środa, 29 grudnia 2010
wtorek, 28 grudnia 2010
Albo podatnicy albo łapówki
Słuchaliście argumentów niemałej ilości posłów przeciwko obniżeniu dotacji z budżetu dla partii politycznych? Zadziwiająca jest szczerość jak i bezczelność niektórych wypowiedzi.
Brzmią one (jak zauważył Kazik Staszewski) mniej więcej w taki sposób: "Jeśli obniżone zostaną dotacje dla partii z publicznych pieniędzy to będziemy podatni na różne lobbies i będziemy brać łapówki".
Równie zadziwiające jest to, że niewielu dziennikarzy i komentatorów politycznych oburza tego typu zuchwałość. Przyzwyczaili się już?
Brzmią one (jak zauważył Kazik Staszewski) mniej więcej w taki sposób: "Jeśli obniżone zostaną dotacje dla partii z publicznych pieniędzy to będziemy podatni na różne lobbies i będziemy brać łapówki".
Równie zadziwiające jest to, że niewielu dziennikarzy i komentatorów politycznych oburza tego typu zuchwałość. Przyzwyczaili się już?
Wolność w edukacji czyli o "homeschoolingu"
Na stronie poświęconej edukacji domowej (edukacjadomowa.piasta.pl) można znaleźć rozmowę, którą przeprowadziła ze mną jej autorka - Natalia Dueholm na temat homeschoolingu właśnie.
Czy może się Pan podzielić wrażeniami z początków edukacji domowej w swojej rodzinie?
O samej edukacji domowej zaczęliśmy myśleć już kilka lat temu, gdy nasza najstarsza córka Zuzia była małym berbeciem. Był to okres, w którym intensywnie poznawaliśmy czym jest edukacja domowa od strony teoretycznej - jeździliśmy na konferencje, czytaliśmy książki, rozmawialiśmy z rodzinami (głównie amerykańskimi) uczącymi domowo. Mieliśmy więc sporo czasu na przemyślenie tematu, zapoznanie się ze środowiskiem homeschoolersów w USA i w Polsce, podjęcie decyzji. Przyznam, że nie była ona dla nas trudna, szczególnie w kontekście jednorocznego doświadczenia z zerówką w szkole publicznej, do której uczęszczała nasza córka w ostatnim roku.
Całość rozmowy
Czy może się Pan podzielić wrażeniami z początków edukacji domowej w swojej rodzinie?
O samej edukacji domowej zaczęliśmy myśleć już kilka lat temu, gdy nasza najstarsza córka Zuzia była małym berbeciem. Był to okres, w którym intensywnie poznawaliśmy czym jest edukacja domowa od strony teoretycznej - jeździliśmy na konferencje, czytaliśmy książki, rozmawialiśmy z rodzinami (głównie amerykańskimi) uczącymi domowo. Mieliśmy więc sporo czasu na przemyślenie tematu, zapoznanie się ze środowiskiem homeschoolersów w USA i w Polsce, podjęcie decyzji. Przyznam, że nie była ona dla nas trudna, szczególnie w kontekście jednorocznego doświadczenia z zerówką w szkole publicznej, do której uczęszczała nasza córka w ostatnim roku.
Całość rozmowy
piątek, 17 grudnia 2010
Co to jest liberalizm?
Liberalizm - idea państwa, w którym zdolny przedsiębiorczy i pracowity pucybut może zostać milionerem, a leniwy czy głupi milioner będzie ze swą bezużyteczność dla społeczeństwa ukarany bankructwem i utratą majątku. Fundamentalne wartości liberalizmu to równość szans (i wolność) działania, z której wynika gwarancja swobodnego gospodarowania zyskami z osiągniętych sukcesów z jednej strony, a z drugiej konieczność ponoszenia odpowiedzialności za swoje błędy; rola państwa polega przede wszystkim na pilnowaniu, by wszyscy przestrzegali uczciwych zasad gry. Liberalizm, jako idea aspirującego "stanu trzeciego", rozbijającego spetryfikowane struktury społeczeństwa feudalnego, w decydującym stopniu spowodował wielki cywilizacyjny skok Europy w XIX wieku; później stopniowo został zarzucony bądź uległ deprawacji. Obecnie w dyskursie publiczny słowo "liberalizm" używane jest jako pozbawiona konkretnego sensu obelga.
Rafał A. Ziemkiewicz, W skrócie
Rafał A. Ziemkiewicz, W skrócie
wtorek, 7 grudnia 2010
Dlaczego nie może mówić normalnym, ludzkim językiem?
