Przestępczość jest wielkim problemem zachodniej cywilizacji. Można nawet powiedzieć, że jest większym problemem w nowoczesnych demokracjach niż w krajach o innych ustrojach sprawowania władzy w przeszłości. Nowoczesne demokracje mają instytucje penitencjarne lub system więzienny. Ponieważ demokracje hołdują wolności osobistej, myślą więc, że najbardziej rozsądną karą jaką mogą zadać jest pozbawienie tej wolności. Takie spojrzenie na przestępczość i karanie oparte jest na uczynieniu człowieka (nie zaś Bożego Słowa) centrum zainteresowania.
Jednak Biblia nie zna takiej idei. Podstawą biblijnego karania jest Prawo Boże. Państwo zaś nie ma narzucać swojej “sprawiedliwości”, ale sprawiedliwość “z góry” (od Boga). To oznacza, że sprawiedliwa odpłata wg Biblii jest lekarstwem na przestępczość. Oznacza to zapłatę za krzywdę wobec osoby, która poniosła szkodę.
Jeśli coś ukradniemy, powinniśmy to zwrócić w czwórnasób (2Mj. 22:1). Jeśli kogoś umyślnie skrzywdzimy, powinniśmy zapłacić tym samym na własną szkodę (2Mj. 21:25). Jeśli ktoś podstawia fałszywych świadków, powinniśmy uczynić wobec niego tak, jak ta osoba zamierzała uczynić wobec tego, przeciwko komu zeznawała (5Mj. 19:16-21). Jeśli kogoś zamordujemy, musimy oddać swoje życie (1Mj. 9:5-6). Widać więc wyraźnie jaką Biblia daje odpowiedź na problem przestępczości.
Ta sama prawda odnosi się do polityki. Wszyscy politycy powinni kierować się Bożym Prawem jeśli chcą właściwie sprawować rządy. To oczywiście nie znaczy, że zawód polityka jest przeznaczony tylko dla chrześcijan. Politycy jednak powinni opierać się na Biblii. Morderstwo, gwałty i kradzieże są złe ponieważ Biblia tak mówi. Nie możemy polegać na tym co ludzie myślą o tym jakie powinno być prawo, bez względu na to, kim oni będą (prezydent, naukowiec...). Powinniśmy polegać na tym co Bóg mówi w swoim Słowie.
Jeszcze przykład z ekonomii. Biblia mówi, że człowiek nie powinien kraść. Powinien być wolny do przedsiębiorczych, uczciwych działań (Mt. 25:14-30). To znaczy, że Biblia, jako podstawę działań ekonomicznych popiera to, co my nazywamy “wolnym rynkiem”. Powinniśmy troszczyć się o biednych i starszych, wspierać edukację i sztukę, ale to powinno być czynione przez prywatne jednostki i instytucje, a nie przez rząd, czy państwo. Naród, który jest posłuszny Bożym zasadom, który nie kradnie, uczciwie płaci podatki - będzie błogosławiony przez Boga materialnie. Jeśli spojrzymy na najbogatsze narody na świecie, to zobaczymy, że są (lub były) posłuszne Bożemu Prawu w tej dziedzinie. Narody, które odwracają się od Boga (np. w dziedzinie ekonomii), będą przez Niego sądzone. Jeśli państwo będzie chciało zabrać dla siebie większość bogactwa obywateli, to zniszczy naród. Nie można poprawiać Bożego Słowa.
Przykład właściwej postawy mamy w Apostole Pawle, który cytując jedno z 613 przepisów Prawa: „Młócącemu wołowi nie zawiązuj pyska” (5Mj.25:4, 1Kor. 9:9, 1Tm. 5:18) wyciąga z niego ogólną zasadę: „Tego kto pracuje nie wolno pozbawiać możliwości korzystania z owoców jego pracy”, i odnosi ją do zwiastujących Boże Słowo. Apostoł zakładał, że mądrość Bożego przykazania znajduje zastosowanie i zachowuje aktualność również w czasach nowotestamentowych. Uczmy się czynić podobnie.
To są tylko niektóre dziedziny, w których starałem się pokazać, że Boże Słowo musi rządzić współczesnym życiem. Jeśli Bóg jest Stwórcą, a Biblia jest Jego Słowem, powinniśmy się jej poddać we wszystkich dziedzinach naszego życia, we wszystkim co robimy i co posiadamy.
