I zbudowali miejsca ofiarne Baala w dolinie synów Hinnoma, aby ofiarować Molochowi swoich synów i swoje córki, chociaż nie nakazałem im tego ani nie przeszło przez moją myśl, że będą czynić tę obrzydliwość, zwodząc Judę do grzechu. - Jeremiasza 32:35
wtorek, 21 sierpnia 2012
Biurokracja w miejsce demokracji
"Dlaczego w procesie rozszerzania Unii Europejskiej Europa odwróciła się od demokracji i jeszcze szczelniej opasała się więzami biurokracji w wykonaniu brukselskich biurokratów, obliczających odpowiedni obwód pomidora i zalecających właściwe procedury karmienia sardyńskich wieprzy?"
Georga Weigel, Katedra czy sześcian
Georga Weigel, Katedra czy sześcian
Komunizm - zły czy niepraktyczny?
"Dlaczego po wydarzeniach 1989 roku Europejczycy nie potępili komunizmu jako moralnej i politycznej potworności? Dlaczego jedynym poprawnie politycznym osądem komunizmu była bezstronna obserwacja, że on po prostu nie działał?"
Georga Weigel, Katedra czy sześcian
Georga Weigel, Katedra czy sześcian
środa, 18 lipca 2012
Podatek dochodowy jest karą
Od od dziś wiadomo, że podatek dochodowy jest karą za pracowitość i przedsiębiorczość. Jego istnienie generuje zubożenie oraz bezrobocie ponieważ uderza w ludzi, którzy chcą pracować i bogacić się. Odbieranie większych podatków bogatym by dawać uboższym w imię "wyrównywania nierówności" społecznych nie tylko niszczy rozwój i gospodarkę, ale jest także złamaniem przykazania: "Nie kradnij".
Biblia tymczasem naucza, że leń i głupiec powinni ponosić konsekwencje swojego lenistwa i głupoty ("Kto nie chce pracować niechaj też nie je" - 2 Tes 3:10; "Leniwy wiele pożąda, a jednak nic nie ma, lecz dusza pilnych jest obficie nasycona". - Przyp. Sal. 13:4).
Zrównywanie leniwego z pracowitym jest złem, poprawianiem Bożych schematów. Bóg zachęca w swoim Słowie do rozpoznawania i respektowania różnic, nie zaś zacierania ich. Energia jest w wodospadzie, nie zaś w stawie. To wolność gospodarcza, nie zaś socjalizm jest motorem rozwoju społeczeństwa i szansą na poprawę sytuacji ekonomicznej najuboższych. Przelewanie wody z oceanu do jeziora by w imię "równości" zrównać ilość wody w obojgu jest nonsensem.
Biblia tymczasem naucza, że leń i głupiec powinni ponosić konsekwencje swojego lenistwa i głupoty ("Kto nie chce pracować niechaj też nie je" - 2 Tes 3:10; "Leniwy wiele pożąda, a jednak nic nie ma, lecz dusza pilnych jest obficie nasycona". - Przyp. Sal. 13:4).
Zrównywanie leniwego z pracowitym jest złem, poprawianiem Bożych schematów. Bóg zachęca w swoim Słowie do rozpoznawania i respektowania różnic, nie zaś zacierania ich. Energia jest w wodospadzie, nie zaś w stawie. To wolność gospodarcza, nie zaś socjalizm jest motorem rozwoju społeczeństwa i szansą na poprawę sytuacji ekonomicznej najuboższych. Przelewanie wody z oceanu do jeziora by w imię "równości" zrównać ilość wody w obojgu jest nonsensem.
sobota, 23 czerwca 2012
Dwadzieścia jeden słów do ojców
Dziś z okazji Dnia Ojca 21 praktycznych porad dla tatusiów od
Douglasa Wilsona (pastora Christ Church w Moscow, Idaho USA). Z
serdecznymi życzeniami :)
1. Kochaj Jezusa Chrystusa i wyrażaj tą miłość poprzez uwielbienie Jego Ojca w mocy Ducha Świętego. Rób to na zgromadzeniach rodziny Bożej w Dzień Pański. Nabożeństwo jest ogromnie ważną sprawą. Bóg uczci tych, którzy czczą Jego (1 Sm 2:30).
2. Kochaj swoje dzieci kochając ich matkę. Kochaj ich matkę kochając jej dzieci. To jest główny sposób w jaki ewangelia powinna być głoszona w twoim domu (Ef 5:25)
3. Ucz je kochać zasady, co nie jest tą samą rzeczą co zwykłe oczekiwanie poddania się zasadom (na jakiś czas). Jest to kwestia lojalnego serca (Prz 23:26). Ucz je kochać zasady (i bycia lojalnym wobec ciebie) samemu kochając zasady (będąc lojalnym wobec nich).
4. Twój ogród Tak powinien zawierać drzewo Nie w nim, nie zaś odwrotnie (Rdz 2:16). Bóg nie jest skąpcem i nie powinieneś Go przedstawiać w taki sposób. W Chrystusie wszystkie obietnice są Tak i Amen (2 Kor 1:20). Przypominaj im Boga, któremu służysz.
5. Daj im Torę, a nie Talmud (Mt 22:40). Prawo Boże jest proste do zrozumienia i łatwo je streścić. Jeśli zasady twojego domu są skomplikowane i bizantyńskie, to masz problem. Dobrze pamiętam podsumowanie zasad mojego ojca, który oczekiwał od nas: „żadnego nieposłuszeństwa, żadnego kłamstwa, żadnego braku respektu wobec twojej mamy”. Widzicie? Życie jest dobre.
6. Uświadom dzieci, że wszyscy potrzebują się nawrócić (Ef 2:3), ale nie czyń tego stosując nierówną wagę i miarę. Jeśli wymagasz od dzieci niemożliwego, stajesz się przyczyną ich potknięcia. Strzeż się koła młyńskiego w prowadzeniu ich do Chrystusa (Mt 18:6).
7. Słuchaj ich. Są ludźmi. Rozmowa z nimi jest możliwa (Prz 18:13)
8. Ich jedzenie, schronienie i odzież są ważniejsze niż twoje zabawki (2 Mj 21:10)
9. Pamiętaj ich schemat dnia (Ps.103:14). Nie przetrzymuj ich czasu na drzemkę ani nie zmuszaj do siedzenia do 23.30 by potem karcić je gdy upadają. Sam zasługujesz wtedy na karę za krytykowanie ich.
10. Jedzcie razem i niech to nie będzie tylko tankowanie. W ten sposób rodziny stają się towarzyszami. Hojność, z której wynika wspólnota stołu to wielka rzecz w Piśmie (Prz 11:25), dlaczego więc miałbyś pozbawić jej twoją rodzinę? Jeśli połowa posiłków jest spożywana nad zlewem, to sam oceń waszą sytuację.
11. Szanuj swoich synów i kochaj swoje córki (Ef 5: 33, 25). Twoje dzieci są różne i te różnice powinny być szanowane. To oczywiście nie znaczy, że nie musisz kochać swoich synów lub respektować córek, ale wskazuje to na kierunek, w którym należy się udać.
12. Opowiadajcie razem historie. Słuchajcie historii razem. Ewangelia jest historią (1 Kor 15:3nn) i prawdziwie poznajemy się nawzajem poznając ten gatunek literacki. Przez opowiadanie historii uświadamiamy sobie, że uczestniczymy w jednej z nich.
13. Zapewnij swoim dzieciom chrześcijańską edukację (Ef 6:4). To musi być prawdziwa edukacja, pełna życia i śmiechu. Sala szkolna to nie kaplica (5 Mj 14:21).
14. Powinieneś pragnąć domu pełnego Pisma, domu pełnego radości, domu pełnego muzyki (Ef 5:19; Kol 3:16). Pobożne wychowywanie jest napełnione Duchem i nie może być napełnione Duchem bez muzyki.
15. Spędzaj z dziećmi dużo czasu i nie obwiniaj się brakiem tzw. „dobrego czasu” (5 Mj 6:4-9).
16. Dyscyplina powinna być darem, a nie szarpaniem. Jeśli bierzesz odwet wobec swoich dzieci, wówczas cała sprawa staje się samolubstwem (Gal 6:1).
17. Dyscyplina powinna być rozważna, a nie stawać się okazją dla ciebie, aby posunąć się do ostateczności. (Prz 18:17). Czasami dzieci mogą prowokować do ich niesprawiedliwego traktowania i potem ponoszą tego konsekwencje, ale ojcowie powinni walczyć o utrzymanie sprawiedliwości w domu. Faworyzowanie dzieci, nawiasem mówiąc, prowadzi do niesprawiedliwości.
