poniedziałek, 19 lipca 2010

Definicje: gender

Gender (tłumaczone jako "rodzaj" bądź w ogóle nietłumaczone) - nowomodne określenie płci, w przeciwieństwie do staroświeckiego "sex" określające ją jako zjawisko kulturowe, nie biologiczne. Ujmuje się w tym epokowe odkrycie feminizmu, że kobieta bynajmniej nie rodzi się kobietą, ale staje się nią w procesie wychowania. To, że wydaje się inaczej zbudowana i że według powszechnego stereotypu w przeciwieństwie do mężczyzny rodzi dzieci, nie jest bynajmniej biologiczną determinantą, ale wmówieniem ze strony patriarchalnego , opresyjnego społeczeństwa. Przyznać trzeba, iż budowana przez wieki patriarchalna zmowa, która zdołała stłamsić całe pokolenia kobiet, okazuje się silna i wciąż nie brak faszystów, którzy ośmielają się publicznie odkrycie feministek negować, a nawet wyszydzać. Niemniej miliardy wydawane w bogatych krajach na kultywowanie doktryny w ramach licznych wyspecjalizowanych uniwersytetów i instytutów muszą w końcu przynieść oczekiwany skutek; na razie pozwalają na wygodne życie legionom działaczek od wyrównywania praw.

R. Ziemkiewicz, W skrócie, Fabryka słów, Lublin 2009, s. 61.

sobota, 17 lipca 2010

Nam nie chodzi o równe prawa czyli o paradzie mniejszości seksualnych

Dziś ulicami Warszawy przemaszerują uczestnicy europejskiej parady mniejszości seksualnych pod nazwą "Europride". Jako komentarz wrzucam tekst piosenki mojego zespołu "Krótka Piłka".

Czy jest tu kto naiwny, który jeszcze sądzi, że o tolerancję tu chodzi?

Nam nie chodzi o równe prawa

1. Możemy to już powiedzieć
Uczciwie się przyznać do tego
Nasze cele są znacznie większe
Niż mówiliśmy to czasu swego

Ref. Nam nie chodzi o równe prawa
Nam chodzi o rewolucję
Nam nie chodzi o tolerancję
Nam chodzi o nowy kształt:

Społeczeństwa
Kształt małżeństwa

Kultury / Estetyki
Edukacji / Polityki

2. Otwórzcie przed nami bramy
My nauczymy was - bo tak bardzo kochamy
Wasze dzieci i szkolne programy
Chcemy chronić przed wami

Ref. Nam nie chodzi o równe prawa...

3. Nie wolno nam mówić „Nie”
Nie wolno ci mówić o nas źle
Trybunał w Strasburgu czeka
Na nasze słowo, na nasze jedno słowo

Ref. Nam nie chodzi o równe prawa...

piątek, 2 lipca 2010

Gazeta Wyborcza, Komorowski i socjalizm obu kandydatów

"Nasza Polska" podaje dość szokującą wiadomość: Sztab Bronisława Komorowskiego mieści się w mieszkaniu p.Anny Bikont - redaktorki "Gazety Wyborczej".

Zobaczcie

A przy okazji - oglądaliście debatę w środę? Nie należę do zagorzałych zwolenników Jarosława Kaczyńskiego, ale wg mnie idealnie wypunktował B. Komorowskiego obnażając jego populizm i hipokryzję w "obiecankach cacankach".

Jednak najbardziej rozbawił mnie pan marszałek gdy po debacie mizdrzył się do kamery pokazując podpisaną przez obu kandydatów konstytucję (z hasłem: Zgoda buduje bo Polska jest jedna"). Rozumiem, że chodzi o pokazanie, że obaj kandydaci są świetni bo zgodzili się pod mottem utworzonym z ich haseł wyborczych! :-)

Obecnie p. Komorowski jeździ po Polsce i pokazuje wyborcom jak wyglądają autografy obu kandydatów. :-)

Podczas debaty wyszedł populizm i socjalizm "pełną gębą" obu kandydatów, którzy jak tylko mogli odcinali się od słowa (tfu!) "prywatyzacja" (p. Komorowski nawet użył sądu by nie być z nią kojarzony). Na pytanie red. J. Gugały nt. rozwoju gospodarczego licytowali się kto komu więcej rozda z państwowych (pardon, z naszych) pieniędzy. Oczywiście obaj (na przedwyborcze potrzeby oczekiwań liberałów ekonomicznych) "wspierają" prywatyzację i przedsiębiorczość obywateli, w szczególności tych bogatych bo komuż innemu jak nie im można odebrać tyle aby starczyło dla pozostałych.

