów współczesnego Holocaustu dokonującego się w klinikach aborcyjnych jest obłudą i zakłamaniem największego kalibru.

Holocaust nie skończył się wraz z Drugą Wojną Światową. Ma miejsce w naszych czasach choć przybrał:
- inną formę
- inne ofiary
- inne miejsca
- innych oprawców

Wciąż jednak aktualne jest motto z "Medialionów" Zofii Nałkowskiej: "Ludzie ludziom zgotowali ten los". Patrząc na zmasakrowane ciałka kilkumiesięcznych dzieci możemy dodać: "Rodzice dzieciom zgotowali ten los" - i to przy biernej akceptacji rządów, obywateli i za sprawą zwolenników takich inicjatyw jak "Światowy Dzień Walki o Prawo do Aborcji". Nie istnieje takie "prawo do wyboru", które zezwala w jego imię zabijać inne istoty ludzkie. Nie istnieje bowiem "prawo do mordowania". Dla nikogo. Nawet dla matek.

sobota, 24 września 2011

Episkopat krytykuje prezydenta. Czy słusznie?

Episkopat ze zdziwieniem i smutkiem przyjął decyzję o podpisaniu przez prezydenta noweli, która umożliwia handel piwem na stadionach. W przeszłości prezydent deklarował się jako obrońca trzeźwości - przypomina Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości.

Jak informuje niezalezna.pl autorzy oświadczenia, które w piątek otrzymała PAP podkreślają, że w przeszłości Bronisław Komorowski w jednoznaczny sposób deklarował się jako „obrońca trzeźwości, zwłaszcza wśród osób młodych” i pytają, czy dzisiaj przyszłość młodego pokolenia jest już prezydentowi obojętna.

Zespołu Konferencji Episkopatu Polski. uważa, że wychowywanie dzieci i młodzieży z - jak napisał w oświadczeniu - „puszką piwa w ręku przyczyni się do wielkiej narodowej tragedii”.

____________________________________________________

Kilka refleksji na ten temat:

1. Osobiście mam wątpliwości odnośnie zgody na sprzedaż alkoholu na stadionach. Nie dlatego, że jestem przeciwny jego spożywaniu. Sam lubię oglądać niektóre spotkania piłkarskiej Ligi Mistrzów lub żużlowej ekstraligi przy kufelku piwa. Moje wątpliwości budzi fakt, że spotęgowanie wzburzonych stadionowych emocji poprzez spożycie alkoholu może prowadzić do większej niż dotychczas agresji na trybunach. Alkohol + rozgrzane sportowe emocje + tłum nabuzowanych kibiców + sektor nabuzowanych kibiców przeciwnej drużyny = Niebezpieczeństwo!

Nie chodzi zatem o fakt "rozpijania" młodych ludzi - jak twierdzi Episkopat. Alkohol powinien być dostępny, zaś kościół powinien zachęcać do jego umiejętnego spożywania. Sam alkohol jest dobrym, Bożym darem co nie oznacza, że w każdym kontekście powinien być sprzedawany i spożywany.

2. Moje wątpliwości budzi także fakt, że o tym co ma być sprzedawane na stadionach decyduje rząd i prezydent, a nie właściciel stadionu lub organizator meczu. Sprawa jest dość podobna do słynnego zakazu palenia papierosów w restauracjach i pubach. Gdyby do naszego domu wszedł urzędnik, który poinstruowałby nas gdzie mamy przestawić szafę, telewizor, co możemy trzymać w lodówce i gdzie możemy palić tytoń - pogonilibyśmy go gdzie pieprz rośnie. Dlaczego jednak milcząco przechodzimy obok faktu, że to rząd daje wytyczne dotyczące handlu na stadionach? Jeśli bowiem wskutek spożycia alkoholu wzrośnie na trybunach agresja wówczas konsekwencje (np. dewastacja ławek, barierek, karne zamknięcie stadionu itp.) będzie ponosił właściciel, który sam taką zgodę wydał.