Niedawno przeczytałem ciekawą anegdotę nt. środowiska naukowego (a dokładniej nt. jego wysoce zakodowanego, hermetycznego języka). Oto ona:
Szef tygodnia "Wprost". Stanisław Janecki, w swym felietonie przytacza znamienną anegdotę o świetnym brytyjskim historyku kultury, Paulu Johnsonie (2008): "Rok temu Johnson poszedł na wykład 'najwybitniejszego współczesnego filozofa i socjologa' Jurgena Habermasa. Stał i patrzył na rozanielonych słuchaczy niemieckiego profesora. Po kilkunastu minutach stwierdził, że ni w ząb nie rozumie co ten facet bredzi. Dlaczego nie może mówić normalnym, ludzkim językiem? Dlaczego nie używa elementarnej logiki? I zaczął pytać stojących w pobliżu, czy oni cokolwiek rozumieją. Ci z pewną nieśmiałością stwierdzili, że właściwie też nic nie rozumieją. Johnson spytał więc, dlaczego tracą czas, dlaczego udają, że są zainteresowani. Dopiero wtedy razem z nim wyszli z sali. Po raz pierwszy w życiu odważyli się na ten krok, choć równie bełkotliwych wykładów wysłuchali dziesiątki".
W. Łysiak, Mitologia świata bez klamek, Wyd. Nobilis, Warszawa 2008, s. 69.
Szef tygodnia "Wprost". Stanisław Janecki, w swym felietonie przytacza znamienną anegdotę o świetnym brytyjskim historyku kultury, Paulu Johnsonie (2008): "Rok temu Johnson poszedł na wykład 'najwybitniejszego współczesnego filozofa i socjologa' Jurgena Habermasa. Stał i patrzył na rozanielonych słuchaczy niemieckiego profesora. Po kilkunastu minutach stwierdził, że ni w ząb nie rozumie co ten facet bredzi. Dlaczego nie może mówić normalnym, ludzkim językiem? Dlaczego nie używa elementarnej logiki? I zaczął pytać stojących w pobliżu, czy oni cokolwiek rozumieją. Ci z pewną nieśmiałością stwierdzili, że właściwie też nic nie rozumieją. Johnson spytał więc, dlaczego tracą czas, dlaczego udają, że są zainteresowani. Dopiero wtedy razem z nim wyszli z sali. Po raz pierwszy w życiu odważyli się na ten krok, choć równie bełkotliwych wykładów wysłuchali dziesiątki".
W. Łysiak, Mitologia świata bez klamek, Wyd. Nobilis, Warszawa 2008, s. 69.
czwartek, 18 listopada 2010
To oni pozwalają nam pracować!
Słyszeliście już pewnie o Stowarzyszeniu "Polska jest najważniejsza". Natrafiłem na ciekawy fragment wywiadu z jedną z liderek.
Robert Mazurek: (...) Wbrew zapowiedziom, zatrudnienie w kancelarii wzrosło, a nie zmalało.
Elżbieta Jakubiak: (...) Rozumiem, że pan by chciał wszystkich urzędników pozwalniać.
RM: Powiedzmy, połowę.
EJ: U nas uważa się, że biznes tworzy państwo, a urzędnicy państwowi je niszczą, a to oni przygotowują wielką infrastrukturę dla życia dziennikarzy, biznesu. Gdyby nie oni, gdyby nie tacy ludzie jak ja, byłby pan bez numeru dowodu, zameldowania;
RM: Gdyby nie biznes, pani byłaby bez pensji.
EJ: To nieprawda! Wypracowuję ją jako urzędnik państwowy, wydając panu zaświadczenie, by mógł pan prowadzić działalność gospodarczą, przygotowując działkę do inwestycji i tak dalej. W sumie to ja panu pozwalam pracować.
Źródło
Robert Mazurek: (...) Wbrew zapowiedziom, zatrudnienie w kancelarii wzrosło, a nie zmalało.
Elżbieta Jakubiak: (...) Rozumiem, że pan by chciał wszystkich urzędników pozwalniać.
RM: Powiedzmy, połowę.
EJ: U nas uważa się, że biznes tworzy państwo, a urzędnicy państwowi je niszczą, a to oni przygotowują wielką infrastrukturę dla życia dziennikarzy, biznesu. Gdyby nie oni, gdyby nie tacy ludzie jak ja, byłby pan bez numeru dowodu, zameldowania;
RM: Gdyby nie biznes, pani byłaby bez pensji.
EJ: To nieprawda! Wypracowuję ją jako urzędnik państwowy, wydając panu zaświadczenie, by mógł pan prowadzić działalność gospodarczą, przygotowując działkę do inwestycji i tak dalej. W sumie to ja panu pozwalam pracować.