czwartek, 1 lipca 2010

Czeslaw Spiewa - Maszynka Do Swierkania (Official Video)

Definicje: Dyskurs wykluczania

Dyskurs wykluczania - formuła dominująca w polskiej debacie publicznej. Nie pisze się po to, aby przeciwnikowi stawić czoła, aby zderzyć rację, przedstawić argumenty, skonfrontować wizje. Pisze się po to, aby przekonać swoich czytelników, że krytykowana osoba nie należy do osób, "którym się podaje rękę", że jest jednym z "onych", a "oni" nie mają racji z zasady. Po stronie michnikowszczyzny do najmodniejszych obecnie zaklęć wykluczających należą np. przymiotniki "prawicowy" czy "pisowski". Po stronie Radia Maryja sugestie żydostwa (kryptonimowane określeniami w rodzaju "wiadomo kto"), związków z masonerią i Michnikiem oraz jego gazetą. W innych środowiskach sięga się też po inne wykluczające określenia, nie ma jednak sensu sporządzanie ich listy - szczegóły zbyt szybko się zmieniają. Nie zmienia się natomiast ogólna zasada, że podejmuje się polemiki z założeniem wykluczenia przeciwnika z debaty publicznej i niedopuszczenia do zaistnienia jakiegokolwiek z nim obszaru wspólnego.

R. Ziemkiewcz, W skrócie.

wtorek, 29 czerwca 2010

Parytety dla kobiet w wyborach prezydenckich!

Jestem rozczarowany. Zimą i wiosną br. wiele organizacji feministycznych, Partia Kobiet itp. (proszę nie dać się zmylić - chodzi o partię "feministek", a więc ułamka procent kobiet) bardzo szumnie podnosiły postulat o parytetach (50%) dla kobiet na listach wyborczych do parlamentu (tu polecam stronę obnażającą mega-absurdalność tego pomysłu - parytety.pl).

20 czerwca odbyła się I tura wyborów prezydenckich. Czekam, czekam i wciąż cisza. Ani jednego feministycznego głosu za parytetami dla kobiet na liście kandydatów na urząd prezydenta! Przypomnę tylko, że wśród nich nie było ani jednej kobiety! Skandal! Mimo oczywistego antykobiecego spisku - żadna z parytetowych wojowniczek nie pisnęła słowa, że należy "wyrównywać szanse", "przeciwdziałać dyskryminacji" i zagwarantować aby wśród kandydujących na urząd prezydenta było przynajmniej 50% kobiet.

Moje przypuszczenie jest następujące: zamilkły ponieważ podnoszenie lamentu o parytety dla kobiet w wyborach prezydenckich bardzo wyraźnie obnażyłoby obłęd stojący za tego typu postulatami. Czekają więc aż wybory się zakończą by wrócić "do akcji".

Nawiasem mówiąc, postulat "przynajmniej 50% kobiet" na listach do parlamentu oznacza "conajwyżej 50% mężczyzn" na tych listach. Sytuacja w której mamy więc 70% kobiet i 30% mężczyzn jest już przez zwolenniczki "równych szans" akceptowana.

Czy naprawdę ktoś jeszcze wierzy, że o "równe szanse" tu chodzi? I czy naprawdę ktoś jeszcze sądzi, że kobiety owych szans nie mają (możliwości zaangażowania się w politykę)? Na ogół po prostu wolą zajmować się czymś innym. Co jest dla mnie ze wszechmiar zrozumiałe.

PS. Jakoś nie widziałem by feministki walczyły o parytety dla mężczyzn w kwiaciarniach, w zawodzie fryzjera, kosmetyczki czy wśród nauczycieli. Czyżby nie przeszkadzał im brak "równych szans" i "utrwalanie kulturowych stereotypów" w tych zawodach?

sobota, 26 czerwca 2010

"Kaczyńskiego trzeba zastrzelić i wypatroszyć"

Info za wp.pl

Premier Donald Tusk ocenił, że Jarosław Kaczyński bardzo pragnie odzyskać władzę i - w opinii Tuska - adekwatnym hasłem kandydata PiS na prezydenta byłoby: "władza jest najważniejsza". Natomiast Palikot zapytany na wiecu wyborczym Bronisława Komorowskiego przez ekipę programu kabaretowego o myśliwskie hobby kandydata PO i czy "zapoluje on na wilki zjadające owce", odpowiedział: "Jarosława Kaczyńskiego trzeba zastrzelić i wypatroszyć". - Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki i zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie - mówił Palikot.