Oczywiście musimy być świadomi trudności jakie wiążą się ze znalezieniem współczesnego zastosowania poszczególnych praw, chociażby w naszym kraju. Niemniej jednak tym, co powinno nas chrześcijan wyróżniać, jest szukanie sprawiedliwych rozwiązań w Bożym Słowie, a nie wedle własnego "widzimisię". Niewłaściwe użycie Prawa przez legalistów lub szczerze oddanych Bogu chrześcijan oraz błędy popełniane przez nich, nie powinny sprawiać, że będziemy w całości je odrzucać. Byłby to przejaw naszego lenistwa, wygodnictwa i konformizmu.
To właśnie dzięki Prawu Bożemu możemy wiedzieć co jest sprawiedliwe, a co nie. Co jest dobre i słuszne w wymiarze społecznym, jakie są zadania i kompetencje rodziny, kościoła i państwa. Ignorując Prawo, pozostaniemy sami z własnymi pomysłami, wizjami i pragmatycznym podejściem do życia. Tylko czym takie podejście różni się od podejścia niechrześcijan? Nie trzeba daleko szukać. Niechęć wielu chrześcijan do zainteresowania polityką, kulturą, sztuką, filozofią wynika z braku wiary w to, że żyjemy w Bożym świecie i, że w związku z tym nasz Bóg ma coś na ten temat do powiedzenia. Dlatego nie dziwmy się, że znaczący wpływ na nasz kraj mają ludzie niewierzący. Jeśli chrześcijanie odwrócą się od standardów objawionych w Bożym Prawie wówczas ich głos będzie jeszcze jednym głosem odizolowanej mniejszości.
czwartek, 19 stycznia 2012
środa, 11 stycznia 2012
"Owczy pęd" czy zawiść, czyli rozważanie o finałach WOŚP
Początki
8 stycznia będzie miał miejsce jubileuszowy bo XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pamiętam pierwszy finał w 1991 r. i clip (z muzyką Voo Voo) promujący go z brzęczącym grosikiem podnoszonym przez chuchającego na niego mężczyznę. Pamiętam łzy wzruszonego Waltera Chełstowskiego - organizatora festiwali w Jarocinie w latach 80/90 i współpracownika J. Owsiaka oraz jakiś rockowy koncert w klubie „U Szefa” na naszym osiedlu w Gorzowie Wlkp. Dzień wcześniej byliśmy z moim tatą w Szczecinie szukając jakiejś części do naszego pierwszego komputera firmy Schneider (większość chłopaków miała Commodore). Wracaliśmy PKSem. Fajnie było. Takie mam wspomnienia z początków.
"Owczy pęd"
No dobrze. Przejdźmy do rzeczy. Coroczny finał owsiakowej akcji budzi w naszym kraju zazwyczaj dwojakie, skrajne reakcje: euforię oraz sprzeciw. Pierwszą grupę reprezentuje w zasadzie duża część biorących udział w finałach, drugą zaś głównie gorliwi przedstawiciele środowisk konserwatywnych oraz kościoła rzymskokatolickiego.
Jak zazwyczaj w takich sytuacjach powinniśmy zachować zdrowy, biblijny balans. Chrześcijaństwo nie jest bowiem religią ekstremów, zaś Biblia zachęca nas do rozwagi. Problemem zwolenników orkiestrowych serduszek, festynów i „letniej zadymy” w środku zimy jest swego rodzaju „owczy pęd”, który nie pozwala na chwilę zastanowienia i refleksję. Pozwól, że zadam ci przy tej okazji kilka pytań:
- jeśli masz pragnienie niesienia pomocy bliźniemu czy rozeznałeś się w potrzebach tych, którzy są blisko ciebie, a cierpią głód, choroby, niedostatek?
- czy jest to akurat ta akcja, którą spośród wielu innych uznałeś za najodpowiedniejszą dla twoich pieniędzy?
- jakimi motywacjami się kierujesz: ubogiej wdowy czy bogacza z ewangelicznej historii? Może jeszcze innymi?
- czy zainteresowałeś się jaki procent z ofiarowanych przeze ciebie pieniędzy jakimkolwiek instytucjom charytatywnym wędruje na deklarowany cel akcji?
- czy ufasz osobom, organizacji, której powierzasz swoje pieniądze?
- czy zbiórka pieniędzy łączy się z pomocą potrzebującym czy również z ideologicznym przekazem? Jakim? Utożsamiasz się nim?