18. Ból dyscypliny powinien być ostry, a nie przewlekły. Biblia mówi, że dyscyplina powinna być bolesna (Hbr 12:11), ale nie powinien być to ustawiczny ból tydzień po tygodniu. Strapienie nie jest dyscypliną.
19. Celem dyscypliny jest przywrócenie więzi (Hbr 12:11), a nie karanie. Istnieje różnica pomiędzy dyscypliną i karą. Dyscyplina jest korektą i jest zakończona kiedy korekta jest osiągnięta. Nie jesteś w stanie spowodować aby wszystkie dzieci spędzały tyle samo czasu w kadzi ze względu na "równość".
20. Podzielona dyscyplina jest niebezpieczna. Ojciec i matka powinni być w tej sprawie razem. Pismo wymaga szacunku dla obojga rodziców (Wj 20:12), a więc powinni ze sobą współpracować. Nie pozwalaj dzieciom stosować taktyki "dziel i rządź".
21. Przygotuj ich do niezależności (Rdz 2:24). Nie popełniaj błędu lekceważąc grzech, gdy jest mały i słodki, aby próbować rozprawić się z nim później, kiedy wszystko zaczyna wyglądać o wiele bardziej poważnie.
I znów – pamiętaj, że Jezus jest zawsze celem.
tłum. Paweł i Jola Bartosik
1. Kochaj Jezusa Chrystusa i wyrażaj tą miłość poprzez uwielbienie Jego Ojca w mocy Ducha Świętego. Rób to na zgromadzeniach rodziny Bożej w Dzień Pański. Nabożeństwo jest ogromnie ważną sprawą. Bóg uczci tych, którzy czczą Jego (1 Sm 2:30).
2. Kochaj swoje dzieci kochając ich matkę. Kochaj ich matkę kochając jej dzieci. To jest główny sposób w jaki ewangelia powinna być głoszona w twoim domu (Ef 5:25)
3. Ucz je kochać zasady, co nie jest tą samą rzeczą co zwykłe oczekiwanie poddania się zasadom (na jakiś czas). Jest to kwestia lojalnego serca (Prz 23:26). Ucz je kochać zasady (i bycia lojalnym wobec ciebie) samemu kochając zasady (będąc lojalnym wobec nich).
4. Twój ogród Tak powinien zawierać drzewo Nie w nim, nie zaś odwrotnie (Rdz 2:16). Bóg nie jest skąpcem i nie powinieneś Go przedstawiać w taki sposób. W Chrystusie wszystkie obietnice są Tak i Amen (2 Kor 1:20). Przypominaj im Boga, któremu służysz.
5. Daj im Torę, a nie Talmud (Mt 22:40). Prawo Boże jest proste do zrozumienia i łatwo je streścić. Jeśli zasady twojego domu są skomplikowane i bizantyńskie, to masz problem. Dobrze pamiętam podsumowanie zasad mojego ojca, który oczekiwał od nas: „żadnego nieposłuszeństwa, żadnego kłamstwa, żadnego braku respektu wobec twojej mamy”. Widzicie? Życie jest dobre.
6. Uświadom dzieci, że wszyscy potrzebują się nawrócić (Ef 2:3), ale nie czyń tego stosując nierówną wagę i miarę. Jeśli wymagasz od dzieci niemożliwego, stajesz się przyczyną ich potknięcia. Strzeż się koła młyńskiego w prowadzeniu ich do Chrystusa (Mt 18:6).
7. Słuchaj ich. Są ludźmi. Rozmowa z nimi jest możliwa (Prz 18:13)
8. Ich jedzenie, schronienie i odzież są ważniejsze niż twoje zabawki (2 Mj 21:10)
9. Pamiętaj ich schemat dnia (Ps.103:14). Nie przetrzymuj ich czasu na drzemkę ani nie zmuszaj do siedzenia do 23.30 by potem karcić je gdy upadają. Sam zasługujesz wtedy na karę za krytykowanie ich.
10. Jedzcie razem i niech to nie będzie tylko tankowanie. W ten sposób rodziny stają się towarzyszami. Hojność, z której wynika wspólnota stołu to wielka rzecz w Piśmie (Prz 11:25), dlaczego więc miałbyś pozbawić jej twoją rodzinę? Jeśli połowa posiłków jest spożywana nad zlewem, to sam oceń waszą sytuację.
11. Szanuj swoich synów i kochaj swoje córki (Ef 5: 33, 25). Twoje dzieci są różne i te różnice powinny być szanowane. To oczywiście nie znaczy, że nie musisz kochać swoich synów lub respektować córek, ale wskazuje to na kierunek, w którym należy się udać.
12. Opowiadajcie razem historie. Słuchajcie historii razem. Ewangelia jest historią (1 Kor 15:3nn) i prawdziwie poznajemy się nawzajem poznając ten gatunek literacki. Przez opowiadanie historii uświadamiamy sobie, że uczestniczymy w jednej z nich.
13. Zapewnij swoim dzieciom chrześcijańską edukację (Ef 6:4). To musi być prawdziwa edukacja, pełna życia i śmiechu. Sala szkolna to nie kaplica (5 Mj 14:21).
14. Powinieneś pragnąć domu pełnego Pisma, domu pełnego radości, domu pełnego muzyki (Ef 5:19; Kol 3:16). Pobożne wychowywanie jest napełnione Duchem i nie może być napełnione Duchem bez muzyki.
15. Spędzaj z dziećmi dużo czasu i nie obwiniaj się brakiem tzw. „dobrego czasu” (5 Mj 6:4-9).
16. Dyscyplina powinna być darem, a nie szarpaniem. Jeśli bierzesz odwet wobec swoich dzieci, wówczas cała sprawa staje się samolubstwem (Gal 6:1).
17. Dyscyplina powinna być rozważna, a nie stawać się okazją dla ciebie, aby posunąć się do ostateczności. (Prz 18:17). Czasami dzieci mogą prowokować do ich niesprawiedliwego traktowania i potem ponoszą tego konsekwencje, ale ojcowie powinni walczyć o utrzymanie sprawiedliwości w domu. Faworyzowanie dzieci, nawiasem mówiąc, prowadzi do niesprawiedliwości.
18. Ból dyscypliny powinien być ostry, a nie przewlekły. Biblia mówi, że dyscyplina powinna być bolesna (Hbr 12:11), ale nie powinien być to ustawiczny ból tydzień po tygodniu. Strapienie nie jest dyscypliną.
19. Celem dyscypliny jest przywrócenie więzi (Hbr 12:11), a nie karanie. Istnieje różnica pomiędzy dyscypliną i karą. Dyscyplina jest korektą i jest zakończona kiedy korekta jest osiągnięta. Nie jesteś w stanie spowodować aby wszystkie dzieci spędzały tyle samo czasu w kadzi ze względu na "równość".
20. Podzielona dyscyplina jest niebezpieczna. Ojciec i matka powinni być w tej sprawie razem. Pismo wymaga szacunku dla obojga rodziców (Wj 20:12), a więc powinni ze sobą współpracować. Nie pozwalaj dzieciom stosować taktyki "dziel i rządź".
21. Przygotuj ich do niezależności (Rdz 2:24). Nie popełniaj błędu lekceważąc grzech, gdy jest mały i słodki, aby próbować rozprawić się z nim później, kiedy wszystko zaczyna wyglądać o wiele bardziej poważnie.
I znów – pamiętaj, że Jezus jest zawsze celem.
tłum. Paweł i Jola Bartosik
czwartek, 21 czerwca 2012
środa, 20 czerwca 2012
Książę Pokoju uczy sztuki wojennej
C.S. Lewis
w jednym ze swoich esejów napisał, że kościół wyprodukował
dwa rozwiązania jeśli chodzi o reakcję
na okropieństwo wojny: pacyfizm i rycerskość. Biblia jednak naucza, że nie powinniśmy szukać pokoju za wszelką cenę tam gdzie powinniśmy
walczyć.
Marcin
Luther powiedział Kiedy lew
leży wraz z barankiem przedwcześnie, baranek musi być często wymieniany. Rycerskość zamiast
pacyfizmu działa o wiele bardziej efektywnie. I ma jedną
cechę, której pacyfizm nie posiada: naśladowanie Chrystusa. Wojownik,
który walczy z mocą i okazuje
miłosierdzie ktoś, kto naśladuje
Pana w sposób kompleksowy.
Sprawiedliwy pokój jest chwalebną rzeczą (Iz 11:9)
ale nie może nigdy stać w opozycji do sprawiedliwej wojny. Sam Bóg jest Wojownikiem, który uczy nas sztuki
wojennej (Ps 144:1). Czyni to sam Książę Pokoju (Iz 9:6).