(...)

D. Tusk: Twierdzę, że każdy człowiek się zmienia szczególnie po takich zdarzeniach, ale nie twierdzę, że każdy na lepsze. I przede wszystkim: ja odbieram dziś Jarosława Kaczyńskiego, jako polityka, który tak bardzo pragnie odzyskać władzę - uważam, że to jest adekwatne hasło jego kampanii: "władza jest najważniejsza" - że jest gotów być może pojechać nawet na grób Barbary Blidy (była posłanka, b. minister budownictwa za rządów SLD zastrzeliła się w swoim domu 25 kwietnia 2007 r. podczas próby zatrzymania przez ABW w związku z tzw. aferą węglową) - powiedział Tusk. Hasło kandydata PiS w kampanii wyborczej to "Polska jest najważniejsza".

Całość

Po pierwsze: Wszyscy mają wrażenie, że dla premiera Tuska i PO (w przeciwieństwie do J. Kaczyńskiego) władza nie jest najważniejsza. Nawet powyższe wypowiedzi świadczą o tym, że chcą się nią dzielić.

Po drugie: Dobrze, niech (zmieniony na gorsze?) pan Palikot mówi takie rzeczy. B. Komorowski (jak to o nim mówi R. Sikorski: "Gawędziarz :) oczywiście się od nich nie odetnie. Również dobrze bo czas aby łatka pt. "mowa nienawiści" przylgnęła teraz do PO. Mam nadzieję, że ci, którzy "doprawiali gębę" agresora J. Kaczyńskiemu i PiS - przy całej swej wrażliwości będą ostrzegać wszem i wobec przed wściekłymi atakami, "mową nienawiści" i prowokacjami prominentnych osób z PO. Z premierem włącznie.

Po trzecie: W rzeczywistości słowa D. Tuska są bardziej wrogie i prowokacyjne niż słowa J. Palikota. Premier opanował chyba sztukę "subtelnej agresji". Z uśmiechem czytam te PO-wskie zaczepki oraz irytację premiera z powodu spokoju, opanowania kontrkandydata na prezydenta. A J. Kaczyński... milczy i dalej prowadzi swoją kampanię. :-)

wtorek, 22 czerwca 2010

Komorowski prezydentem? - tylko w gazetach Michnika i Lisa :)

Polecam krótki felieton Rafała Ziemkiewicza z "Rzeczpospolitej" nt. przedwyborczych "sondaży" (czy aby na pewno?) publikowanych w "salonowych" czasopismach:

Cóż za radość w towarzystwie − Bronisław Komorowski wygrał wybory i został prezydentem, już w pierwszej turze! Co prawda, tylko w tygodniku „Wprost”, ale za to z jakim przytupem. Okładka, wstępniak, w którym naczelny, radując się, że nie będzie powrotu IV RP, już snuje rozważania nad wielkością właśnie rozpoczętej prezydentury… Bezcenne. Zachowam sobie ten egzemplarz. Sądzę, że Bronisław Komorowski też go sobie zachowa, żeby w przyszłości od czasu do czasu móc sobie poczytać i pomarzyć. Zapewne zachowa też egzemplarz „Gazety Wyborczej” z przedwyborczego piątku, z sondażem dającym mu wspomniane zwycięstwo, 51 punktów procentowych i 18-procentową przewagę nad głównym rywalem. Sondażem? Nie chce mi się wierzyć, że aż takie przeszacowanie może być wynikiem błędu, ani w to, że mógł się on przypadkiem trafić akurat w badaniu zleconym akurat przez tę gazetę.

Całość


Okładka ostatniego numeru WPROST:



Widać, albo red. naczelny Tomasz Lis zna już wyniki wyborów (wróżka? prorok czy co?), albo robi co może by niniejszy rysunek był czymś więcej niż jego (nie)pobożnym życzeniem.

czwartek, 17 czerwca 2010

Zostań w domu! Nie głosuj!