Źródło
środa, 17 listopada 2010
Nawet politycy wstydzą się bycia nimi
Zbliżają się wybory. Wokół osiedli oraz przy ruchliwych ulicach pojawiło się mnóstwo billboardów z twarzami kandydatów. Rzadko kiedy można cokolwiek o nich powiedzieć na podstawie tego co dotychczas zrobili dla województwa, gminy lub miasta, w których kandydują do Rady lub Sejmiku. Mamy więc wybierać "Twarze Roku" wyprodukowane przez Corel.
Ja jednak nie o tym. Bardzo rozbawiły mnie billboardy wyborcze niektórych osób z listy Platformy Obywatelskiej. Pod nazwiskiem oraz hasłem wyborczym (czyli mamieniem tzw. "kiełbasą wyborczą") większości kandydatów znajduje się stwierdzenie... "z dala od polityki".
Zastanawiam się co chcieli w ten sposób zakomunikować. Przychodzą mi do głowy trzy możliwości (jeśli widzicie inne - napiszcie):
1. Owi kandydaci PO tak naprawdę nie chcą być politykami (a więc ich celem nie jest osiągnięcie dobrego wyniku wyborczego). Informują więc: Nie głosujcie na mnie. Nie pchajcie mnie w stronę (w domyśle: brudnej) polityki.
2. Są bardzo niedojrzałymi ludźmi. Dlatego naiwnie sądzą, że można być Radnym Miasta w dodatku startując z listy największej w Polsce partii politycznej - trzymając się jednocześnie z dala od polityki.
3. Jest jeszcze trzecia możliwość: świadome ogłupianie wyborców, że można być politykiem z dala od polityki. Wstydzą się zawodu polityka, ale zależy im na tym by nim być. Zupełna schizofrenia lub zupełne zakłamanie.
Co byście pomyśleli gdybym na blogu napisał: "chcę być pastorem, ale z dala od kościoła" lub piłkarz oznajmił w wywiadzie: "ja tylko chcę grać w piłkę, ale trzymać się z dala od sportu".
Ja jednak nie o tym. Bardzo rozbawiły mnie billboardy wyborcze niektórych osób z listy Platformy Obywatelskiej. Pod nazwiskiem oraz hasłem wyborczym (czyli mamieniem tzw. "kiełbasą wyborczą") większości kandydatów znajduje się stwierdzenie... "z dala od polityki".
Zastanawiam się co chcieli w ten sposób zakomunikować. Przychodzą mi do głowy trzy możliwości (jeśli widzicie inne - napiszcie):
1. Owi kandydaci PO tak naprawdę nie chcą być politykami (a więc ich celem nie jest osiągnięcie dobrego wyniku wyborczego). Informują więc: Nie głosujcie na mnie. Nie pchajcie mnie w stronę (w domyśle: brudnej) polityki.
2. Są bardzo niedojrzałymi ludźmi. Dlatego naiwnie sądzą, że można być Radnym Miasta w dodatku startując z listy największej w Polsce partii politycznej - trzymając się jednocześnie z dala od polityki.
3. Jest jeszcze trzecia możliwość: świadome ogłupianie wyborców, że można być politykiem z dala od polityki. Wstydzą się zawodu polityka, ale zależy im na tym by nim być. Zupełna schizofrenia lub zupełne zakłamanie.
Co byście pomyśleli gdybym na blogu napisał: "chcę być pastorem, ale z dala od kościoła" lub piłkarz oznajmił w wywiadzie: "ja tylko chcę grać w piłkę, ale trzymać się z dala od sportu".
piątek, 29 października 2010
Czy jestem za in vitro?
W sejmie trwa dyskusja na temat in vitro. Spośród przedstawionych projektów dwa uważam za najbliższe chrześcijańskiemu podejściu: Bolesława Piechy i Jarosława Gowina.
Bolesław Piecha proponuje całkowity zakaz in vitro, ale w okresie przejściowym dopuszcza adopcję zamrożonych już embrionów. Jego projekt za tworzenie zarodków poza organizmem kobiety przewiduje karę dwóch lat pozbawienia wolności. Ponadto za niszczenie embrionów, badania nad nimi i handel, a także praktyki eugeniczne (chodzi o selekcję i niszczenie embrionów) - od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Poseł Jarosław Gowin (PO) dopuszcza tę metodę, ale jednocześnie wprowadza prawną ochronę embrionu. Projekt zakazuje tworzenia embrionów nadliczbowych, a tym samym ich mrożenia i selekcji. Gowin proponuje tworzenie maksymalnie dwóch zarodków, które byłyby implantowane do organizmu kobiety. Z tej metody mogłyby korzystać tylko małżeństwa, a w przypadku adopcji embrionu (gdy już po jego stworzeniu z określonych powodów nie dojdzie do jego implantacji do organizmu matki) również samotne kobiety. Za zniszczenie embrionu groziłaby kara do pięciu lat więzienia.