Niestety żyjemy w
świecie, w którym wiele spraw traktuje się w sposób absolutystyczny. Kiedy Pismo mówi
nam abyśmy dążyli do pokoju nie oznacza to, że zawsze w każdej sytuacji, bez
względu na wszystko mamy do niego dążyć. To podstawowy błąd pacyfizmu.
Problem pacyfizmu nie polega na tym, że twierdzi zbyt wiele, ale
na tym czemu zaprzecza. Mianowicie, że
są sytuacje gdy należy okazać siłę i wojna jest słuszna, sprawiedliwa, a
pokój za wszelką cenę oznaczałby zgodę na niesprawiedliwość,
okrucieństwo, niewolę i śmierć.
Mówiąc więc o
takich pojęciach jak miłosierdzie, łaska, pokój – musimy być konkretni. Musimy mówić co one
oznaczają i czemu zaprzeczają. Niekiedy zapominamy, że szerzenie Bożego Królestwa polega m.in. na bitwie z
bezbożnością. Głosząc ewangelię coś afirmujemy, ale i coś zwalczamy. Do jednych lgniemy, innych zaś powinniśmy omijać szerokim
łukiem (Przyp. Sal 7:6-10, Psalm 1). Musimy porzucić
sentymentalizm, który mówi: "Nie czyń różnicy. Wszyscy to wszyscy".
Jestem jak Franciszek Smuda
Kilka moich refleksji po meczu Polska- Rosja.
1. Duże brawa dla polskich piłkarzy za to, że nie dali rozwinąć skrzydeł Rosjanom. Rywale nie mieli przestrzeni by rozwijać szybkie kontrataki, które były kluczem do wysokiego zwycięstwa z Czechami (lub jak ktoś woli: z Cześkami).
2. Oczywiście nasi również grali dość chaotycznie, szczególnie w środku pola gdzie mieliśmy problemy z dokładnymi podaniami. To spowodowało brak dobrych, prostopadłych dograń do R. Lewandowskiego.
3. Remis spowodował, że Rosja nie może odpuścić meczu z Grekami co oznacza, że jeśli wygramy ostatni mecz to nie tylko wchodzimy, ale jest nawet szansa na awans z 1 miejsca. Oczywiście jeśli w drugim meczu państwo w kryzysie zwycięży lub zremisuje z państwem imperialnym.
4. Najbardziej zastanawia mnie jednak... zadowolenie po remisie. Oczywiście rozumiem, że remis przedłuża nasze szanse, że w końcu ostatni mecz nie będzie o honor, ale o wszystko. Pamiętajmy jednak, że graliśmy w Warszawie, a nie w Moskwie. Byliśmy gospodarzami tego meczu i cel w meczach z takimi drużynami jak Rosja powinien być jeden: wygrana.Tymczasem przed meczem telewizja pokazała przez kilka sekund trenera Smudę zagrzewającego naszych piłkarzy do gry słowami: "Nie stoimy na straconej pozycji. Głowa do góry. Rosja to nie Brazylia".
"Nie stoimy na straconej pozycji". "Głowa do góry". To są słowa skierowane do 9-letniego chłopca przed bójką z 13-latkiem, a nie do gospodarzy Euro, który ma aspiracje gry w ćwierćfinale tej imprezy. Ponadto były to słowa przed meczem z drużyną, która żadną potęgą europejską nie jest. To my sami nadmuchaliśmy ten rosyjski balon i postanowiliśmy się go bać po wysokiej wygranej Rosjan z Czechami.
Trener powinien raczej dopingować: "Panowie. Rosja to nie Andora, ale nadal to żaden problem dla nas! Siadamy na nich ostro, ogrywamy i wracamy do hotelu! No, panowie! Kolacja czeka! Zjadamy ich!"
5. Słowa Franciszka Smudy były wyrazem nastawienia nas wszystkich dlatego remisy ze średniakami europejskimi na własnym boisku odbieramy jako sukcesy. A nie powinniśmy. O ile oczywiście aspirujemy do gry w ćwierćfinale takiej imprezy jak Euro 2012.
6. Oczywiście cieszę się z remisu bo jestem taki jak Franciszek Smuda :)
1. Duże brawa dla polskich piłkarzy za to, że nie dali rozwinąć skrzydeł Rosjanom. Rywale nie mieli przestrzeni by rozwijać szybkie kontrataki, które były kluczem do wysokiego zwycięstwa z Czechami (lub jak ktoś woli: z Cześkami).
2. Oczywiście nasi również grali dość chaotycznie, szczególnie w środku pola gdzie mieliśmy problemy z dokładnymi podaniami. To spowodowało brak dobrych, prostopadłych dograń do R. Lewandowskiego.
3. Remis spowodował, że Rosja nie może odpuścić meczu z Grekami co oznacza, że jeśli wygramy ostatni mecz to nie tylko wchodzimy, ale jest nawet szansa na awans z 1 miejsca. Oczywiście jeśli w drugim meczu państwo w kryzysie zwycięży lub zremisuje z państwem imperialnym.
4. Najbardziej zastanawia mnie jednak... zadowolenie po remisie. Oczywiście rozumiem, że remis przedłuża nasze szanse, że w końcu ostatni mecz nie będzie o honor, ale o wszystko. Pamiętajmy jednak, że graliśmy w Warszawie, a nie w Moskwie. Byliśmy gospodarzami tego meczu i cel w meczach z takimi drużynami jak Rosja powinien być jeden: wygrana.Tymczasem przed meczem telewizja pokazała przez kilka sekund trenera Smudę zagrzewającego naszych piłkarzy do gry słowami: "Nie stoimy na straconej pozycji. Głowa do góry. Rosja to nie Brazylia".
"Nie stoimy na straconej pozycji". "Głowa do góry". To są słowa skierowane do 9-letniego chłopca przed bójką z 13-latkiem, a nie do gospodarzy Euro, który ma aspiracje gry w ćwierćfinale tej imprezy. Ponadto były to słowa przed meczem z drużyną, która żadną potęgą europejską nie jest. To my sami nadmuchaliśmy ten rosyjski balon i postanowiliśmy się go bać po wysokiej wygranej Rosjan z Czechami.
Trener powinien raczej dopingować: "Panowie. Rosja to nie Andora, ale nadal to żaden problem dla nas! Siadamy na nich ostro, ogrywamy i wracamy do hotelu! No, panowie! Kolacja czeka! Zjadamy ich!"
5. Słowa Franciszka Smudy były wyrazem nastawienia nas wszystkich dlatego remisy ze średniakami europejskimi na własnym boisku odbieramy jako sukcesy. A nie powinniśmy. O ile oczywiście aspirujemy do gry w ćwierćfinale takiej imprezy jak Euro 2012.
6. Oczywiście cieszę się z remisu bo jestem taki jak Franciszek Smuda :)
Świat jako szkolna klasa
Kiedy uczysz w domu, całe życie staje się okazją do edukacji i zastosowania słów z Księgi Powtórzonego Prawa 6:6-8 nt. codziennego uczniostwa dzieci - w kuchni, samochodzie, biurze, ogrodzie, na podwórku, w każdym miejscu. Nie jesteś związany ograniczeniami masowej edukacji, uczeniem "kiedy" i "gdzie". Znajdujesz okazje do uczenia w każdym możliwej sytuacji i środowisku. Przyjmujesz rolę nauczyciela dla swoich dzieci we wszystkich dziedzinach życia: akademickim, fizycznie i duchowo.
Kiedy uczysz domowo, świat jest twoją klasą.
Kiedy uczysz domowo, świat jest twoją klasą.
źródło: visionforum.com
czwartek, 19 stycznia 2012
Boże Prawo w nowoczesnych demokracjach
Przestępczość jest wielkim problemem zachodniej cywilizacji. Można nawet powiedzieć, że jest większym problemem w nowoczesnych demokracjach niż w krajach o innych ustrojach sprawowania władzy w przeszłości. Nowoczesne demokracje mają instytucje penitencjarne lub system więzienny. Ponieważ demokracje hołdują wolności osobistej, myślą więc, że najbardziej rozsądną karą jaką mogą zadać jest pozbawienie tej wolności. Takie spojrzenie na przestępczość i karanie oparte jest na uczynieniu człowieka (nie zaś Bożego Słowa) centrum zainteresowania.
Jednak Biblia nie zna takiej idei. Podstawą biblijnego karania jest Prawo Boże. Państwo zaś nie ma narzucać swojej “sprawiedliwości”, ale sprawiedliwość “z góry” (od Boga). To oznacza, że sprawiedliwa odpłata wg Biblii jest lekarstwem na przestępczość. Oznacza to zapłatę za krzywdę wobec osoby, która poniosła szkodę.