Dziś podzielę się z Wami informacją o ciekawej akcji. Poczytajcie i zobaczcie sami:

Po obejrzeniu ostatniej debaty w TVP, gdzie kandydaci ścigali się, kto potrafi zawrzeć mniej treści w swoich słowach, przełączyłem telewizor na inny kanał. Chwilę później usłyszałem, gdy młoda pani uśmiechając się do mnie, arbitralnym tonem poczucia opowiadania prawd oczywistych, powiedziała - najważniejsze jest iść na wybory (...)

Jeżeli uważasz, że hasło - "nie ważne na kogo głosujesz, tylko idź na wybory" - jest po prostu idiotyczne w swojej istocie, to powiedz o apelu innym. Może się zastanowią. A jeśli nie, to trudno. To zmarnujesz im kolejne 30 sekund życia.

Bo moim zdaniem, to NA KOGO się głosuje na decydujące znaczenie. I ten, kto ocenia kandydata po kolorze krawata, powinien dla dobra wszystkich, zostać w domu.

Zapraszam na stronę akcji: http://www.zostanwdomu.pl/



poniedziałek, 14 czerwca 2010

niedziela, 13 czerwca 2010

G.Napieralski vs Staruszka.



Dramat kandydata na prezydenta. Zwycięstwo dzielnej staruszki.

czwartek, 3 czerwca 2010

Po przeczytaniu stenogramów z samolotu Tu-154

Jakie macie wrażenia po odczytaniu stenogramów z czarnych skrzynek? (Tutaj ich zapis)

Oto moje refleksje:
1. Kto wie czy istotniejsze dla zbadania tego się działo w samolocie są te "niewyraźne" zapisy.

2. Czy to przypadek, że nie da się ich odczytać (akurat się nie nagrały) czy celowe działanie, którego celem jest nie niszczenie reputacji którejś z ofiar lub nie rzucanie podejrzenia na zaniedbania wieży kontrolnej (lub kogokolwiek innego).

3. Jeśli mamy stenogramy to nie powinno być problemu w przekazaniu przez Rosjan oryginałów czarnych skrzynek (chyba, że zapisy się od siebie różnią) by ułatwić "przyjaciołom Polkom" prowadzenie śledztwa i możliwość odszyfrowania niewyraźnych fragmentów rozmów z kokpitu.

4. Porównując wypowiedzi pilotów kilkadziesiąt, kilkanaście minut przed katastrofą można mniemać, że są to rozsądni ludzie, którzy nie planują żadnego ryzyka i podchodzenia do lądowania w ekstremalnych warunkach. Jest mowa np. o zapasowych lotniskach i przypuszczenie dużego prawdopodobieństwa nie wylądowania w Smoleńsku. Stąd zupełnie niewspółmierny z tym jest zapis ostatnich 30 sekund lotu, w którym mimo mnóstwa ostrzeżeń, sygnałów alarmowych - piloci "pchają się" na coraz niższe wysokości zachowując tą samą prędkość! Oznaczałoby to ogromną presję pod którą byli. W stenogramach ta presja jest wyrażona pośrednio (obecność w kokpicie przełożonego - gen. Błasika, "no to sie wkurzy", "no to mamy problem", "prezydent nie podjął jeszcze decyzji"), ale wystarczyło. Kto wie czy w "zagubionych" słowach nie padają bardziej bezpośrednie stwierdzenia.

5. Teza, którą słyszałem i brzmiąca niczym z filmu albańsko-greckiego jest taka, że piloci NIE SŁYSZELI sygnałów alarmowych. Urządzenia wrzeszczą, wieża alarmuje, a w kabinie... żadnych reakcji. Żadnych przejmujących rozmów, nerwowych komentarzy. Dopiero gdy samolot uderza w drzewo są przeraźliwe okrzyki (przekleństwa). Tak zachowuje się osoba, która... jest zaskoczona i którą katastrofa spotyka NAGLE.

To takie moje "gorące myśli" po przeczytaniu stenogramów.