Jeśli chodzi o moje zdanie to w kwestii niszczenia zarodków sprawa jest oczywista - jest to niedopuszczalne i równoznaczne z aborcją.
Skłaniam się do stanowiska B. Piechy nie ze względu na to, że jestem przekonany, że sama metoda jest zła (choć tu przydałaby się również dyskusja o etycznej stronie sposobu zapłodnienia), ale ze względu na przewidywalność konsekwencji dopuszczalności w takim kraju jak nasz.
Nie chodzi o to, że ktoś powie "Nie ma przepisu w Prawie Bożym zakazującym in vitro" więc jestem "za" pod warunkiem, że nie niszczymy innych zarodków. Chodzi raczej o mądrość i roztropność w tej sprawie. O przewidywanie skutków legalizacji, znajomość mentalności ludzi - w szczególności tych, którzy tak bardzo zabiegają o in vitro.
Jak napisała Joanna Najfeld: "Żyjemy w kraju, w którym wymiar sprawiedliwości nie ściga ginekologów ze śmietnikami pełnymi dziecięcych szczątków. Ustawa aborcyjna z 1993 roku nie jest przestrzegana, mordercy ogłaszają się swobodnie w gazetach. A my dajemy sobie wmówić, że ta sama policja będzie miała chęci i możliwości sprawdzania, czy w danej klinice pod mikroskopem laborant powołał do życia jedno czy dziesięcioro ludzi i co z nimi robił dalej".
Uważam, że legalizacja in vitro otworzy puszkę Pandory i spowoduje brak kontroli państwa i organów ścigania nad tym zjawiskiem. Kwestią czasu będzie finansowanie in vitro z naszych podatków (bez względu na to czy będą to małżeństwa czy nie).
PS. Nawiasem mówiąc - w kontekście przepełnionych Domów Dziecka i zakładów adopcyjnych czasami o in vitro myślę jako o kaprysie dwojga dorosłych ludzi. Pewnie to przesada, ale trudno mi nie uciec od tej myśli. Wam również?
PS.2. Z powyższych powodów jestem również przeciwko dopuszczalności broni dla obywateli w sytuacji gdy państwo pozbawia się władzy miecza - wobec tych, którzy jej nadużywają dopuszczając się zabójstwa - w postaci kary śmierci. Docelowo oczywiście jestem za. Jednak nie w kontekście, w którym obecnie żyjemy. Wcześniej do wyprostowania są bardziej podstawowe kwestie.
Bolesław Piecha proponuje całkowity zakaz in vitro, ale w okresie przejściowym dopuszcza adopcję zamrożonych już embrionów. Jego projekt za tworzenie zarodków poza organizmem kobiety przewiduje karę dwóch lat pozbawienia wolności. Ponadto za niszczenie embrionów, badania nad nimi i handel, a także praktyki eugeniczne (chodzi o selekcję i niszczenie embrionów) - od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Poseł Jarosław Gowin (PO) dopuszcza tę metodę, ale jednocześnie wprowadza prawną ochronę embrionu. Projekt zakazuje tworzenia embrionów nadliczbowych, a tym samym ich mrożenia i selekcji. Gowin proponuje tworzenie maksymalnie dwóch zarodków, które byłyby implantowane do organizmu kobiety. Z tej metody mogłyby korzystać tylko małżeństwa, a w przypadku adopcji embrionu (gdy już po jego stworzeniu z określonych powodów nie dojdzie do jego implantacji do organizmu matki) również samotne kobiety. Za zniszczenie embrionu groziłaby kara do pięciu lat więzienia.
Jeśli chodzi o moje zdanie to w kwestii niszczenia zarodków sprawa jest oczywista - jest to niedopuszczalne i równoznaczne z aborcją.
Skłaniam się do stanowiska B. Piechy nie ze względu na to, że jestem przekonany, że sama metoda jest zła (choć tu przydałaby się również dyskusja o etycznej stronie sposobu zapłodnienia), ale ze względu na przewidywalność konsekwencji dopuszczalności w takim kraju jak nasz.