Jeśli coś ukradniemy, powinniśmy to zwrócić w czwórnasób (2Mj. 22:1). Jeśli kogoś umyślnie skrzywdzimy, powinniśmy zapłacić tym samym na własną szkodę (2Mj. 21:25). Jeśli ktoś podstawia fałszywych świadków, powinniśmy uczynić wobec niego tak, jak ta osoba zamierzała uczynić wobec tego, przeciwko komu zeznawała (5Mj. 19:16-21). Jeśli kogoś zamordujemy, musimy oddać swoje życie (1Mj. 9:5-6). Widać więc wyraźnie jaką Biblia daje odpowiedź na problem przestępczości.
Ta sama prawda odnosi się do polityki. Wszyscy politycy powinni kierować się Bożym Prawem jeśli chcą właściwie sprawować rządy. To oczywiście nie znaczy, że zawód polityka jest przeznaczony tylko dla chrześcijan. Politycy jednak powinni opierać się na Biblii. Morderstwo, gwałty i kradzieże są złe ponieważ Biblia tak mówi. Nie możemy polegać na tym co ludzie myślą o tym jakie powinno być prawo, bez względu na to, kim oni będą (prezydent, naukowiec...). Powinniśmy polegać na tym co Bóg mówi w swoim Słowie.
Jeszcze przykład z ekonomii. Biblia mówi, że człowiek nie powinien kraść. Powinien być wolny do przedsiębiorczych, uczciwych działań (Mt. 25:14-30). To znaczy, że Biblia, jako podstawę działań ekonomicznych popiera to, co my nazywamy “wolnym rynkiem”. Powinniśmy troszczyć się o biednych i starszych, wspierać edukację i sztukę, ale to powinno być czynione przez prywatne jednostki i instytucje, a nie przez rząd, czy państwo. Naród, który jest posłuszny Bożym zasadom, który nie kradnie, uczciwie płaci podatki - będzie błogosławiony przez Boga materialnie. Jeśli spojrzymy na najbogatsze narody na świecie, to zobaczymy, że są (lub były) posłuszne Bożemu Prawu w tej dziedzinie. Narody, które odwracają się od Boga (np. w dziedzinie ekonomii), będą przez Niego sądzone. Jeśli państwo będzie chciało zabrać dla siebie większość bogactwa obywateli, to zniszczy naród. Nie można poprawiać Bożego Słowa.
Przykład właściwej postawy mamy w Apostole Pawle, który cytując jedno z 613 przepisów Prawa: „Młócącemu wołowi nie zawiązuj pyska” (5Mj.25:4, 1Kor. 9:9, 1Tm. 5:18) wyciąga z niego ogólną zasadę: „Tego kto pracuje nie wolno pozbawiać możliwości korzystania z owoców jego pracy”, i odnosi ją do zwiastujących Boże Słowo. Apostoł zakładał, że mądrość Bożego przykazania znajduje zastosowanie i zachowuje aktualność również w czasach nowotestamentowych. Uczmy się czynić podobnie.
To są tylko niektóre dziedziny, w których starałem się pokazać, że Boże Słowo musi rządzić współczesnym życiem. Jeśli Bóg jest Stwórcą, a Biblia jest Jego Słowem, powinniśmy się jej poddać we wszystkich dziedzinach naszego życia, we wszystkim co robimy i co posiadamy.
Oczywiście musimy być świadomi trudności jakie wiążą się ze znalezieniem współczesnego zastosowania poszczególnych praw, chociażby w naszym kraju. Niemniej jednak tym, co powinno nas chrześcijan wyróżniać, jest szukanie sprawiedliwych rozwiązań w Bożym Słowie, a nie wedle własnego "widzimisię". Niewłaściwe użycie Prawa przez legalistów lub szczerze oddanych Bogu chrześcijan oraz błędy popełniane przez nich, nie powinny sprawiać, że będziemy w całości je odrzucać. Byłby to przejaw naszego lenistwa, wygodnictwa i konformizmu.
To właśnie dzięki Prawu Bożemu możemy wiedzieć co jest sprawiedliwe, a co nie. Co jest dobre i słuszne w wymiarze społecznym, jakie są zadania i kompetencje rodziny, kościoła i państwa. Ignorując Prawo, pozostaniemy sami z własnymi pomysłami, wizjami i pragmatycznym podejściem do życia. Tylko czym takie podejście różni się od podejścia niechrześcijan? Nie trzeba daleko szukać. Niechęć wielu chrześcijan do zainteresowania polityką, kulturą, sztuką, filozofią wynika z braku wiary w to, że żyjemy w Bożym świecie i, że w związku z tym nasz Bóg ma coś na ten temat do powiedzenia. Dlatego nie dziwmy się, że znaczący wpływ na nasz kraj mają ludzie niewierzący. Jeśli chrześcijanie odwrócą się od standardów objawionych w Bożym Prawie wówczas ich głos będzie jeszcze jednym głosem odizolowanej mniejszości.
Jednak Biblia nie zna takiej idei. Podstawą biblijnego karania jest Prawo Boże. Państwo zaś nie ma narzucać swojej “sprawiedliwości”, ale sprawiedliwość “z góry” (od Boga). To oznacza, że sprawiedliwa odpłata wg Biblii jest lekarstwem na przestępczość. Oznacza to zapłatę za krzywdę wobec osoby, która poniosła szkodę.
Jeśli coś ukradniemy, powinniśmy to zwrócić w czwórnasób (2Mj. 22:1). Jeśli kogoś umyślnie skrzywdzimy, powinniśmy zapłacić tym samym na własną szkodę (2Mj. 21:25). Jeśli ktoś podstawia fałszywych świadków, powinniśmy uczynić wobec niego tak, jak ta osoba zamierzała uczynić wobec tego, przeciwko komu zeznawała (5Mj. 19:16-21). Jeśli kogoś zamordujemy, musimy oddać swoje życie (1Mj. 9:5-6). Widać więc wyraźnie jaką Biblia daje odpowiedź na problem przestępczości.
Ta sama prawda odnosi się do polityki. Wszyscy politycy powinni kierować się Bożym Prawem jeśli chcą właściwie sprawować rządy. To oczywiście nie znaczy, że zawód polityka jest przeznaczony tylko dla chrześcijan. Politycy jednak powinni opierać się na Biblii. Morderstwo, gwałty i kradzieże są złe ponieważ Biblia tak mówi. Nie możemy polegać na tym co ludzie myślą o tym jakie powinno być prawo, bez względu na to, kim oni będą (prezydent, naukowiec...). Powinniśmy polegać na tym co Bóg mówi w swoim Słowie.
Jeszcze przykład z ekonomii. Biblia mówi, że człowiek nie powinien kraść. Powinien być wolny do przedsiębiorczych, uczciwych działań (Mt. 25:14-30). To znaczy, że Biblia, jako podstawę działań ekonomicznych popiera to, co my nazywamy “wolnym rynkiem”. Powinniśmy troszczyć się o biednych i starszych, wspierać edukację i sztukę, ale to powinno być czynione przez prywatne jednostki i instytucje, a nie przez rząd, czy państwo. Naród, który jest posłuszny Bożym zasadom, który nie kradnie, uczciwie płaci podatki - będzie błogosławiony przez Boga materialnie. Jeśli spojrzymy na najbogatsze narody na świecie, to zobaczymy, że są (lub były) posłuszne Bożemu Prawu w tej dziedzinie. Narody, które odwracają się od Boga (np. w dziedzinie ekonomii), będą przez Niego sądzone. Jeśli państwo będzie chciało zabrać dla siebie większość bogactwa obywateli, to zniszczy naród. Nie można poprawiać Bożego Słowa.
Przykład właściwej postawy mamy w Apostole Pawle, który cytując jedno z 613 przepisów Prawa: „Młócącemu wołowi nie zawiązuj pyska” (5Mj.25:4, 1Kor. 9:9, 1Tm. 5:18) wyciąga z niego ogólną zasadę: „Tego kto pracuje nie wolno pozbawiać możliwości korzystania z owoców jego pracy”, i odnosi ją do zwiastujących Boże Słowo. Apostoł zakładał, że mądrość Bożego przykazania znajduje zastosowanie i zachowuje aktualność również w czasach nowotestamentowych. Uczmy się czynić podobnie.
To są tylko niektóre dziedziny, w których starałem się pokazać, że Boże Słowo musi rządzić współczesnym życiem. Jeśli Bóg jest Stwórcą, a Biblia jest Jego Słowem, powinniśmy się jej poddać we wszystkich dziedzinach naszego życia, we wszystkim co robimy i co posiadamy.