Definicje: Antysemityzm

Skończyłem właśnie czytać książkę jednego z moich ulubionych publicystów Rafała A. Ziemkiewicza pt. "W skrócie". W zasadzie jest ona rozbudowanym "Alfabetem Wildsteina", co oznacza, że zawiera obszerniejsze definicje i omówienia pewnych pojęć. Na blogu co jakiś czas będę dzielił się z Wami tymi, które najbardziej mi się podobają. Zacznijmy od "A" :)

Antysemityzm - (...) Te same ośrodki, zarządzające emocjami na skalę globalną, potrafią jednocześnie gnoić domniemanych antysemitów, najchętniej wskazując ich w Kościele katolickim i kręgach konserwatywnych, przechodzić milcząco do porządku dziennego nad autentyczną nienawiścią do Żydów krzewioną przez islam (bo jak pokazała historia z karykaturą Mahometa w duńskiej gazecie, z tymi to lepiej nie zadzierać) i zupełnie bezwstydnie głosić rasistowską nienawiść do Żydów, przedstawiając ją jako opór wobec machlojek "globalnej finansjery" i agresywności "izraelskiego imperializmu" (...)

czwartek, 27 maja 2010

Homo-ideolodzy bez poczucia humoru

W sierpniu ub. roku stowarzyszenie homoseksualistów zapowiadało podanie do sądu dziennika "Rzeczpospolita", ponieważ obraził ich rysunek satyryczny Andrzeja Krauze na temat związków homoseksualnych. Nie wiem jaki finał znalazła ta sprawa. Może ktoś z Was wie. Chodziło o ten rysunek:



Przyznam, że zastanawiałem się nad tym wpisem - by nie być posądzanym - używając lewicowej terminologii - o "homofobię" i "mowę nienawiści". Poczucie humoru autora i sam rysunek rozbawiły mnie jednak tak bardzo, że nie potrafiłem się powstrzymać :) Być może spotka mnie za to "miłosna reakcja" środowisk "heterofobicznych" ;)

Zresztą zapewniam Was, że równie zabawny byłby dla mnie rysunek autorstwa "geja" przedstawiający zamiast pary homoseksualnej - ślubujących sobie wierność kobietę i mężczyznę (zaś obok oczekujących na swoją kolej faceta z kozą lub dwóch panów).

Wytoczenie procesu sądowego w tak błahej sprawie (satyra) to typowy objaw przekonania o "wolności słowa" i "potrzebie walki o tolerancję" środowisk lewicowych (m.in. zwolenników homoseksualnej propagandy). Konsekwentnie powinni podać do sądu większość kabaretów, które w satyryczny sposób odgrywają zachowania, mimikę, gestykulację, ton głosu homoseksualistów. Nie oglądaliście nigdy na ten temat skeczy kabaretów Formacja Chatelet, Kabaretu Moralnego Niepokoju, Neonówka? Żałujcie :)

Zresztą kabarety już dawno powinny być podane do sądu za kpienie z polityków, małżeństw, sportowców, gwiazd pop-kultury, wykonawców disco-polo. Najwyraźniej w homoseksualną propagandę wpisane jest cierpiętnictwo (syndrom obrażonego chłopca) oraz faszyzm (biurokratycznie zakazać tego co nie sprzyja lub sprzeciwia się "jedynie słusznej" ideologii).

Jeszcze jedno: używanie sądów w celu kneblowania ust krytykom (tu: satyrykom) homo-ideologii całkiem nieźle służy docieraniu do szerszego grona odbiorców takich rysunków jak powyższy. Pewnie gdyby nie to - o rysunku p. Krauze ani ja, ani część z Was Drodzy Czytelnicy nigdy byśmy się nie dowiedzieli. A tak... możemy się chociaż uśmiechnąć :)

PS. ... że też oni za grosz nie mają poczucia humoru :)

środa, 26 maja 2010

"Główni" kandydaci czy kandydaci?

Redakcja socjalistycznego, lewicowego tygodnika "POLITYKA" jak widać wie, jaka byłaby odpowiedź na pytanie: "Który z kandydatów na Prezydenta ma - Twoim zdaniem - największe pojęcie o gospodarce?". Dlatego w sondażu na swojej stronie uciekła się do dwóch zabiegów:

1. Pytanie zawęziła do "głównych" kandydatów, a jak wiemy nie należy do nich choćby Janusz Korwin-Mikke, który co by nie mówić o jego wadach - o gospodarce ma zdecydowanie największe pojęcie spośród wszystkich kandydujących.
2. Wymieniła owych "głównych kandydatów" by ułatwić internautom poprawny wybór. Oczywiście chodzi o to by przypadkowo nikt do "głównych" kandydatów nie zaliczył "nie głównego kandydata".