3. Zadziwiająca jest jeszcze jedna rzecz: gdy rząd 2 lata temu przegłosował ustawę o obniżeniu wieku szkolnego do 6 lat lub podwyższył VAT- episkopat jakoś dziwnie nie protestował, a czyż podatkowa grabież oraz ustawa nakazująca rodzicom wcześniejsze oddanie dziecka "pod opiekę" rządowych placówek nie są dużo bardziej problematyczne niż choćby wypicie przez kibica niskoalkoholwego (do 3,5%) piwa na stadionie? Chyba, że Episkopat podobnie jak nasze lewicowe, socjalistyczne partie (a więc wszystkie w Sejmie) również jest przekonany, że tzw. "polityka prorodzinna" polega na stworzeniu jak największej ilości miejsc w żłobkach oraz na możliwie wczesnym obowiązku odłączenia dzieci od rodziców. Jak bowiem wiemy - każdy dzień 5-6 latka u boku leniwego, niezidentyfikowanego (przez rząd) ideowo, niezainteresowanego kształceniem, wychowaniem rodzica (czyli w opinii rządu - większości w naszym kraju) to dzień intelektualnego, socjalizacyjnego uwstecznienia.

wtorek, 6 września 2011

Albo podatnicy albo łapówki

Słuchaliście argumentów niemałej ilości posłów przeciwko obniżeniu dotacji z budżetu dla partii politycznych? Zadziwiająca jest szczerość jak i bezczelność niektórych wypowiedzi.

Brzmią one (jak zauważył Kazik Staszewski) mniej więcej w taki sposób: "Jeśli obniżone zostaną dotacje dla partii z publicznych pieniędzy to będziemy podatni na różne lobbies i będziemy brać łapówki".

Równie zadziwiające jest to, że niewielu dziennikarzy i komentatorów politycznych oburza tego typu zuchwałość. Przyzwyczaili się już?

O lewicowej schizofrenii

Lewica bardzo się oburza na fakt iż w przeszłości odmawiano kobietom praw wyborczych (a więc prawa do decydowania o losach milionów obywateli, w tym dzieci). Jednocześnie lewica odmawia DZIŚ kobietom prawa do decydowania o drodze edukacyjnej i sposobie wychowania WŁASNYCH dzieci.

Prawicowa ideologia mówi: Rób co chcesz w swoim ogródku. Nie porządkuj jednak cudzego ogródka jeśli nie masz na to zgody jego właściciela. Niestety polskiej prawicy nie mamy w parlamencie.

Lewicowa zaś mówi: My ci napiszemy jak masz urządzić swój ogródek, ile masz nam dawać jabłek, wiśni, jakie wolno ci mieć warzywa, gdzie i o której masz porządkować grządki, wyrywać chwasty itd. A potem zapraszamy cię do nas abyś zadecydował o dziurze budżetowej, długu publicznym, ubezpieczeniach społecznych, traktacie akcesyjnym, polityce zagranicznej, systemie monetarnym...". Jest to sposób myślenia i działania wszystkich parlamentarnych partii w naszym kraju. Istna schizofrenia, nieprawdaż? :)

Premier obraża Polaków

"Sam w sobie nie mam za grosz tolerancji wobec homofobów, również we własnej partii" - mówił nie tak dawno premier Donald Tusk w kontekście planów przyszłej kadencji rządu legalizacji tzw. "związków partnerskich".

Ja zaś się pytam jakim prawem polski premier nazywa ludźmi chorymi obywateli swojego kraju z powodu innych niż on przekonań?! Nazywanie światopoglądu innych ludzi "chorobą" to faszyzm w najczystszej postaci!

Stąd już tylko krok do zakazu adopcji dzieci dla takich "chorych" ludzi (w niektórych krajach UE już to się dzieje!), do zakazu wyrażania publicznie swoich poglądów, do zwalniania z pracy, odmowy zatrudnienia itp.

Za narzuceniem jakiego kodeksu etycznego się opowiadasz?

Niekiedy niechrześcijanie zarzucają chrześcijanom, że dążąc do ustawowego zakazu aborcji, eutanazji lub sprzeciwiając się legalizacji związków homoseksualnych chcą poprzez regulacje prawne narzucać innym obywatelom swój światopogląd.

Nic bardziej mylnego. Nie ma to nic wspólnego z narzucaniem komukolwiek światopoglądu. Kobieta wciąż może uważać aborcję za jedynie wycięcie uciążliwego wyrostka, jednak nie ma prawa w legalny sposób... zabijać nienarodzonego człowieka. Bez żadnych konsekwencji prawnych może uważać poczęte dziecko za "coś", "niechcianą tkankę" lub "zbędny organ". Kiedy jednak w imię "prawa do wyboru" chce niszczyć życie - nie może być na to zgody państwa, którego jedną z odpowiedzialności jest ochrona życia. Również tego, które jeszcze nie widziało trawy i drzew.