Oczywiście musimy być świadomi trudności jakie wiążą się ze znalezieniem współczesnego zastosowania poszczególnych praw, chociażby w naszym kraju. Niemniej jednak tym, co powinno nas chrześcijan wyróżniać, jest szukanie sprawiedliwych rozwiązań w Bożym Słowie, a nie wedle własnego "widzimisię". Niewłaściwe użycie Prawa przez legalistów lub szczerze oddanych Bogu chrześcijan oraz błędy popełniane przez nich, nie powinny sprawiać, że będziemy w całości je odrzucać. Byłby to przejaw naszego lenistwa, wygodnictwa i konformizmu.
To właśnie dzięki Prawu Bożemu możemy wiedzieć co jest sprawiedliwe, a co nie. Co jest dobre i słuszne w wymiarze społecznym, jakie są zadania i kompetencje rodziny, kościoła i państwa. Ignorując Prawo, pozostaniemy sami z własnymi pomysłami, wizjami i pragmatycznym podejściem do życia. Tylko czym takie podejście różni się od podejścia niechrześcijan? Nie trzeba daleko szukać. Niechęć wielu chrześcijan do zainteresowania polityką, kulturą, sztuką, filozofią wynika z braku wiary w to, że żyjemy w Bożym świecie i, że w związku z tym nasz Bóg ma coś na ten temat do powiedzenia. Dlatego nie dziwmy się, że znaczący wpływ na nasz kraj mają ludzie niewierzący. Jeśli chrześcijanie odwrócą się od standardów objawionych w Bożym Prawie wówczas ich głos będzie jeszcze jednym głosem odizolowanej mniejszości.
środa, 11 stycznia 2012
"Owczy pęd" czy zawiść, czyli rozważanie o finałach WOŚP
Początki
8 stycznia będzie miał miejsce jubileuszowy bo XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pamiętam pierwszy finał w 1991 r. i clip (z muzyką Voo Voo) promujący go z brzęczącym grosikiem podnoszonym przez chuchającego na niego mężczyznę. Pamiętam łzy wzruszonego Waltera Chełstowskiego - organizatora festiwali w Jarocinie w latach 80/90 i współpracownika J. Owsiaka oraz jakiś rockowy koncert w klubie „U Szefa” na naszym osiedlu w Gorzowie Wlkp. Dzień wcześniej byliśmy z moim tatą w Szczecinie szukając jakiejś części do naszego pierwszego komputera firmy Schneider (większość chłopaków miała Commodore). Wracaliśmy PKSem. Fajnie było. Takie mam wspomnienia z początków.
"Owczy pęd"
No dobrze. Przejdźmy do rzeczy. Coroczny finał owsiakowej akcji budzi w naszym kraju zazwyczaj dwojakie, skrajne reakcje: euforię oraz sprzeciw. Pierwszą grupę reprezentuje w zasadzie duża część biorących udział w finałach, drugą zaś głównie gorliwi przedstawiciele środowisk konserwatywnych oraz kościoła rzymskokatolickiego.
Jak zazwyczaj w takich sytuacjach powinniśmy zachować zdrowy, biblijny balans. Chrześcijaństwo nie jest bowiem religią ekstremów, zaś Biblia zachęca nas do rozwagi. Problemem zwolenników orkiestrowych serduszek, festynów i „letniej zadymy” w środku zimy jest swego rodzaju „owczy pęd”, który nie pozwala na chwilę zastanowienia i refleksję. Pozwól, że zadam ci przy tej okazji kilka pytań:
- jeśli masz pragnienie niesienia pomocy bliźniemu czy rozeznałeś się w potrzebach tych, którzy są blisko ciebie, a cierpią głód, choroby, niedostatek?
- czy jest to akurat ta akcja, którą spośród wielu innych uznałeś za najodpowiedniejszą dla twoich pieniędzy?
- jakimi motywacjami się kierujesz: ubogiej wdowy czy bogacza z ewangelicznej historii? Może jeszcze innymi?
- czy zainteresowałeś się jaki procent z ofiarowanych przeze ciebie pieniędzy jakimkolwiek instytucjom charytatywnym wędruje na deklarowany cel akcji?
- czy ufasz osobom, organizacji, której powierzasz swoje pieniądze?
- czy zbiórka pieniędzy łączy się z pomocą potrzebującym czy również z ideologicznym przekazem? Jakim? Utożsamiasz się nim?
Osobiście nie mam nic przeciwko wspieraniu charytatywnych działań WOŚP. Pod wieloma względami można okazać wielką wdzięczność za jej działalność. Mimo to Biblia jednak wciąż zachęca do tego aby nasza ofiarność była połączona z rozwagą.
Zawiść
Przeciwieństwem często bezrefleksyjnego „owczego pędu” jest postawa, którą można scharakteryzować w następujący sposób: niewiele robię, ale bardzo chcę i wiele zrobię aby ciebie zniechęcić. Często łączy się to z zawiścią. Jej integralną częścią jest nie tyle chorobliwe pragnienie czegoś co nie należy do nas (to byłaby zazdrość), ile domaganie się tego aby inni daną rzecz utracili.
Czyli: 1. Właściwie to ja chcę to mieć! 2. Chcę by on tego nie miał! Zawiść to smutek z powodu powodzenia innych osób. To smutek z powodu tego, że trawa sąsiada jest bardziej zielona, że jego salon jest większy o 10 metrów, że ludzie dziękują Owsiakowi za jego aktywność, a Orkiestra naprawdę pomaga ludziom, jest za to chwalona, a jej pracownicy mają utrzymanie z części zebranych pieniędzy za włożoną pracę.
List do Rzymian 12:15 mówi abyśmy cieszyli się z cieszącymi i płakali z płaczącymi. Zawiść to odwraca. Mówi: Smuć się gdy inni się radują. Ciesz się gdy inni płaczą. Zawistnik uważa, że jeśli dobrą rzeczą zajmuje się ktoś trzymający odmienny sztandar to należy innych powstrzymywać od uczestnictwa w tego rodzaju pomocy.
Niestety zawistnikami bywają również chrześcijanie. Powód jest oczywiście ideologiczny. Jest nim sprzeciw wobec czegoś co moglibyśmy (uogólniając) nazwać „światopoglądem WOŚP i Jurka Owsiaka”. Wielu wciąż pamięta antyrządowe, niewybredne hasła, które dyrygent orkiestry wykrzykiwał z woodstockowej sceny kilka lat temu (za kadencji innej ekipy). Zresztą nie trzeba wiele szukać by obnażyć ideologiczny i polityczny profil samej Orkiestry. Wystarczy nie tylko posłuchać „kazań” Jurka, ale i spojrzeć na nazwiska zapraszanych na Akademię Sztuk Przepięknych gości, którą podczas Przystanku Woodstock prowadzi „neutralny światopoglądowo” Zbigniew Hołdys. Jeśli do tego dodamy bezpłatną dystrybucję prezerwatyw wśród uczestników festiwalu, czy też stoiska organizacji proaborcyjnej to mamy obraz ukierunkowanego ideowo wydarzenia, na którym chrześcijańscy wykonawcy lub ewangeliści są raczej egzotycznymi gośćmi niż kimś kto wpasowuje się w woodstockowe idee.
Dla środowisk katolickich jest to główny powód bojkotowania finałów WOŚP, zachęcania do wspierania Caritasu i innych akcji charytatywnych organizowanych przez Kościół. Z jednej strony zrozumiałe – jeśli myślimy o zaangażowaniu we własne podwórko i wspieraniu akcji „swoich”. Z drugiej strony mimo wszystko nie zrozumiałe – ponieważ wspieranie „swoich” nie wyklucza niesienia pomocy dla bliźnich poprzez środki i narzędzia ludzi o innych przekonaniach. Czy WOŚP pomaga ludziom? Bez wątpienia! Czy sprzęt WOŚP uratował życie i zdrowie wielu ludzi? Bez dwóch zdań!
Owszem, wielu „orkiestrantów” nie zna osobiście Chrystusa i nie pomagają bliźnim z miłości do Niego. Niektórzy są wręcz bardzo zadeklarowanymi antychrześcijanami. Wielu pomagającym można zarzucić niekonsekwencję, obłudę, robienie z pomocy człowiekowi autoreklamy firm i usług zamiast niesienia bezinteresownej pomocy. To może razić. Jednak niech nie zniechęca do zajmowania odpowiedniej postawy przez nas. Cieszmy się z cieszącymi. Szczególnie jeśli powodem tej radości jest kolejna cyferka dodana do sumy orkiestrowej zbiórki. Denerwuje cię to? Chyba masz problem.
Wszystko albo nic?
Gdybym widział na ulicy leżącego człowieka, reanimowanego przed przedstawiciela Greenpeace proszącego mnie o reakcję, to moja odpowiedź nie będzie zależna od analizy jego motywacji („może robi to dla promocji Greenpeace?”) lub jego światopoglądu („nie mogę się w to włączyć, to nie jest to robione dla chwały Jezusa”).