Jak widać poparcie dla gospodarczych poglądów "nie-głównych kandydatów" (szczególnie dla JKM) stanowi poważne zagrożenie dla "głównych" kandydatów, skoro nawet na lewicowym portalu przemilcza się ich istnienie.

Ciekawe czy w lokalach wyborczych na listach również pojawią "główni" kandydaci czy kandydaci. Wszak wiadomo, że społeczeństwo powinno być zainteresowane tylko tymi "głównymi". Najlepiej wskazanymi przez "Autorytety".

Źródło


PS. Pytanie "Polityki" stało się dla mnie inspiracją do zadania własnego: Który z kandydatów mających pojęcie o gospodarce zna się na niej najlepiej?
a) Janusz Korwin-Mikke
b) Andrzej Olechowski

Może jakiś znany portal zechce skorzystać.

sobota, 15 maja 2010

Pianino i czajniczek

Słuchaliście rozmowy M. Olejnik z P.Poncyliuszem z PiS? Zobaczcie czego nie zrobi dziennikarz by pomóc "swoim" w kampanii. Nawet pianina można się uczepić, a i (za przeproszeniem) piep..ony czajniczek potrafi wkurzyć! :) O ile jest wykorzystywany w kampanii Prezesa Samo Zło.

Tutaj fragment zapisu rozmowy.

Nie chcę przez to powiedzieć, że pro-PiSowcy dziennikarze nie są stronniczy. Ten wywiad jednak otworzył przede mną nowe horyzonty jeśli chodzi o to do czego można się przyczepić w kampanii. Nie wiedziałem, że nawet na czajniczek należy uważać. Dobrze, że p. red. Olejnik nie zapytała czy była w nim prawdziwa herbata. To by już zupełnie zdyskredytowało wiarogodność Prezesa Samo Zło.

Na razie ten wywiad stawiam jako nr 1 w kategorii "Granice dziennikarskiego (detektywistycznego?) absurdu". A może nienawiści?

piątek, 7 maja 2010

Alfabet Bronisława Wildsteina

Może to już niektórzy z Was znają. Co prawda ten art. ma już 2,5 roku, ale wciąż jest bardzo aktualny. :)

Np.

Antykomunizm. Jaskiniowy albo zoologiczny. Inny nie występuje. Być może dlatego, że osoby cywilizowane, a więc wyrafinowane, rozumieją, że chociaż komunizm spowodował najwięcej cierpień w historii ludzkości, to sprawa z nim jest daleko bardziej złożona i tylko prostak może jednoznacznie go potępiać. Księgowanie ofiar to rzecz niesmaczna, a rozliczanie komunizmu mogłoby prowadzić do nieoczekiwanych konsekwencji zarówno w Europie, jak i w Polsce. Mogłoby zachwiać hierarchią autorytetów. Dylematy komunistów są więc bez porównania bardziej interesujące niż cierpienia ich ofiar.

Debata publiczna. Spór na temat tego, czy bezę należy jeść widelczykiem czy łyżeczką, a także, jak ukarani winni być Kaczyńscy i ich poplecznicy. Awanturnicy (oszołomy), którzy chcą się kłócić na temat innych oczywistych spraw, z debaty winni być wykluczani. Debatę winien cechować pluralizm [patrz: pluralizm].

Gej. Wydawałoby się: homoseksualista ekshibicjonista. W rzeczywistości: przedstawiciel odmiennego gatunku. Wskazuje na to jego odmienna wrażliwość (gejowska), kultura (gejowska) itd. Domaga się więc osobnej reprezentacji politycznej. Rozmnaża się przez edukację i adopcję. Dlatego żąda prawa do obu. Prowokuje pytanie, czy jego ekspansja nie zagraża gatunkom innym i czy mają one prawo się przed nią bronić.

Lustracja w Kościele. Brak.

Sprawiedliwość. To, co orzeka sąd.