Traktując dążenie do zakazu aborcji jako narzucanie światopoglądu przyznalibyśmy, że z kolei dążenie do legalizacji aborcji jest narzucaniem światopoglądu jej przeciwnikom. Przeciwnikom, którzy nie mówią: "nie zabiję swojego dziecka" lecz stwierdzających: "nikt nie ma prawa zabijać dzieci i jak tylko mogę będę je bronił choćby przez zamachami ze strony ich rodziców". Nie chodzi zatem o narzucanie światopoglądu lecz o narzucanie pewnego kodeksu etycznego wyrażającego określone wartości do czego dążą... wszyscy!

Oznacza to, że wszelkie prawa (również tworzone przez świeckich humanistów, agnostyków lub ateistów) to... narzucona etyka. Każde prawo ograniczające pewne działania ludzkie (np. spożywanie narkotyków, znęcanie się nad zwierzętami, seks z nieletnimi itp.) jest narzuceniem pewnego systemu etycznego. Każdy system etyczny objawia "boga" i światopoglądowe założenia tego systemu. Przykładowo: zarówno Arabia Saudyjska jak i Szwecja są teokracjami o twardych systemach politycznych, gospodarczych, ideowych. Pytanie jedynie brzmi: kto jest "bogiem" owych teokracji? Mogą nim być najróżniejsze ideologie, które wyznajemy, bronimy, krzewimy i chcemy wprowadzać w życie (sekularyzm, socjalizm, laicyzm, humanizm, agnostycyzm, feminizm, komunizm, kapitalizm, liberalizm, konserwatyzm itp.).

Nie zapytam zatem: czy chcemy narzucać innym swój kodeks etyczny? Zapytam raczej: za narzuceniem jakiego kodeksu etycznego się opowiadamy? Zasady jakiego "boga" (osoby, grupy ludzi, ideologii itp.) chcemy wcielać w życie?

niedziela, 4 września 2011

Władza i edukacja czyli rok szkolny rozpoczęty!

Wczoraj rozpoczął się rok szkolny. Wraz z Jolą postanowiliśmy kontynuować naukę naszych dzieci w trybie edukacji domowej. Zuzia rozpoczęła 2 klasę, zaś Jaś zerówkę. Modlimy się o Boże błogosławieństwo dla wszystkich rodziców podejmujących się trudu nauczania własnych dzieci gdyż jest to nie lada wyzwanie. W naszym kraju wciąż jest to pionierskie działanie choć coraz więcej rodzin decyduje się na tą formę edukacji.

W kontekście pytań, które słyszeliśmy do tej pory, nt. założeń i celów samej edukacji często pojawia się kwestia dotycząca tego kto powinien być odpowiedzialny za edukację i wychowanie dzieci. Pismo Św. nie daje nam tu żadnych wątpliwości, że jest to kompetencja, prawo i obowiązek rodziców.

Oczywiście mogą oni w ustalonym przez siebie zakresie korzystać z pomocy i usług innych instytucji, osób itp., jednak nie mogą i nie powinni zrzucać tej odpowiedzialności na nie. W podobny sposób - różne instytucje: kościół, państwo itp. nie posiadają kompetencji ani prawa ingerowania w treść, metody, sposób wychowania, edukacji dziecka przez rodzica, o ile nie mamy do czynienia z przestępstwami w rodzinie (molestowanie, wykorzystywanie seksualne, przemoc, gwałt itp.)

Problemem współczesnych "demokracji" jest nie tyle dyskusja nad tym jaka powinna być/jest treść programu szkolnego lecz samo milczące założenie, że to państwo sprawuje kontrolę nad edukacją dzieci wszystkich obywateli i to ono określa programową treść nauczania, określa rodzicom warunki nauczania ich własnych dzieci itp.

W świetle Słowa Bożego państwo powinno być przede wszystkim instytucją ochronną, zaś rodzina instytucją opiekuńczą i wychowawczą. Tymczasem w społeczeństwach kolektywistycznych daje się zauważyć silną wiarę w państwo (które zajmuje miejsce Boga) ingerując w nieomal każdy obszar życia obywateli (edukację, zdrowie, podwórko, sposób oszczędzania itp.).