Działania Orkiestry są najgłośniej krytykowane w Kościele Rzymskokatolickim. Powód jest dość czytelny. Kościół podchodzi do własnych orzeczeń (np. w kwestii etyki) w bardzo rygorystyczny, absolutystyczny i kazuistyczny sposób co często w praktyce oznacza postępowanie wedle zasady: wszystko albo nic. Jeśli Twoja pomoc nie jest w 100% bezinteresowna, jeśli nie wynika z Twojej wiary w Boga, jeśli nie jest to aktywność kościoła, jeśli nie jest to sto procent tego jak wyobrażam sobie charytatywną zbiórkę itp. – to twoją „pomoc” obejdę szerokim łukiem.
Przypomina to pogląd wedle którego przeciwnik zabijania nienarodzonych dzieci nie zagłosuje w referendum znoszącym 80% zabiegów aborcyjnych ponieważ... wciąż pozostanie te 20% uśmiercanych dzieci. On zaś chce ocalić przecież 100% i ani pół procenta mniej nie zważając na biblijne pouczenie na temat metody "krok po kroku" (Wj 23:27-30).
Tymczasem metoda: wszystko albo nic nie tylko, że nie jest biblijna, lecz najczęściej oznacza... nic. Warto się tego nauczyć kiedy ktoś prosi nas o pomoc dla bliźniego nawet jeśli woli oglądać red. Lisa niż red. Pospieszalskiego.
Pomagajmy z głową
Jako chrześcijanie jesteśmy powołani by nieść pomoc i ulgę bliźnim. Finał WOŚP jest jednym z dobrych narzędzi ku temu. Jednak nie jedynym. Warto to wziąć pod uwagę. Pomoc zwykle wiąże się z pewnym wysiłkiem i wyrzeczeniem. Dlatego warto niekiedy rozejrzeć się wokół siebie, poznać potrzeby i możliwości jej niesienia. Może się bowiem okazać, że chcemy ratować świat, przeoczając biedę, nędzę i chorobę tego, który jest całkiem blisko. Zatem z głową, rozsądnie, ochotnie łóżmy na dobrą sprawę, dla dobra człowieka, który jak wiadomo jest kimś więcej niż wyewoluowanym skupiskiem atomów napędzanych procesami chemicznymi w czaszce.
8 stycznia będzie miał miejsce jubileuszowy bo XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pamiętam pierwszy finał w 1991 r. i clip (z muzyką Voo Voo) promujący go z brzęczącym grosikiem podnoszonym przez chuchającego na niego mężczyznę. Pamiętam łzy wzruszonego Waltera Chełstowskiego - organizatora festiwali w Jarocinie w latach 80/90 i współpracownika J. Owsiaka oraz jakiś rockowy koncert w klubie „U Szefa” na naszym osiedlu w Gorzowie Wlkp. Dzień wcześniej byliśmy z moim tatą w Szczecinie szukając jakiejś części do naszego pierwszego komputera firmy Schneider (większość chłopaków miała Commodore). Wracaliśmy PKSem. Fajnie było. Takie mam wspomnienia z początków.
"Owczy pęd"
No dobrze. Przejdźmy do rzeczy. Coroczny finał owsiakowej akcji budzi w naszym kraju zazwyczaj dwojakie, skrajne reakcje: euforię oraz sprzeciw. Pierwszą grupę reprezentuje w zasadzie duża część biorących udział w finałach, drugą zaś głównie gorliwi przedstawiciele środowisk konserwatywnych oraz kościoła rzymskokatolickiego.
Jak zazwyczaj w takich sytuacjach powinniśmy zachować zdrowy, biblijny balans. Chrześcijaństwo nie jest bowiem religią ekstremów, zaś Biblia zachęca nas do rozwagi. Problemem zwolenników orkiestrowych serduszek, festynów i „letniej zadymy” w środku zimy jest swego rodzaju „owczy pęd”, który nie pozwala na chwilę zastanowienia i refleksję. Pozwól, że zadam ci przy tej okazji kilka pytań:
- jeśli masz pragnienie niesienia pomocy bliźniemu czy rozeznałeś się w potrzebach tych, którzy są blisko ciebie, a cierpią głód, choroby, niedostatek?
- czy jest to akurat ta akcja, którą spośród wielu innych uznałeś za najodpowiedniejszą dla twoich pieniędzy?
- jakimi motywacjami się kierujesz: ubogiej wdowy czy bogacza z ewangelicznej historii? Może jeszcze innymi?
- czy zainteresowałeś się jaki procent z ofiarowanych przeze ciebie pieniędzy jakimkolwiek instytucjom charytatywnym wędruje na deklarowany cel akcji?
- czy ufasz osobom, organizacji, której powierzasz swoje pieniądze?
- czy zbiórka pieniędzy łączy się z pomocą potrzebującym czy również z ideologicznym przekazem? Jakim? Utożsamiasz się nim?
Osobiście nie mam nic przeciwko wspieraniu charytatywnych działań WOŚP. Pod wieloma względami można okazać wielką wdzięczność za jej działalność. Mimo to Biblia jednak wciąż zachęca do tego aby nasza ofiarność była połączona z rozwagą.
Zawiść
Przeciwieństwem często bezrefleksyjnego „owczego pędu” jest postawa, którą można scharakteryzować w następujący sposób: niewiele robię, ale bardzo chcę i wiele zrobię aby ciebie zniechęcić. Często łączy się to z zawiścią. Jej integralną częścią jest nie tyle chorobliwe pragnienie czegoś co nie należy do nas (to byłaby zazdrość), ile domaganie się tego aby inni daną rzecz utracili.
Czyli: 1. Właściwie to ja chcę to mieć! 2. Chcę by on tego nie miał! Zawiść to smutek z powodu powodzenia innych osób. To smutek z powodu tego, że trawa sąsiada jest bardziej zielona, że jego salon jest większy o 10 metrów, że ludzie dziękują Owsiakowi za jego aktywność, a Orkiestra naprawdę pomaga ludziom, jest za to chwalona, a jej pracownicy mają utrzymanie z części zebranych pieniędzy za włożoną pracę.
List do Rzymian 12:15 mówi abyśmy cieszyli się z cieszącymi i płakali z płaczącymi. Zawiść to odwraca. Mówi: Smuć się gdy inni się radują. Ciesz się gdy inni płaczą. Zawistnik uważa, że jeśli dobrą rzeczą zajmuje się ktoś trzymający odmienny sztandar to należy innych powstrzymywać od uczestnictwa w tego rodzaju pomocy.
Niestety zawistnikami bywają również chrześcijanie. Powód jest oczywiście ideologiczny. Jest nim sprzeciw wobec czegoś co moglibyśmy (uogólniając) nazwać „światopoglądem WOŚP i Jurka Owsiaka”. Wielu wciąż pamięta antyrządowe, niewybredne hasła, które dyrygent orkiestry wykrzykiwał z woodstockowej sceny kilka lat temu (za kadencji innej ekipy). Zresztą nie trzeba wiele szukać by obnażyć ideologiczny i polityczny profil samej Orkiestry. Wystarczy nie tylko posłuchać „kazań” Jurka, ale i spojrzeć na nazwiska zapraszanych na Akademię Sztuk Przepięknych gości, którą podczas Przystanku Woodstock prowadzi „neutralny światopoglądowo” Zbigniew Hołdys. Jeśli do tego dodamy bezpłatną dystrybucję prezerwatyw wśród uczestników festiwalu, czy też stoiska organizacji proaborcyjnej to mamy obraz ukierunkowanego ideowo wydarzenia, na którym chrześcijańscy wykonawcy lub ewangeliści są raczej egzotycznymi gośćmi niż kimś kto wpasowuje się w woodstockowe idee.
Dla środowisk katolickich jest to główny powód bojkotowania finałów WOŚP, zachęcania do wspierania Caritasu i innych akcji charytatywnych organizowanych przez Kościół. Z jednej strony zrozumiałe – jeśli myślimy o zaangażowaniu we własne podwórko i wspieraniu akcji „swoich”. Z drugiej strony mimo wszystko nie zrozumiałe – ponieważ wspieranie „swoich” nie wyklucza niesienia pomocy dla bliźnich poprzez środki i narzędzia ludzi o innych przekonaniach. Czy WOŚP pomaga ludziom? Bez wątpienia! Czy sprzęt WOŚP uratował życie i zdrowie wielu ludzi? Bez dwóch zdań!