Polecam całość

środa, 21 kwietnia 2010

Unia chce dopłacać do zagranicznych wczasów

Wiadomość z portalu Onet.pl

"Polska The Times": Już niebawem dalekie podróże zagraniczne będą w zasięgu ręki niemal każdego obywatela Unii Europejskiej. To za sprawą prawdziwego przełomu w unijnym prawodawstwie.

Bruksela ogłosiła, że turystyka jest niezbywalnym prawem człowieka. Tak więc według unijnych polityków, prawo do zagranicznych wyjazdów powinno być zagwarantowane dla emerytów, rencistów, młodzieży i osób ubogich. Bruksela stoi bowiem na stanowisku, że podróże powinny mieć dofinansowanie z budżetu Unii.

Niebawem powstanie specjalny program pomocowy. W ramach jego działania emeryci, renciści, dzieci i osoby do 25. roku życia, a także ludzie znajdujący się w ciężkiej sytuacji materialnej mają mieć dostęp do tanich wyjazdów zagranicznych raz w roku. Program ten ma na celu uświadomienie obywatelom Unii Europejskiej, a zwłaszcza dzieciom, jak zróżnicowana kulturowo jest cała Europa.
_____________

Drodzy Czytelnicy! To NAPRAWDĘ nie jest "prima aprilis"!

"Bruksela ogłosiła, że turystyka jest niezbywalnym prawem człowieka."

I słusznie. Bo dzień wcześniej pod siedzibą Parlamentu Europejskiego ponoć odbyła się manifestacja 10 tys. protestujących przeciwko prawie ludzi do turystyki - nawołujących do zlikwidowania hoteli i biur turystycznych. Szybka reakcja Brukseli i jednoznaczne stanowisko! Brawo! :)

Oczywiście liczę na ogłoszenie kolejnych "niezbywalnych praw człowieka" jakim są m.in.: możliwość noclegu w 5 gwiazdkowym hotelu, noszenie wygodnych butów oraz możliwość pójścia każdego obywatela na mecz piłkarski reprezentacji narodowej.

PS. Jedyny, aczkolwiek bardzo drobny mankament tej informacji to zbyt mało informacji o nazwiskach sponsorów.

piątek, 26 marca 2010

SwietaBezJaj.pl czyli tylko bez jaj w Święta!

ŚwiętaBezJaj.pl

Zapraszam na stronę ogólnopolskiej akcji SwietaBezJaj.pl
Wbrew pozorom nie jest to akcja wegan i nie skupia się na jajach kurzych, przepiórczych ani żadnych innych. Dotyczy raczej postawy względem Świąt Wielkanocy oraz wydarzenia, na które wskazują. Innymi słowy jest to zachęta by nie robić jaj ze Świąt i przeżyć je jak należy.

"Jak należy", to znaczy w jaki sposób? Więcej dowiesz się wchodząc na stronę www.SwietaBezJaj.pl

Akcja organizowana jest przez chrześcijan wyznania katolickiego i protestanckiego. Swoją opinię na temat świątecznych jaj możesz wyrazić wpisując komentarz na głównej stronie.

ŚwiętaBezJaj.pl

środa, 17 marca 2010

Pędzle u fryzjerów zabronione

Kolejny absurd naszej rzeczywistości. Jak donosi korespondent.pl

Urzędnicy olsztyńskiego Sanepidu uczą fryzjerów, jak mają wykonywać swój zawód. Podczas, gdy to fryzjerzy powinni ich uczyć, jak uczciwie zarabiać na życie.

W Olsztynie działa ponad 200 salonów. Ich właściciele skarżą się na szczegółowe kontrole służb sanitarnych. - Zakazano nam używania pędzla do czyszczenia po strzyżeniu, bo to niehigieniczne - opowiada właścicielka dużego salonu.

Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna dziwi się oburzeniu fryzjerów. - Realizujemy rozporządzenie Ministra Zdrowia z 2004 roku. Do 2006 roku fryzjerzy mieli czas, aby się do niego dostosować - mówi Małgorzata Przestrzelska, kierownik działu higieny komunalnej.

Cały artykuł na gazeta.pl

_______________

"Kierownik działu higieny komunalnej " - To musi być ciekawa praca! Składam CV! :)

Czekam na kontrolę sanepidu w naszym kościele. Ciekawe czy pozwolą nam używać kazalnicy z drewna (możliwość pożaru) oraz pić wino w czasie komunii z kieliszków bez atestu sanepidu.