Nic więc dziwnego, że wielu obywateli oczekuje rozwiązania własnych problemów (również edukacyjnych) właśnie od państwa. Jak trwoga to ... do premiera! To z kolei prowadzi do zaangażowania się rządów w sprawy, które znajdują się w sferze odpowiedzialności rodziny, jednostek, prywatnych przedsiębiorstw, czy lokalnych społeczności". Rodzina jest jednak wobec państwa „instytucją” bardziej pierwotną (Rdz 2) i w tym kontekście jego roszczenia do uzurpowania sobie prawa do ustalania "zakresu władzy rodzicielskiej" są zawłaszczaniem praw przynależnych rodzinie.

Kształt systemu szkolnictwa, sposób finansowania, ogólne cele i wizje programowe edukacji są w przeważającym stopniu decyzjami politycznymi, nie zaś pedagogicznymi. M. in. z tego powodu wielu edukacyjnych działaczy, rodziców dąży do przełamania monopolu edukacyjnego państwa argumentując, że monopol jest zły w każdym systemie i należy szukać nowych możliwości i alternatyw. Wolność i różnorodność lepiej służy edukacji niż przymus i jeden, odgórnie narzucony program i sposób edukacji.

Cesarzowi oddawajmy to co cesarskie. Bogu zaś to co Boskie. Nasze dzieci należą do ... Boga!

PS. We wrześniu zostaliśmy zaproszeni na spotkanie homeschoolersów województwa pomorskiego (ok. 50 km od Gdańska). Jeśli ktoś z Was byłby zainteresowany tematem - proszę o kontakt.

środa, 17 sierpnia 2011

Pięć tez protestanta nt. obecności krzyża w przestrzeni publicznej

W minioną niedzielę miałem kazanie na temat krzyża w oparciu o 1 Koryntian 1:18nn. W kontekście mowy o krzyżu nie sposób pominąć dyskusję, która co jakiś czas ożywa w mediach: mianowicie o jego obecności w miejscach publicznych. Kilka refleksji na ten temat:

1. Nie czcimy krzyża jako obiektu, jako kawałka drewna. Nie powinniśmy przed nim klękać, całować, czynić z niego obiektu adoracji. Oznacza to, że krzyż używany w niewłaściwy sposób może nas odciągać od Chrystusa zamiast do Niego zbliżać (np. kiedy staje się obiektem bałwochwalczego kultu). Wszystko zależy od celu w jakim go stawiamy, wieszamy i co robimy względem tego krzyża.

2. Kiedy ludzie pytają dlaczego mamy obecny krzyż w naszym kościele odpowiedź jest prosta: ponieważ jest on symbolem odkupienia. Przypomina nam o tym co się stało na na Golgocie 2 tys. lat temu tak jak obrączka na moim palcu przypomina mi o tym co się stało 9 lat temu w moim życiu kiedy zawierałem ślub z Jolą. Nie czczę obrączki, nie całuję jej, ale jest dla mnie droga i ważna. Dlatego nikt nie może jej lżyć, na nią pluć, zamalowywać jej itp. ponieważ wskazuje na coś co jest dla mnie cenne. Podobnie z krzyżem. To, że nie czcimy krzyża nie oznacza, że powinno nam być obojętne co się z nim robi. Dlatego osobiście byłem zażenowany i oburzony "aferą z krzyżem" przed Pałacem Prezydenckim sprzed roku ponieważ jednej stronie służył on jako instrumentalne narzędzie szantażu politycznego, zaś druga strona lżyła i kpiła z niego.

3. W kościele mamy pusty krzyż co wyraża iż wierzymy w zwycięstwo życia nad śmiercią, zwycięstwo Jezusa nad grzechem. Chrystus nie pozostał na krzyżu, nie cierpi dłużej na nim, zasiada po prawicy Ojca skąd króluje. Dlatego nie używamy krucyfiksów z wizerunkiem wiszącego, cierpiącego Jezusa. Pusty krzyż to symbol odkupienia i zwycięstwa. Oznajmia nie tylko co się wydarzyło na Golgocie, ale także co się wydarzyło w niedzielny poranek.

4. Jako chrześcijanom powinno nam zależeć aby symbol krzyża był obecny w sferach publicznych. Nie mamy się czego wstydzić. Ważne jest jednak to w jaki sposób o to zabiegamy i z jakich przyczyn. Krzyż nie może stanowić elementu eklezjokracji (dążenia do rządów kościoła w sferze publicznej) lub walki politycznej. Celem jest - jak mówi ap. Paweł – opowiadanie o jego mocy ku zbawieniu, by nam przypominał, że w każdej sferze życia żyjemy w obecności Chrystusa, pod Jego rządami. Zbawiciel na krzyżu wywalczył nam wieczność, wolność, życie, radość.