Owszem, wielu „orkiestrantów” nie zna osobiście Chrystusa i nie pomagają bliźnim z miłości do Niego. Niektórzy są wręcz bardzo zadeklarowanymi antychrześcijanami. Wielu pomagającym można zarzucić niekonsekwencję, obłudę, robienie z pomocy człowiekowi autoreklamy firm i usług zamiast niesienia bezinteresownej pomocy. To może razić. Jednak niech nie zniechęca do zajmowania odpowiedniej postawy przez nas. Cieszmy się z cieszącymi. Szczególnie jeśli powodem tej radości jest kolejna cyferka dodana do sumy orkiestrowej zbiórki. Denerwuje cię to? Chyba masz problem.
Wszystko albo nic?
Gdybym widział na ulicy leżącego człowieka, reanimowanego przed przedstawiciela Greenpeace proszącego mnie o reakcję, to moja odpowiedź nie będzie zależna od analizy jego motywacji („może robi to dla promocji Greenpeace?”) lub jego światopoglądu („nie mogę się w to włączyć, to nie jest to robione dla chwały Jezusa”).
Działania Orkiestry są najgłośniej krytykowane w Kościele Rzymskokatolickim. Powód jest dość czytelny. Kościół podchodzi do własnych orzeczeń (np. w kwestii etyki) w bardzo rygorystyczny, absolutystyczny i kazuistyczny sposób co często w praktyce oznacza postępowanie wedle zasady: wszystko albo nic. Jeśli Twoja pomoc nie jest w 100% bezinteresowna, jeśli nie wynika z Twojej wiary w Boga, jeśli nie jest to aktywność kościoła, jeśli nie jest to sto procent tego jak wyobrażam sobie charytatywną zbiórkę itp. – to twoją „pomoc” obejdę szerokim łukiem.
Przypomina to pogląd wedle którego przeciwnik zabijania nienarodzonych dzieci nie zagłosuje w referendum znoszącym 80% zabiegów aborcyjnych ponieważ... wciąż pozostanie te 20% uśmiercanych dzieci. On zaś chce ocalić przecież 100% i ani pół procenta mniej nie zważając na biblijne pouczenie na temat metody "krok po kroku" (Wj 23:27-30).
Tymczasem metoda: wszystko albo nic nie tylko, że nie jest biblijna, lecz najczęściej oznacza... nic. Warto się tego nauczyć kiedy ktoś prosi nas o pomoc dla bliźniego nawet jeśli woli oglądać red. Lisa niż red. Pospieszalskiego.
Pomagajmy z głową
Jako chrześcijanie jesteśmy powołani by nieść pomoc i ulgę bliźnim. Finał WOŚP jest jednym z dobrych narzędzi ku temu. Jednak nie jedynym. Warto to wziąć pod uwagę. Pomoc zwykle wiąże się z pewnym wysiłkiem i wyrzeczeniem. Dlatego warto niekiedy rozejrzeć się wokół siebie, poznać potrzeby i możliwości jej niesienia. Może się bowiem okazać, że chcemy ratować świat, przeoczając biedę, nędzę i chorobę tego, który jest całkiem blisko. Zatem z głową, rozsądnie, ochotnie łóżmy na dobrą sprawę, dla dobra człowieka, który jak wiadomo jest kimś więcej niż wyewoluowanym skupiskiem atomów napędzanych procesami chemicznymi w czaszce.
środa, 28 grudnia 2011
Judasz, papieże i protestanci
Pewien protestant sprowokował mnie do sformułowania kilku myśli na temat jedności i ciągłości Ludu Bożego. Powodem był fakt, że mocno oburzył się na moje stwierdzenie, w którym wskazałem na papieży i teologów katolickich sprzed reformacji jako na "ojców wiary" każdego z protestantów. Oczywiście dla wrażliwych, ortodoksyjnych "protestanckich" uszu było to nie do przyjęcia! Brudny Rzym i mój nieskazitelny kościół istniejący od dwóch tysięcy lat mają wspólną historię?! Moderatorze - gdzie jesteś?! Na co potrzeba nam jeszcze świadków? Wszak słyszeliście bluźnierstwo!
Śpieszę jednak na pomoc strwożonym sercom. Mówiąc o "ojcach" wiary mam na myśli to o czym pisał apostoł Paweł nazywając "ojcami naszymi" niewiernych Izraelitów, którzy nie weszli do Ziemi Obiecanej z powodu nieposłuszeństwa (1 Koryntian 10:1-6). Pawle, Pawle, czy aby nie zagalopowałeś się za daleko? Noe, Abraham, Józef, Mojżesz, Dawid - to byśmy jeszcze zrozumieli, ale ci nieposłuszni Izraelici, którzy tęsknili za egipskim minimum socjalnym...; ci czciciele Złotego Cielca i poplecznicy buntu Koracha..?! Oni naszymi "ojcami"?! W naszej historii nie ma takich rzeczy!
Rozpoznanie faktu, że w historii mojego i twojego kościoła znajdują się tacy ludzie jak Absalom, Achab, Korach, Judasz, Czarnoksiężnik Szymon, Bonifacy VIII, Leon X czy Pius IV nie oznacza akceptacji ich niemoralności i odstępstwa. Oznacza natomiast dostrzeżenie, że jego (kościoła) korzenie sięgają czasów sprzed XVI wieku, a nawet przed pojawieniem się Jana Husa (co może jawić się wielu protestantom jako bardzo szokujące). Opis odstępstwa króla Achaba, zdrady Judasza to część historii kościoła, a nie wydarzeń dziejących się poza nim, wśród pogan. Polemika Augustyna z Pelagiuszem (IV wiek), ustalenia Soboru w Chalcedonie (V wiek), opis schizmy w 1054 roku to część historii kościoła, nie zaś czcicieli obcych bóstw.
Ów kościół jest społecznością Ludu Odkupionego, którego częścią byli również odstępcy oraz ci, którzy nie wytrwali w wierze. Uświadomienie tego faktu powinno nas chronić przed zupełnie niebiblijnym myśleniem, że prawda po wiekach ciemności przychodzi "wraz z nami", zaś kościół po tajemniczym zniknięciu w czasach Konstantyna Wielkiego (lub wcześniej) spadł na nowo z nieba w czasach Wycliffa, Husa lub Lutra. Brzmi niedorzecznie i zabawnie, prawda? Teraz jednak czas na kubeł (bardzo) zimnej wody: wiecie, że niektórzy protestanci w TO wierzą?!
Acha, tzw. "świadkowie Jehowy" również. Tyle, że u nich każde z powyższych nazwisk zastąpcie innym: Charles Taze Russel. To jednak tylko potęguje stopień niedorzeczności i niebiblijności myślenia, że kościół Jezusa pojawił się po kilkunastu wiekach od czasów apostołów w postaci takiej czy innej grupy odnowieniowo-reformatorskiej (a w przypadku świadków J. - odstępczej).
Śpieszę jednak na pomoc strwożonym sercom. Mówiąc o "ojcach" wiary mam na myśli to o czym pisał apostoł Paweł nazywając "ojcami naszymi" niewiernych Izraelitów, którzy nie weszli do Ziemi Obiecanej z powodu nieposłuszeństwa (1 Koryntian 10:1-6). Pawle, Pawle, czy aby nie zagalopowałeś się za daleko? Noe, Abraham, Józef, Mojżesz, Dawid - to byśmy jeszcze zrozumieli, ale ci nieposłuszni Izraelici, którzy tęsknili za egipskim minimum socjalnym...; ci czciciele Złotego Cielca i poplecznicy buntu Koracha..?! Oni naszymi "ojcami"?! W naszej historii nie ma takich rzeczy!
Rozpoznanie faktu, że w historii mojego i twojego kościoła znajdują się tacy ludzie jak Absalom, Achab, Korach, Judasz, Czarnoksiężnik Szymon, Bonifacy VIII, Leon X czy Pius IV nie oznacza akceptacji ich niemoralności i odstępstwa. Oznacza natomiast dostrzeżenie, że jego (kościoła) korzenie sięgają czasów sprzed XVI wieku, a nawet przed pojawieniem się Jana Husa (co może jawić się wielu protestantom jako bardzo szokujące). Opis odstępstwa króla Achaba, zdrady Judasza to część historii kościoła, a nie wydarzeń dziejących się poza nim, wśród pogan. Polemika Augustyna z Pelagiuszem (IV wiek), ustalenia Soboru w Chalcedonie (V wiek), opis schizmy w 1054 roku to część historii kościoła, nie zaś czcicieli obcych bóstw.
Ów kościół jest społecznością Ludu Odkupionego, którego częścią byli również odstępcy oraz ci, którzy nie wytrwali w wierze. Uświadomienie tego faktu powinno nas chronić przed zupełnie niebiblijnym myśleniem, że prawda po wiekach ciemności przychodzi "wraz z nami", zaś kościół po tajemniczym zniknięciu w czasach Konstantyna Wielkiego (lub wcześniej) spadł na nowo z nieba w czasach Wycliffa, Husa lub Lutra. Brzmi niedorzecznie i zabawnie, prawda? Teraz jednak czas na kubeł (bardzo) zimnej wody: wiecie, że niektórzy protestanci w TO wierzą?!