Osobiście nie mam nic przeciwko wspieraniu charytatywnych działań WOŚP. Pod wieloma względami można okazać wielką wdzięczność za jej działalność. Mimo to Biblia jednak wciąż zachęca do tego aby nasza ofiarność była połączona z rozwagą.
Zawiść
Przeciwieństwem często bezrefleksyjnego „owczego pędu” jest postawa, którą można scharakteryzować w następujący sposób: niewiele robię, ale bardzo chcę i wiele zrobię aby ciebie zniechęcić. Często łączy się to z zawiścią. Jej integralną częścią jest nie tyle chorobliwe pragnienie czegoś co nie należy do nas (to byłaby zazdrość), ile domaganie się tego aby inni daną rzecz utracili.
Czyli: 1. Właściwie to ja chcę to mieć! 2. Chcę by on tego nie miał! Zawiść to smutek z powodu powodzenia innych osób. To smutek z powodu tego, że trawa sąsiada jest bardziej zielona, że jego salon jest większy o 10 metrów, że ludzie dziękują Owsiakowi za jego aktywność, a Orkiestra naprawdę pomaga ludziom, jest za to chwalona, a jej pracownicy mają utrzymanie z części zebranych pieniędzy za włożoną pracę.
List do Rzymian 12:15 mówi abyśmy cieszyli się z cieszącymi i płakali z płaczącymi. Zawiść to odwraca. Mówi: Smuć się gdy inni się radują. Ciesz się gdy inni płaczą. Zawistnik uważa, że jeśli dobrą rzeczą zajmuje się ktoś trzymający odmienny sztandar to należy innych powstrzymywać od uczestnictwa w tego rodzaju pomocy.
Niestety zawistnikami bywają również chrześcijanie. Powód jest oczywiście ideologiczny. Jest nim sprzeciw wobec czegoś co moglibyśmy (uogólniając) nazwać „światopoglądem WOŚP i Jurka Owsiaka”. Wielu wciąż pamięta antyrządowe, niewybredne hasła, które dyrygent orkiestry wykrzykiwał z woodstockowej sceny kilka lat temu (za kadencji innej ekipy). Zresztą nie trzeba wiele szukać by obnażyć ideologiczny i polityczny profil samej Orkiestry. Wystarczy nie tylko posłuchać „kazań” Jurka, ale i spojrzeć na nazwiska zapraszanych na Akademię Sztuk Przepięknych gości, którą podczas Przystanku Woodstock prowadzi „neutralny światopoglądowo” Zbigniew Hołdys. Jeśli do tego dodamy bezpłatną dystrybucję prezerwatyw wśród uczestników festiwalu, czy też stoiska organizacji proaborcyjnej to mamy obraz ukierunkowanego ideowo wydarzenia, na którym chrześcijańscy wykonawcy lub ewangeliści są raczej egzotycznymi gośćmi niż kimś kto wpasowuje się w woodstockowe idee.
Dla środowisk katolickich jest to główny powód bojkotowania finałów WOŚP, zachęcania do wspierania Caritasu i innych akcji charytatywnych organizowanych przez Kościół. Z jednej strony zrozumiałe – jeśli myślimy o zaangażowaniu we własne podwórko i wspieraniu akcji „swoich”. Z drugiej strony mimo wszystko nie zrozumiałe – ponieważ wspieranie „swoich” nie wyklucza niesienia pomocy dla bliźnich poprzez środki i narzędzia ludzi o innych przekonaniach. Czy WOŚP pomaga ludziom? Bez wątpienia! Czy sprzęt WOŚP uratował życie i zdrowie wielu ludzi? Bez dwóch zdań!
Owszem, wielu „orkiestrantów” nie zna osobiście Chrystusa i nie pomagają bliźnim z miłości do Niego. Niektórzy są wręcz bardzo zadeklarowanymi antychrześcijanami. Wielu pomagającym można zarzucić niekonsekwencję, obłudę, robienie z pomocy człowiekowi autoreklamy firm i usług zamiast niesienia bezinteresownej pomocy. To może razić. Jednak niech nie zniechęca do zajmowania odpowiedniej postawy przez nas. Cieszmy się z cieszącymi. Szczególnie jeśli powodem tej radości jest kolejna cyferka dodana do sumy orkiestrowej zbiórki. Denerwuje cię to? Chyba masz problem.
Wszystko albo nic?