5. Przeciwnikom, którzy szumnie mówią o tolerancji, świeckim państwie, neutralności światopoglądowej i religijnej państwa polskiego można zadać pytanie: czy chęć usuwania krzyży jest neutralnością ideową? Dlaczego brak krzyża jest lepszy od jego obecności? Nie możemy pozostawać bierni na fakt usuwania symboli chrześcijańskich ze sfery publicznej pod płaszczykiem neutralności, zaś w rzeczywistości: w imię tworzenia państwa bez Boga i opartego "na naszych wartościach", nie zaś chrześcijańskich. Pusta ściana komunikuje coś więcej niż ideologiczną pustkę. Komunikuje pewien brak i uprzedzenie.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Jadąc przez Polskę

Jadąc przez Polskę - spostrzezenie powtarzane przez wielu cudoziemców, warte namysłu. W Czechach, na Słowacji, Węgrzech, Ukrainie czy Litwie jedzie się dobrą, szeroką, równą drogą, widząc dookoła mniej lub bardziej biedne domki i mijając raczej marne samochody. W Polsce natomiast droga jest wąska, pełna dziur, zakorkowana na amen wypasionymi limuzynami, za to wokół niej stoją prawdziwe pałace; obowiązkowo z wieżyczkami.

Rafał A. Ziemkiewicz, W skórcie

Na kogo zagłosują czytelnicy ONETu?

Lewicowy portal Onet.pl opublikował na swojej stronie wyniki sondażu przedwyborczego. Oczywiście w imię "wyrównywania szans" i walki o "równe prawa" lewicowych środowisk nie podano wszystkich partii lecz jedynie te, które są godne tego by je wymienić  :-)  Skutek jest taki, że wyniki przestawiają się następująco:


sobota, 26 marca 2011

Różnica między prawicą a lewicą

Jaka jest różnica między prawicą, a lewicą?

Prawica wierzy, że Iksiński swoje pieniądze wyda (na ogół) dobrze, a przynajmniej powinien mieć prawo do decydowania o nich. Ów Iksiński niekoniecznie musi się znać na sprawach publicznych, dziurach budżetowych i długu publicznym. Nie powinien też decydować o tym na co powinny być przeznaczane pieniądze Ygrekowskiego. Natomiast w wolny i odpowiedzialny sposób powinien decydować o sobie samym: czy się ubezpieczać, szczepić, ile wydać na kulturę, na sport, na starość, czy posłać dziecko do szkoły itd.

Lewica uważa odwrotne: Iksiński jest nieodpowiedzialnym półgłówkiem, który nie potrafi się obchodzić z własnymi pieniędzmi, dlatego musi się ubezpieczyć, musi pod przymusem posłać dziecko do szkoły, państwu zaś powierzyć swoje utrzymanie na starość. Sam bowiem nie jest w stanie zadbać o własne dzieci, zdrowie, oszczędności... Jednocześnie nagle "okazuje się", że ten sam Iksiński jest na tyle rozumny (genialny wręcz!), że powinien decydować o przyszłości narodu, a nawet świata (w wyborach)! Istna schizofrenia.

Proponuję pod tym kątem przyjrzeć się programom polskich partii politycznych oraz działaniom ich przedstawicieli i odpowiedzieć sobie na pytanie: które z nich są prawicowe, a które lewicowe? :-) Mój wniosek jest następujący: w polskim parlamencie nie ma prawicy. Jest za to lewica pobożna i bezbożna: socjaliści katoliccy i socjaliści niereligijni. Jak to śpiewał Kazik: "jedni mówią, że Boga nie ma, a drudzy, że jest i jedni mówią, że PRL była cool, a inni, że nie". Zasadniczo jednak podejście do wolności, gospodarki wynika z tych samych ideowych korzeni.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Kwestia właściwej definicji

Zamiast sloganów: "państwo solidarne", "wyrównywanie szans", "walka o równouprawnienie" wstawcie kolejno: "interwencjonizm", "socjalizm" i "zawiść", a wyjdzie wam to samo.

wtorek, 18 stycznia 2011

Niewiele lepiej w porównaniu z komuną

Dziś w Polsce mamy mniej wolności gospodarczej, niż mieliśmy na początku lat 90. A w porównaniu z komuną jest niewiele lepiej - twierdzi dr Robert Gwiazdowski z Centrum Adama Smitha.