Nie chodzi o to, że ktoś powie "Nie ma przepisu w Prawie Bożym zakazującym in vitro" więc jestem "za" pod warunkiem, że nie niszczymy innych zarodków. Chodzi raczej o mądrość i roztropność w tej sprawie. O przewidywanie skutków legalizacji, znajomość mentalności ludzi - w szczególności tych, którzy tak bardzo zabiegają o in vitro.
Jak napisała Joanna Najfeld: "Żyjemy w kraju, w którym wymiar sprawiedliwości nie ściga ginekologów ze śmietnikami pełnymi dziecięcych szczątków. Ustawa aborcyjna z 1993 roku nie jest przestrzegana, mordercy ogłaszają się swobodnie w gazetach. A my dajemy sobie wmówić, że ta sama policja będzie miała chęci i możliwości sprawdzania, czy w danej klinice pod mikroskopem laborant powołał do życia jedno czy dziesięcioro ludzi i co z nimi robił dalej".
Uważam, że legalizacja in vitro otworzy puszkę Pandory i spowoduje brak kontroli państwa i organów ścigania nad tym zjawiskiem. Kwestią czasu będzie finansowanie in vitro z naszych podatków (bez względu na to czy będą to małżeństwa czy nie).
PS. Nawiasem mówiąc - w kontekście przepełnionych Domów Dziecka i zakładów adopcyjnych czasami o in vitro myślę jako o kaprysie dwojga dorosłych ludzi. Pewnie to przesada, ale trudno mi nie uciec od tej myśli. Wam również?
PS.2. Z powyższych powodów jestem również przeciwko dopuszczalności broni dla obywateli w sytuacji gdy państwo pozbawia się władzy miecza - wobec tych, którzy jej nadużywają dopuszczając się zabójstwa - w postaci kary śmierci. Docelowo oczywiście jestem za. Jednak nie w kontekście, w którym obecnie żyjemy. Wcześniej do wyprostowania są bardziej podstawowe kwestie.
sobota, 16 października 2010
czwartek, 7 października 2010
Dopalacze i pornografia
Zastanawiająca jest schizofrenia rządowych działań. Gdy niczym grzyby po deszczu zaczęły powstawać w naszym kraju sklepy z dopalaczami - rząd natychmiast zabrał się za ich kontrolowanie oraz zamykanie (wizyty sanepidu oraz policji w kilkuset punktach sprzedaży w Polsce). Oczywiście przy powszechnym poparciu tzw. opinii publicznej. Wszystko w ramach troski o życie i zdrowie obywateli.
Nie chcę w tym miejscu wywoływać dyskusji nt. legalizacji bądź penalizacji narkotyków. Zastanawia mnie natomiast coś innego. Jakie są argumenty, które można przywołać przeciwko handlowi dopalaczami, które jednocześnie nie byłyby argumentami przeciwko sprzedawaniu pornografii?
Co więcej:
- pornografia jest czymś dużo bardziej niebezpiecznym jeśli chodzi o skalę zjawiska. Wystarczy porównać ilość osób borykających się z problemami: zażywania dopalaczy oraz uzależnienia od pornografii
- pornografia jest o wiele bardziej rozpowszechniona i dostępna praktycznie wszędzie (kioski, wypożyczalnie DVD, rynki, sex shopy itp.) Dlatego o wiele łatwiej o kontakt z nią.
- podobnie jak w przypadku dopalaczy każdy kontakt młodego człowieka z pornografią niesie negatywne skutki - dla jego psychiki, woli, charakteru, ukierunkowania seksualności, zdolności samokontroli
- konsekwencje korzystania z pornografii widoczne są również w wymiarze społecznym (rozbija więzi rodzinne, produktywność i skuteczność działań)
Mimo powyższego jeszcze nie słyszałem o rządowych programach profilaktycznych, akcjach (np. w szkołach), ustawach mających na celu przeciwdziałanie pornografii. Ciekawe dlaczego?
Nie chcę w tym miejscu wywoływać dyskusji nt. legalizacji bądź penalizacji narkotyków. Zastanawia mnie natomiast coś innego. Jakie są argumenty, które można przywołać przeciwko handlowi dopalaczami, które jednocześnie nie byłyby argumentami przeciwko sprzedawaniu pornografii?
Co więcej:
- pornografia jest czymś dużo bardziej niebezpiecznym jeśli chodzi o skalę zjawiska. Wystarczy porównać ilość osób borykających się z problemami: zażywania dopalaczy oraz uzależnienia od pornografii
- pornografia jest o wiele bardziej rozpowszechniona i dostępna praktycznie wszędzie (kioski, wypożyczalnie DVD, rynki, sex shopy itp.) Dlatego o wiele łatwiej o kontakt z nią.