Acha, tzw. "świadkowie Jehowy" również. Tyle, że u nich każde z powyższych nazwisk zastąpcie innym: Charles Taze Russel. To jednak tylko potęguje stopień niedorzeczności i niebiblijności myślenia, że kościół Jezusa pojawił się po kilkunastu wiekach od czasów apostołów w postaci takiej czy innej grupy odnowieniowo-reformatorskiej (a w przypadku świadków J. - odstępczej).
wtorek, 27 grudnia 2011
Kiedy Państwo staje się Mesjaszem
W teologii chrześcijańskiej bardzo ważne jest rozróżnienie na Stwórcę i stworzenie. Dlaczego jest to aż tak istotna kwestia? Ponieważ kwintesencją upadku człowieka i jego rebelii względem Boga jest zaprzeczanie temu rozróżnieniu. Kiedy diabeł kusił Ewę w Ogrodzie zaoferował jej szczególną nadzieję: bycie jak Bóg.
W starożytnych tyraniach mezopotamskiego świata królowie byli uważani za posiadających boską naturę. Egipcjanie wierzyli, że ich faraon jest istotą boską, pośrednikiem między niebem, a ziemią, kimś kto jest gwarantem egipskiego dobrobytu.
Tego typu wierzenia (obecne również w nowoczesnych demokracjach) prowadzą do współczesnej idei ubóstwienia państwa, wiary w siłę politycznego porządku, który nie może być zmieniony przez "zwykłych ludzi". W skali jednostek prowadzą do przekonania o samostanowieniu każdego z osobna o tym co jest dobre, słuszne, moralne, złe, sprawiedliwe. Każdy staje się "bogiem" dla samego siebie definiując rzeczywistość wedle własnego upodobania. Po co nam Bóg i Jego Słowo skoro sami możemy (i powinniśmy) decydować o tym jak żyć, kogo unicestwić i z kim się przespać.
Tymczasem tam gdzie w społeczeństwie słabnie wiara w Boga i Jego Opatrzność, troskę, zaangażowanie tam ludzie zwracają do państwa by to ono było ich "zaopatrzycielem", opiekunem, ostoją bezpieczeństwa, dobrobytu/minimum socjalnego itp. Nic więc dziwnego, że rządzący, którzy dalecy są od respektowania Bożych zasad dotyczących państwa, gospodarki, sądownictwa zaczynają wierzyć we własną "mesjańskość" bądź też moc polityczno-gospodarczych regulacji, struktur, które sami tworzą. Skutek jest taki, że bojaźń wobec państwa stała się wygodnym substytutem zaufania Bogu. Jak trwoga to już nie do Boga lecz do... premiera, rządu, a za nie długo być może - do Brukseli.
Dla wielu obywateli oraz rządzących to państwo jest ostateczną instancją odwoławczą, najwyższym moralnym autorytetem, źródłem praw człowieka i zwierząt. Niniejsze podejście jest skutkiem zanikania bojaźni Bożej, braku respektu wobec Jego Słowa jako najwyższego autorytetu. Jednak to właśnie Bóg i Jego Słowo nadają państwu autorytet, nie autorytet ostateczny, absolutny lecz delegowany, z którego rządzący będą się rozliczali nie tyle przez wyborcami lecz przed tym, który jest źródłem wszelkiej władzy, jej kompetencji oraz odpowiedzialności.
W starożytnych tyraniach mezopotamskiego świata królowie byli uważani za posiadających boską naturę. Egipcjanie wierzyli, że ich faraon jest istotą boską, pośrednikiem między niebem, a ziemią, kimś kto jest gwarantem egipskiego dobrobytu.
Tego typu wierzenia (obecne również w nowoczesnych demokracjach) prowadzą do współczesnej idei ubóstwienia państwa, wiary w siłę politycznego porządku, który nie może być zmieniony przez "zwykłych ludzi". W skali jednostek prowadzą do przekonania o samostanowieniu każdego z osobna o tym co jest dobre, słuszne, moralne, złe, sprawiedliwe. Każdy staje się "bogiem" dla samego siebie definiując rzeczywistość wedle własnego upodobania. Po co nam Bóg i Jego Słowo skoro sami możemy (i powinniśmy) decydować o tym jak żyć, kogo unicestwić i z kim się przespać.
Tymczasem tam gdzie w społeczeństwie słabnie wiara w Boga i Jego Opatrzność, troskę, zaangażowanie tam ludzie zwracają do państwa by to ono było ich "zaopatrzycielem", opiekunem, ostoją bezpieczeństwa, dobrobytu/minimum socjalnego itp. Nic więc dziwnego, że rządzący, którzy dalecy są od respektowania Bożych zasad dotyczących państwa, gospodarki, sądownictwa zaczynają wierzyć we własną "mesjańskość" bądź też moc polityczno-gospodarczych regulacji, struktur, które sami tworzą. Skutek jest taki, że bojaźń wobec państwa stała się wygodnym substytutem zaufania Bogu. Jak trwoga to już nie do Boga lecz do... premiera, rządu, a za nie długo być może - do Brukseli.
Dla wielu obywateli oraz rządzących to państwo jest ostateczną instancją odwoławczą, najwyższym moralnym autorytetem, źródłem praw człowieka i zwierząt. Niniejsze podejście jest skutkiem zanikania bojaźni Bożej, braku respektu wobec Jego Słowa jako najwyższego autorytetu. Jednak to właśnie Bóg i Jego Słowo nadają państwu autorytet, nie autorytet ostateczny, absolutny lecz delegowany, z którego rządzący będą się rozliczali nie tyle przez wyborcami lecz przed tym, który jest źródłem wszelkiej władzy, jej kompetencji oraz odpowiedzialności.
Oddzielenie państwa od kościoła czy państwa od Boga?
Oddzielenie kościoła od państwa nie oznacza: 1. Neutralności religijnej państwa. 2. Neutralności politycznej kościoła. 3. Niezależności którejś z tych instytucji od Boga.
O mojej akcji SwietaBezSzopki.pl w Radio Gdańsk
TUTAJ (po tekstem red. Włodka Raszkiewicza) można odsłuchać wczorajszej audycji z Radia Gdańsk (z moim udziałem) na temat świątecznej akcji SwietaBezSzopki.pl
wtorek, 20 grudnia 2011
To już jest koniec, nie ma już nic...
Histeryczny płacz mieszkańców Korei Północnej po śmierci Kim Jong Una.
środa, 14 grudnia 2011
Światopoglądowy nonsens
Przekonanie, że "państwo powinno być neutralne światopoglądowo" to nonsens logiczny. Samo to stwierdzenie to klasyczny światopogląd!
środa, 30 listopada 2011
Sknerus McKwacz o inflacji
Fragment disneyowskiej bajki, którą odpowiedzialny rodzic powinien pokazać swojemu dziecku, samemu oglądając ją z uwagą. Sknerus McKwacz daje jeden z najbardziej przystępnych wykładów na temat inflacji i jej fatalnych skutków dla gospodarki i poziomu cen.
wtorek, 29 listopada 2011
Okropieństwo aborcyjnego myślenia
Koniecznie obejrzycie ten film. Dla uzyskania polskich napisów wybierzcie z dolnej zakładki menu "CC" pozycję "Polish"
czwartek, 3 listopada 2011
Prawicowi dziennikarze
Prawicowi dziennikarze - wbrew pozorom etykieta ta nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi poglądami osób nią stygmatyzowanych. Jest po prostu jednym z elementów salonowego dyskursu wykluczenia, sygnałem dla publiczności, która chce należeć do ludzi mądrych, ładnych i szlachetnych, że dany osobnik jest be i najlepiej go nie czytać i nie słuchać. Nikt nigdy nie słyszał, aby byli w Polsce jacyś dziennikarze lewicowi, w szczególności nikt tak nie nazwie Jacka Żakowskiego czy Janiny Paradowskiej ani publicystów "Gazety Wyborczej". Przeciwieństwem dziennikarza "prawicowego" jest dziennikarz po prostu - taki, który ma generalnie liberalno-lewicowe poglądy i uczy społeczeństwo, że nie ma żadnych niepodważalnych prawd, najważniejsza tolerancja i integracja europejska, a głosowanie na prawicę do obciach i wstyd. Czyli "normalny".
Rafał Ziemkiewicz, W skórcie
Rafał Ziemkiewicz, W skórcie
Subskrybuj:
Posty (Atom)