Zdaniem ekonomisty Polska najszybciej rozwijała się na początku lat 90., wcale nie dlatego, że startowała z niskiego poziomu, ale dlatego, że wówczas było więcej wolności, a podatki i koszty pracy były o wiele niższe niż dziś.

Źródło

czwartek, 13 stycznia 2011

Pomoc w głosowaniu na blog

Drodzy Czytelnicy,

Prócz niniejszego bloga do konkursu na Blog Roku 2011 (w kategorii PROFESJONALNE) zgłosiłem także swój codzienny blog pt. "Żyjąc wiarą w REALNYM świecie" . Szczerze mówiąc nie liczę na żadną z nagród lecz traktuję to jako dobrą okazję dotarcia do nowych czytelników.

Możecie pomóc w osiągnięciu tego celu wysyłając SMS o treści B00215 (gdzie "0" oznacza zero) na numer 7122. Koszt jednego smsa to 1,00 + VAT czyli 1,23 zł. Dochód z sms-ów zostanie przekazany na turnusy rehabilitacyjne dla osób niepełnosprawnych. Możesz więc za jednym razem zrobić dwa dobre uczynki. :)

Każdy głos będzie dla mnie sygnałem i zachętą, że są osoby dla których warto go prowadzić. Dziesięć blogów (z 222 zgłoszonych w kategorii "Profesjonalne") z najwyższą ilością głosów awansuje do dalszego etapu konkursowego.

Spróbujemy? Serdecznie dziękuję wszystkim głosującym!

PS. Po drugim dniu głosowania jest na wysokim 11 miejscu! Finałowa dziesiątka tuż tuż!

środa, 12 stycznia 2011

Dobra i zła dyskryminacja

Słowo „dyskryminacja” stało się modne we wszelkiej maści ideologicznej dyskusji jako narzędzie walki z poglądami adwersarzy. We współczesnym słowniku posiada zdecydowanie pejoratywny (negatywny) wydźwięk. Na ogół oznacza wykluczenie, odebranie komuś praw, które mu się należą. Pytanie jednak dotyczy standardu wedle którego określamy co komu się należy. Czy osobie z niższymi umiejętnościami i mniejszą skutecznością należy się równa płaca? Czy osobie, która nie chce pracować należy się wyżywienie i bezpłatna opieka zdrowotna? Czy zwolennikom poligamii należy się równe prawo do zawierania wielożennych małżeństw co zwolennikom monogamii? Czy 15 latek ma prawo do posiadania prawa jazdy? itp.

Chrześcijanie powinni być ludźmi myślącymi, co oznacza, że nie musimy w bezrefleksyjny sposób dawać sobie narzucać współczesnych definicji, tym bardziej, że nie noszą na sobie znamion natchnienia czy nieomylności. Dyskryminacja bowiem jest... nieunikniona kiedy mówimy o pewnych istniejących w świecie rozróżnieniach. Pytanie dotyczy jednak standardów wedle których dokonujemy rozróżnień oraz mechanizmów, z których chcemy korzystać by zapobiegać złym formom dyskryminacji.

Załóżmy, że żyjemy w wolnym kraju (w którym "socjalizm" jest pojęciem nieznanym). Kiedy na drzwiach sklepu widnieje ogłoszenie: przyjmę do pracy studentkę – jest to forma dyskryminacji nie studiujących kobiet oraz wszystkich mężczyzn poprzez sam fakt kim są. Jeśli w internetowym ogłoszeniu widnieje informacja, że firma zatrudni osobę znającą język niemiecki – jest to forma dyskryminacji wszystkich, którzy tego języka nie znają poprzez sam fakt w jaki sposób się nie komunikują. Kiedy „świadek Jehowy” przyjmuje do pracy „świadka Jehowy” tylko w powodu tego, że chodzi do tego samego zboru dyskryminuje w ten sposób wyznawcę każdej innej religii z powodu tego w co wierzy.

Czy powyższe przykłady opisują sytuacje dyskryminacji? Sądzę, że tak. Nie jest to jednak grzeszna dyskryminacja. Całkiem możliwie, że zatrudnienie studentki, osoby znającej niemiecki czy „świadka Jehowy” przyniesie firmie stratę. To jednak w żadnym razie nie odbiera prawa ich właścicielom do zatrudniania osób, które wedle ich subiektywnych ocen i preferencji uznają za najodpowiedniejsze.