Gdybym widział na ulicy leżącego człowieka, reanimowanego przed przedstawiciela Greenpeace proszącego mnie o reakcję, to moja odpowiedź nie będzie zależna od analizy jego motywacji („może robi to dla promocji Greenpeace?”) lub jego światopoglądu („nie mogę się w to włączyć, to nie jest to robione dla chwały Jezusa”).
Działania Orkiestry są najgłośniej krytykowane w Kościele Rzymskokatolickim. Powód jest dość czytelny. Kościół podchodzi do własnych orzeczeń (np. w kwestii etyki) w bardzo rygorystyczny, absolutystyczny i kazuistyczny sposób co często w praktyce oznacza postępowanie wedle zasady: wszystko albo nic. Jeśli Twoja pomoc nie jest w 100% bezinteresowna, jeśli nie wynika z Twojej wiary w Boga, jeśli nie jest to aktywność kościoła, jeśli nie jest to sto procent tego jak wyobrażam sobie charytatywną zbiórkę itp. – to twoją „pomoc” obejdę szerokim łukiem.
Przypomina to pogląd wedle którego przeciwnik zabijania nienarodzonych dzieci nie zagłosuje w referendum znoszącym 80% zabiegów aborcyjnych ponieważ... wciąż pozostanie te 20% uśmiercanych dzieci. On zaś chce ocalić przecież 100% i ani pół procenta mniej nie zważając na biblijne pouczenie na temat metody "krok po kroku" (Wj 23:27-30).
Tymczasem metoda: wszystko albo nic nie tylko, że nie jest biblijna, lecz najczęściej oznacza... nic. Warto się tego nauczyć kiedy ktoś prosi nas o pomoc dla bliźniego nawet jeśli woli oglądać red. Lisa niż red. Pospieszalskiego.
Pomagajmy z głową
Jako chrześcijanie jesteśmy powołani by nieść pomoc i ulgę bliźnim. Finał WOŚP jest jednym z dobrych narzędzi ku temu. Jednak nie jedynym. Warto to wziąć pod uwagę. Pomoc zwykle wiąże się z pewnym wysiłkiem i wyrzeczeniem. Dlatego warto niekiedy rozejrzeć się wokół siebie, poznać potrzeby i możliwości jej niesienia. Może się bowiem okazać, że chcemy ratować świat, przeoczając biedę, nędzę i chorobę tego, który jest całkiem blisko. Zatem z głową, rozsądnie, ochotnie łóżmy na dobrą sprawę, dla dobra człowieka, który jak wiadomo jest kimś więcej niż wyewoluowanym skupiskiem atomów napędzanych procesami chemicznymi w czaszce.
8 stycznia będzie miał miejsce jubileuszowy bo XX finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pamiętam pierwszy finał w 1991 r. i clip (z muzyką Voo Voo) promujący go z brzęczącym grosikiem podnoszonym przez chuchającego na niego mężczyznę. Pamiętam łzy wzruszonego Waltera Chełstowskiego - organizatora festiwali w Jarocinie w latach 80/90 i współpracownika J. Owsiaka oraz jakiś rockowy koncert w klubie „U Szefa” na naszym osiedlu w Gorzowie Wlkp. Dzień wcześniej byliśmy z moim tatą w Szczecinie szukając jakiejś części do naszego pierwszego komputera firmy Schneider (większość chłopaków miała Commodore). Wracaliśmy PKSem. Fajnie było. Takie mam wspomnienia z początków.
"Owczy pęd"
No dobrze. Przejdźmy do rzeczy. Coroczny finał owsiakowej akcji budzi w naszym kraju zazwyczaj dwojakie, skrajne reakcje: euforię oraz sprzeciw. Pierwszą grupę reprezentuje w zasadzie duża część biorących udział w finałach, drugą zaś głównie gorliwi przedstawiciele środowisk konserwatywnych oraz kościoła rzymskokatolickiego.
Jak zazwyczaj w takich sytuacjach powinniśmy zachować zdrowy, biblijny balans. Chrześcijaństwo nie jest bowiem religią ekstremów, zaś Biblia zachęca nas do rozwagi. Problemem zwolenników orkiestrowych serduszek, festynów i „letniej zadymy” w środku zimy jest swego rodzaju „owczy pęd”, który nie pozwala na chwilę zastanowienia i refleksję. Pozwól, że zadam ci przy tej okazji kilka pytań:
- jeśli masz pragnienie niesienia pomocy bliźniemu czy rozeznałeś się w potrzebach tych, którzy są blisko ciebie, a cierpią głód, choroby, niedostatek?