- podobnie jak w przypadku dopalaczy każdy kontakt młodego człowieka z pornografią niesie negatywne skutki - dla jego psychiki, woli, charakteru, ukierunkowania seksualności, zdolności samokontroli
- konsekwencje korzystania z pornografii widoczne są również w wymiarze społecznym (rozbija więzi rodzinne, produktywność i skuteczność działań)
Mimo powyższego jeszcze nie słyszałem o rządowych programach profilaktycznych, akcjach (np. w szkołach), ustawach mających na celu przeciwdziałanie pornografii. Ciekawe dlaczego?
sobota, 2 października 2010
Kto naprawdę walczy o ekologię?
Czymś dającym do myślenia jest fakt, że działacze Greenpeace, Gaji i innych "ekologicznych" organizacji bardziej skupiają się na tym czego nie robić, niż na realnym, twórczym działaniu przyczyniającym się do ochrony lasów, powietrza czy rzek.
Ile razy słyszeliście o protestach powyższych organizacji ekologicznych (niektórzy mówią: "eko-terrorystycznych" z powodu ich agresywnego i nachalnego działania ukierunkowanego przeciwko... ludziom)? Sądzę, że każdy z nas wiele razy (przykuwanie łańcuchami, bojkoty, blokady itp.). A ile razy słyszeliście o tym, że którakolwiek z nich - mając przecież niemałe wsparcie finansowe - stworzyła, wykreowała cokolwiek, co przyczyniłoby się np. do ochrony drzew, a jednocześnie zaspokajało potrzeby ludzkie. Tu jest ciężej, prawda?
Ile razy słyszeliście o protestach powyższych organizacji ekologicznych (niektórzy mówią: "eko-terrorystycznych" z powodu ich agresywnego i nachalnego działania ukierunkowanego przeciwko... ludziom)? Sądzę, że każdy z nas wiele razy (przykuwanie łańcuchami, bojkoty, blokady itp.). A ile razy słyszeliście o tym, że którakolwiek z nich - mając przecież niemałe wsparcie finansowe - stworzyła, wykreowała cokolwiek, co przyczyniłoby się np. do ochrony drzew, a jednocześnie zaspokajało potrzeby ludzkie. Tu jest ciężej, prawda?
piątek, 17 września 2010
Rocznica inwacji sowieckiej na Polskę
Dziś mija 71 rocznica. Nie zapominajmy kiedy rozpoczęła się II wojna światowa.
Polecam stronę: http://www.17september1939.com/
Polecam stronę: http://www.17september1939.com/
czwartek, 16 września 2010
Co znaczy kochać ludzi
Kto kocha ludzi, kocha też ich radości. Bez radości nie można żyć.
Fiodor Dostojewski
Fiodor Dostojewski
Chińczycy mają rację
"Człowiek, który mówi: 'tego nie da się zrobić', nie powinien przeszkadzać temu, który to robi".
przysłowie chińskie
przysłowie chińskie
Astrologia i Ryby
"Nie wierzę w astrologię, bo jestem spod znaku Ryb, a Ryby nie wierzą w astrologię".
:-)
Autor nieznany
:-)
Autor nieznany
Socjalizm - odbicie regulaminu wojskowego w codzienności
System socjalistyczny - co przyznawali Karol Marx, Lenin i wszyscy socjalistyczni przywódcy - jest przeniesieniem wojskowego regulaminu do całego procesu produkcyjnego. Marx mówił o "przemysłowych armiach", Lenin domagał się "organizacji wszystkiego" - poczty, fabryk i innych przemysłów, podobnie do modelu armii. - Ludwig von Mises
Uwolnić Sebastiana
Paweł Chojecki na swoim blogu przypomina, że mija już ponad pół roku od porwania jedenastoletniego Sebastiana ze szkoły do domu dziecka. O akcji opieki społecznej i Sądu rodzice nie zostali powiadomieni. Zaskoczeni byli również nauczyciele, którzy mieli jak najlepszą opinię o Sebastianie. Dzień wcześniej ociec dziecka przeszedł operację amputacji nogi. Wszystko więc odbyło się jak w scenariuszu dobrego filmu gangsterskiego. Jutro (14.IX.) rozegra się kolejny akt tego rodzinnego dramatu.
Pod hasłem „Uwolnić Sebastiana” Stowarzyszenie Obrony Rodziców organizuje pikietę wspierającą rodziców Sebastiana w walce o odzyskanie swojego dziecka.