Każdy z nas ma prawo poczynić dyskryminujące postanowienie, że nie zamierza robić zakupów w takim czy innym sklepie z powodu: sposobu komunikowania się sprzedawcy, czasu trwania obsługi czy walorów estetycznych wystawy sklepowej. Każdy z nas ma prawo poczynić dyskryminujące postanowienie, że nie zamierza wpuścić do swojego domu kolędującego księdza (tylko dlatego kim jest i w co wierzy) lub zrobić na swojej posiadłości podjazdu na wózek dla osób niepełnosprawnych.

Istnieje jednak inny - grzeszny rodzaj dyskryminacji. Trzymajmy się nadal założenia, że żyjemy w wolnym kraju. Przykładowo jeśli ciemnoskóry obywatel otwiera restaurację, która nie obsługuje Azjatów (jedynie z powodu koloru skóry lub narodowości) – sądzę, że ma prawo ustalać zasady (nawet grzeszne) rządzące jego własnością. Jednocześnie w całkowicie legalny i słuszny sposób jego kościół może go ekskomunikować (co nawet powinien zrobić jeśli ów człowiek nie chce się nawrócić z grzechu rasizmu).

Kościół ma prawo nie tylko ekskomunikować rasistów, ale i odsuwać od pełnienia odpowiedzialności za jakąkolwiek służbę np. osoby chciwe lub niestałe. Oczywiście może to być odebrane jako dyskryminacja („dlaczego on może, a ja nie?”). Będzie to jednak dyskryminacja słuszna i wskazana.

Jesteśmy w stanie przezwyciężać bezbożne dyskryminacje tylko wówczas gdy mamy prawo do stosowania pożądanych dyskryminacji. Tendencja w nowoczesnych demokracjach jest jednak taka, że „walka z dyskryminacją” staje się wyłącznie odpowiedzialnością państwa (a nie obywateli). Ponadto poprzez zacieranie różnicy między złą, a dobrą dyskryminacją często narzuca się obywatelom zasady w miejscach, które są ich własnością! Pamiętacie zapewne niedawną ustawę sejmową o zakazie palenia w miejscach publicznych. Problemem nie jest sam zakaz palenia. Problemem jest kto i gdzie go ustanowił. Gdyby uczynił to właściciel restauracji – miałby do tego pełne prawo. Czy byłaby to dyskryminacja palaczy? Oczywiście! Jednakże byłaby to dyskryminacja dokonana przez osobę, która ma prawo do jej stosowania. Zgadzając się na to aby państwo w naszych posiadłościach dokonywało tego typu dyskryminacji – rezygnujemy z wolności, do której jesteśmy przecież powołani (w wymiarze duchowym i fizycznym). Rezultat jest taki, że krok po kroku tracimy nasze indywidualne prawo do „dyskryminacji” czegokolwiek, choćby zła.

wtorek, 11 stycznia 2011

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy - czy dawać?

9 stycznia br. odbył się XIX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pamiętam pierwszy finał w 1993 r. i clip (z muzyką Voo Voo) promujący go z brzęczącym grosikiem podnoszonym przez chuchającego na niego mężczyznę. Pamiętam łzy wzruszonego Waltera Chełstowskiego - organizatora festiwali w Jarocinie w latach 80/90 i współpracownika J. Owsiaka oraz jakiś rockowy koncert w klubie na naszym osiedlu :)

Dzień dzień wcześniej byliśmy z moim tatą w Szczecinie szukając jakiejś części do naszego pierwszego komputera firmy Schneider (większość chłopaków miała Commodore). Wracaliśmy PKSem. Fajnie było :)

No dobrze. Przejdźmy do rzeczy. Z WOŚP w zasadzie sprawa jest prosta: gdybyś wiedział, że z ofiarowanych przez Ciebie 10 złotych załóżmy, że (to oczywiście przykładowe szacunki):
- 8 zł pójdzie na sprzęt do szpitali,
- 1 zł na pensje dla pracowników fundacji,
- 1 zł na jej działalność i inne cele ideologiczno-statutowe: szkolenia, produkcje filmów, Przystanek Woodstock (czyli promocja ruchu Hare Kryszna, dystrybucja prezerwatyw dla młodzieży, zapraszanie proaborcyjnych fundacji, szeroko pojęta lewicowość poglądów gości z Akademii Sztuk Przepięknych i haseł Jurka Owsiaka głoszonych ze sceny)

- to czy wrzuciłbyś te 10 zł do puszki?