- czy jest to akurat ta akcja, którą spośród wielu innych uznałeś za najodpowiedniejszą dla twoich pieniędzy?
- jakimi motywacjami się kierujesz: ubogiej wdowy czy bogacza z ewangelicznej historii? Może jeszcze innymi?
- czy zainteresowałeś się jaki procent z ofiarowanych przeze ciebie pieniędzy jakimkolwiek instytucjom charytatywnym wędruje na deklarowany cel akcji?
- czy ufasz osobom, organizacji, której powierzasz swoje pieniądze?
- czy zbiórka pieniędzy łączy się z pomocą potrzebującym czy również z ideologicznym przekazem? Jakim? Utożsamiasz się nim?
Osobiście nie mam nic przeciwko wspieraniu charytatywnych działań WOŚP. Pod wieloma względami można okazać wielką wdzięczność za jej działalność. Mimo to Biblia jednak wciąż zachęca do tego aby nasza ofiarność była połączona z rozwagą.
Zawiść
Przeciwieństwem często bezrefleksyjnego „owczego pędu” jest postawa, którą można scharakteryzować w następujący sposób: niewiele robię, ale bardzo chcę i wiele zrobię aby ciebie zniechęcić. Często łączy się to z zawiścią. Jej integralną częścią jest nie tyle chorobliwe pragnienie czegoś co nie należy do nas (to byłaby zazdrość), ile domaganie się tego aby inni daną rzecz utracili.
Czyli: 1. Właściwie to ja chcę to mieć! 2. Chcę by on tego nie miał! Zawiść to smutek z powodu powodzenia innych osób. To smutek z powodu tego, że trawa sąsiada jest bardziej zielona, że jego salon jest większy o 10 metrów, że ludzie dziękują Owsiakowi za jego aktywność, a Orkiestra naprawdę pomaga ludziom, jest za to chwalona, a jej pracownicy mają utrzymanie z części zebranych pieniędzy za włożoną pracę.
List do Rzymian 12:15 mówi abyśmy cieszyli się z cieszącymi i płakali z płaczącymi. Zawiść to odwraca. Mówi: Smuć się gdy inni się radują. Ciesz się gdy inni płaczą. Zawistnik uważa, że jeśli dobrą rzeczą zajmuje się ktoś trzymający odmienny sztandar to należy innych powstrzymywać od uczestnictwa w tego rodzaju pomocy.
Niestety zawistnikami bywają również chrześcijanie. Powód jest oczywiście ideologiczny. Jest nim sprzeciw wobec czegoś co moglibyśmy (uogólniając) nazwać „światopoglądem WOŚP i Jurka Owsiaka”. Wielu wciąż pamięta antyrządowe, niewybredne hasła, które dyrygent orkiestry wykrzykiwał z woodstockowej sceny kilka lat temu (za kadencji innej ekipy). Zresztą nie trzeba wiele szukać by obnażyć ideologiczny i polityczny profil samej Orkiestry. Wystarczy nie tylko posłuchać „kazań” Jurka, ale i spojrzeć na nazwiska zapraszanych na Akademię Sztuk Przepięknych gości, którą podczas Przystanku Woodstock prowadzi „neutralny światopoglądowo” Zbigniew Hołdys. Jeśli do tego dodamy bezpłatną dystrybucję prezerwatyw wśród uczestników festiwalu, czy też stoiska organizacji proaborcyjnej to mamy obraz ukierunkowanego ideowo wydarzenia, na którym chrześcijańscy wykonawcy lub ewangeliści są raczej egzotycznymi gośćmi niż kimś kto wpasowuje się w woodstockowe idee.
Dla środowisk katolickich jest to główny powód bojkotowania finałów WOŚP, zachęcania do wspierania Caritasu i innych akcji charytatywnych organizowanych przez Kościół. Z jednej strony zrozumiałe – jeśli myślimy o zaangażowaniu we własne podwórko i wspieraniu akcji „swoich”. Z drugiej strony mimo wszystko nie zrozumiałe – ponieważ wspieranie „swoich” nie wyklucza niesienia pomocy dla bliźnich poprzez środki i narzędzia ludzi o innych przekonaniach. Czy WOŚP pomaga ludziom? Bez wątpienia! Czy sprzęt WOŚP uratował życie i zdrowie wielu ludzi? Bez dwóch zdań!