Proszę o modlitwę o powrót Sebastiana do domu, mądrość dla wymiaru sprawiedliwości, zmianę polskiego prawa w tym względzie i wyciągnięcie konsekwencji wobec osób decyzyjnych w tej sprawie - reprezentujących instytucje targające się na porywanie dzieci w majestacie prawa.
Na koniec ciekawostka jak takie sprawy załatwia się w Unii Europejskiej. Zdaniem włoskiej opieki społecznej w Trydencie najlepszym sposobem walki z biedą jest... aborcja, zaś odebranie noworodka biednej matce to najskuteczniejsze narzędzie inżynierii społecznej i uszczęśliwiania ludzi. Przeczytajcie.
Pod hasłem „Uwolnić Sebastiana” Stowarzyszenie Obrony Rodziców organizuje pikietę wspierającą rodziców Sebastiana w walce o odzyskanie swojego dziecka.
Proszę o modlitwę o powrót Sebastiana do domu, mądrość dla wymiaru sprawiedliwości, zmianę polskiego prawa w tym względzie i wyciągnięcie konsekwencji wobec osób decyzyjnych w tej sprawie - reprezentujących instytucje targające się na porywanie dzieci w majestacie prawa.
Na koniec ciekawostka jak takie sprawy załatwia się w Unii Europejskiej. Zdaniem włoskiej opieki społecznej w Trydencie najlepszym sposobem walki z biedą jest... aborcja, zaś odebranie noworodka biednej matce to najskuteczniejsze narzędzie inżynierii społecznej i uszczęśliwiania ludzi. Przeczytajcie.
środa, 1 września 2010
Historyczny dzień w życiu naszej rodziny
Dziś mamy historyczny dzień w życiu naszej rodziny. Nasza najstarsza córka Zuzia rozpoczyna tzw. "obowiązek szkolny". Termin wyjątkowo nieszczęśliwy ponieważ pogwałca konstytucyjne i międzynarodowe (ratyfikowane przez Polskę) "prawo do nauki" (a prawo jak wiemy nie może być obowiązkiem). Ponadto... no właśnie: jest kolosalna różnica między prawem do edukacji (nauki), a obowiązkiem szkolnym, o którym mówi ustawa o systemie oświaty z września 1991 r. (art. 16 punkt 8).
My postanowiliśmy realizować "obowiązek szkolny" naszej Zuzi w trybie edukacji domowej. Powodów jest kilka:
1. Nasze dzieci nie należą do cesarza (państwa) lecz do Boga i to Jemu powinniśmy oddawać to co boskie (m.in. nasze dzieci) - Ew. Mateusza 22:21.
2. Uważamy, że wg Pisma Św. rodzice, nie państwo są odpowiedzialni za proces edukacji własnych dzieci - za przekazywaną im treść, wartości, światopogląd, kształtowanie kręgosłupa moralnego i przede wszystkim za uczenie ich spoglądania na świat oczami Biblii (nie zaś deizmu, agnostycyzmu, ateizmu, relatywizmu). Państwo zaś pełni conajwyżej rolę służebną w tym procesie. Zakres pomocy państwa w edukację dzieci powinien być określony przez rodziców. Mówię oczywiście o biblijnym spojrzeniu na zakres kompetencji obu tych "instytucji". We współczesnych demokracjach państwo niestety stawia siebie w roli Boga "łaskawie" ustanawiając zakres i kompetencje władzy rodzicielskiej. Jednocześnie stanowczo (i słusznie) broni się przed ingerencją kościoła w sprawy polityki. Jest to stawianiem na głowie Bożego porządku -co prowadzi do osłabienia rodziny oraz umacniania totalitarnych zapędów oraz interwencjonizmu państwowego.
3. Przez miniony rok nasza Zuzia uczyła się (a raczej uczęszczała) w publicznej zerówce. Ten rok przekonał nas, że edukacja domowa będzie lepszą i skuteczniejszą metodą jej kształcenia. Przynajmniej na etapie wczesnoszkolnym.
4. Nie istnieje coś takiego jak "neutralna" edukacja. Roger Scruton stwierdził, że istotą dyskusji o edukacji jest to jakich wartości należy nauczać i jakimi metodami. Nie można zatem mówić po prostu o edukacji. Zawsze mówimy o określonej edukacji, która jest wyrazem jakiegoś poglądu na świat. Jak zauważył Gilbert Chesterton: „Każdy rodzaj edukacji prezentuje określoną filozofię. Jeśli nie przez dogmat, to przez sugestię, implikację, atmosferę”. Zatem nie ma ani neutralnej edukacji ani "nagich faktów". Edukacja jest przekazem ideologicznym, a fakty są zawsze ubrane. Dlatego...