Może i byś wrzucił. Chodzi jednak o sam fakt zadania sobie tego pytania i uczciwego odpowiedzenia na nie. Jeśli pomagamy to róbmy to z głową. Jeśli nie pomagamy to też z głową. Wtedy pomagajmy gdzie indziej :)

środa, 5 stycznia 2011

Co potępia papież, a co moja żona?

Dwa dni temu wraz z moją Jolą oglądaliśmy wiadomości choć nie pomnę na jakim kanale. To jednak nie ma znaczenia dla sprawy :) Podczas ich trwania na dolnym pasku informacyjnym obok wielu "przelatujących" informacji pojawiła się notka, że papież Benedykt XVI potępił zamach bombowy na przedstawicieli kościoła koptyjskiego w Aleksandrii w Egipcie.

Pobudziło mnie to do refleksji nad sensownością tego typu informacji. Pomyślałem, że jej sens jest mniej więcej taki sam jak informacja podczas konferencji prasowej, że premier Tusk potępił zabójstwo grupy nastolatków w Tomyślu.

Może rzeczywiście jest to dobra robota papieskich "pijarowców"i skuteczny sposób na podbudowywanie własnego autorytetu. Bo gdyby wszakże chodziło o wykazanie troski i zainteresowanie wiernymi prześladowanego aleksandryjskiego kościółka - czyż nie wypadałoby najpierw udać się tam osobiście zanim powysyła się depesze i informacje do agencji prasowych?

Powyższa historia zainspirowała mnie do tego, że będę Was informował o tym co potępia, a co pochwala moja żona. Zacznę od tego, że potępia napad nazistowskich Niemiec na Polskę 1 września 1939 r.

wtorek, 4 stycznia 2011

Po co walczą żołnierze?

"Nie jesteście tu po to, żeby umierać za Ojczyznę, tylko żeby Niemcy umierali za swoją"

generał George Patton

piątek, 31 grudnia 2010

Jesteśmy mordercami... karpi!

Jadąc jeszcze przed Świętami do biura samochodem włączyłem Radio TOK FM. W przeciwieństwie bowiem do innych stacji radiowych - nie "uszczęśliwiają" słuchaczy swoją muzyką.

Akurat puszczali spot świątecznej akcji anty-karpiowej (znalazłem go również w sieci). Oto jego treść: "Najpierw dusiłem go foliową torebką. Rzucał się paręnaście minut. Zawlokłem go do łazienki i wrzuciłem do wanny. Żył. Choć wyraźnie oparł z sił. Byłem zły bo wybrudził mi ubranie. Wziąłem tłuczek i uderzyłem go dwa razy, ale on ciągle się miotał. To jeszcze raz go walnąłem".

I podsumowanie:

"Wszyscy jesteśmy mordercami. Co roku w okresie świątecznym w bestialski sposób zabijane są miliony karpi. Skończmy z krwawą tradycją!" Po czym pani ze spotu odsyła słuchaczy na stronę akcji.

Powiem szczerze: gdyby było to puszczane w innym (nie lewicowym) radiu pomyślałbym, że to bardzo dobry żart "Kabaretu Moralnego Niepokoju". Zresztą nawet w Radio TOK FM brzmiało to bardzo komicznie - ten poważny ton zeznań "mordercy" i oskarżenie pani: "Wszyscy jesteśmy mordercami". Doprawdy, trudno brać coś takiego na poważnie! Brzmi jak wypowiedź "nawiedzonego" członka sekty hinduistycznej: "Wszyscy jesteśmy bhaktinami i szymhitami". :)

Teraz puenta: No dobrze. Odstawię karpia, a nawet pierogi i kutię w Święta JEŚLI Radio TOK FM puści spot zachęcający do ratowania życia nienarodzonych dzieci.

Znając jednak (zadziwiającą dla mnie) strukturę lewicowego umysłu oraz mentalność organizatorów akcji (czeska Svoboda Zvirat - Wolność dla zwierząt oraz Fundacja Viva!) - mniemam, że wedle ich światopoglądu tylko dzieci głosu nie mają. Ani prawa do życia. Bowiem głosem i rzecznikami ryb (samozwańczymi w dodatku) są powyższe organizacje.