5. ... naszym celem jest zapewnienie dzieciom edukacji chrześcijańskiej. Stąd też zapisaliśmy naszą córkę do Chrześcijańskiej Szkoły im. Króla Dawida w Poznaniu. Edukację domową traktujemy nie jako cel sam w sobie lecz środek poprzez który chcemy uczyć nasze dzieci co w praktyce oznaczają biblijne stwierdzenia, że początkiem wszelkiej mądrości jest bojaźń Pana (Przypowieści Salomona 9:10) i że wszystko jest ugruntowane na Chrystusie (fizyka, przyroda, historia, geografia, etyka itd. - Kolosan 1:17). To w Nim ukryte są wszelkie skarby mądrości i wiedzy (Kolosan 2:3 - BT).
Zapewne co jakiś czas będę zamieszczał na blogu posty na temat edukacji domowej (i chrześcijańskiej) naszej córki. Póki co proszę Was o modlitwę (wierzących) i kibicowanie nam w tym przedsięwzięciu (niewierzących). :-)
My postanowiliśmy realizować "obowiązek szkolny" naszej Zuzi w trybie edukacji domowej. Powodów jest kilka:
1. Nasze dzieci nie należą do cesarza (państwa) lecz do Boga i to Jemu powinniśmy oddawać to co boskie (m.in. nasze dzieci) - Ew. Mateusza 22:21.
2. Uważamy, że wg Pisma Św. rodzice, nie państwo są odpowiedzialni za proces edukacji własnych dzieci - za przekazywaną im treść, wartości, światopogląd, kształtowanie kręgosłupa moralnego i przede wszystkim za uczenie ich spoglądania na świat oczami Biblii (nie zaś deizmu, agnostycyzmu, ateizmu, relatywizmu). Państwo zaś pełni conajwyżej rolę służebną w tym procesie. Zakres pomocy państwa w edukację dzieci powinien być określony przez rodziców. Mówię oczywiście o biblijnym spojrzeniu na zakres kompetencji obu tych "instytucji". We współczesnych demokracjach państwo niestety stawia siebie w roli Boga "łaskawie" ustanawiając zakres i kompetencje władzy rodzicielskiej. Jednocześnie stanowczo (i słusznie) broni się przed ingerencją kościoła w sprawy polityki. Jest to stawianiem na głowie Bożego porządku -co prowadzi do osłabienia rodziny oraz umacniania totalitarnych zapędów oraz interwencjonizmu państwowego.
3. Przez miniony rok nasza Zuzia uczyła się (a raczej uczęszczała) w publicznej zerówce. Ten rok przekonał nas, że edukacja domowa będzie lepszą i skuteczniejszą metodą jej kształcenia. Przynajmniej na etapie wczesnoszkolnym.
4. Nie istnieje coś takiego jak "neutralna" edukacja. Roger Scruton stwierdził, że istotą dyskusji o edukacji jest to jakich wartości należy nauczać i jakimi metodami. Nie można zatem mówić po prostu o edukacji. Zawsze mówimy o określonej edukacji, która jest wyrazem jakiegoś poglądu na świat. Jak zauważył Gilbert Chesterton: „Każdy rodzaj edukacji prezentuje określoną filozofię. Jeśli nie przez dogmat, to przez sugestię, implikację, atmosferę”. Zatem nie ma ani neutralnej edukacji ani "nagich faktów". Edukacja jest przekazem ideologicznym, a fakty są zawsze ubrane. Dlatego...
5. ... naszym celem jest zapewnienie dzieciom edukacji chrześcijańskiej. Stąd też zapisaliśmy naszą córkę do Chrześcijańskiej Szkoły im. Króla Dawida w Poznaniu. Edukację domową traktujemy nie jako cel sam w sobie lecz środek poprzez który chcemy uczyć nasze dzieci co w praktyce oznaczają biblijne stwierdzenia, że początkiem wszelkiej mądrości jest bojaźń Pana (Przypowieści Salomona 9:10) i że wszystko jest ugruntowane na Chrystusie (fizyka, przyroda, historia, geografia, etyka itd. - Kolosan 1:17). To w Nim ukryte są wszelkie skarby mądrości i wiedzy (Kolosan 2:3 - BT).
Zapewne co jakiś czas będę zamieszczał na blogu posty na temat edukacji domowej (i chrześcijańskiej) naszej córki. Póki co proszę Was o modlitwę (wierzących) i kibicowanie nam w tym przedsięwzięciu (niewierzących). :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