Owszem, wielu „orkiestrantów” nie zna osobiście Chrystusa i nie pomagają bliźnim z miłości do Niego. Niektórzy są wręcz bardzo zadeklarowanymi antychrześcijanami. Wielu pomagającym można zarzucić niekonsekwencję, obłudę, robienie z pomocy człowiekowi autoreklamy firm i usług zamiast niesienia bezinteresownej pomocy. To może razić. Jednak niech nie zniechęca do zajmowania odpowiedniej postawy przez nas. Cieszmy się z cieszącymi. Szczególnie jeśli powodem tej radości jest kolejna cyferka dodana do sumy orkiestrowej zbiórki. Denerwuje cię to? Chyba masz problem.
Wszystko albo nic?
Gdybym widział na ulicy leżącego człowieka, reanimowanego przed przedstawiciela Greenpeace proszącego mnie o reakcję, to moja odpowiedź nie będzie zależna od analizy jego motywacji („może robi to dla promocji Greenpeace?”) lub jego światopoglądu („nie mogę się w to włączyć, to nie jest to robione dla chwały Jezusa”).
Działania Orkiestry są najgłośniej krytykowane w Kościele Rzymskokatolickim. Powód jest dość czytelny. Kościół podchodzi do własnych orzeczeń (np. w kwestii etyki) w bardzo rygorystyczny, absolutystyczny i kazuistyczny sposób co często w praktyce oznacza postępowanie wedle zasady: wszystko albo nic. Jeśli Twoja pomoc nie jest w 100% bezinteresowna, jeśli nie wynika z Twojej wiary w Boga, jeśli nie jest to aktywność kościoła, jeśli nie jest to sto procent tego jak wyobrażam sobie charytatywną zbiórkę itp. – to twoją „pomoc” obejdę szerokim łukiem.
Przypomina to pogląd wedle którego przeciwnik zabijania nienarodzonych dzieci nie zagłosuje w referendum znoszącym 80% zabiegów aborcyjnych ponieważ... wciąż pozostanie te 20% uśmiercanych dzieci. On zaś chce ocalić przecież 100% i ani pół procenta mniej nie zważając na biblijne pouczenie na temat metody "krok po kroku" (Wj 23:27-30).
Tymczasem metoda: wszystko albo nic nie tylko, że nie jest biblijna, lecz najczęściej oznacza... nic. Warto się tego nauczyć kiedy ktoś prosi nas o pomoc dla bliźniego nawet jeśli woli oglądać red. Lisa niż red. Pospieszalskiego.
Pomagajmy z głową
Jako chrześcijanie jesteśmy powołani by nieść pomoc i ulgę bliźnim. Finał WOŚP jest jednym z dobrych narzędzi ku temu. Jednak nie jedynym. Warto to wziąć pod uwagę. Pomoc zwykle wiąże się z pewnym wysiłkiem i wyrzeczeniem. Dlatego warto niekiedy rozejrzeć się wokół siebie, poznać potrzeby i możliwości jej niesienia. Może się bowiem okazać, że chcemy ratować świat, przeoczając biedę, nędzę i chorobę tego, który jest całkiem blisko. Zatem z głową, rozsądnie, ochotnie łóżmy na dobrą sprawę, dla dobra człowieka, który jak wiadomo jest kimś więcej niż wyewoluowanym skupiskiem atomów napędzanych procesami chemicznymi w czaszce.
środa, 28 grudnia 2011
Judasz, papieże i protestanci
Pewien protestant sprowokował mnie do sformułowania kilku myśli na temat jedności i ciągłości Ludu Bożego. Powodem był fakt, że mocno oburzył się na moje stwierdzenie, w którym wskazałem na papieży i teologów katolickich sprzed reformacji jako na "ojców wiary" każdego z protestantów. Oczywiście dla wrażliwych, ortodoksyjnych "protestanckich" uszu było to nie do przyjęcia! Brudny Rzym i mój nieskazitelny kościół istniejący od dwóch tysięcy lat mają wspólną historię?! Moderatorze - gdzie jesteś?! Na co potrzeba nam jeszcze świadków? Wszak słyszeliście bluźnierstwo!
Śpieszę jednak na pomoc strwożonym sercom. Mówiąc o "ojcach" wiary mam na myśli to o czym pisał apostoł Paweł nazywając "ojcami naszymi" niewiernych Izraelitów, którzy nie weszli do Ziemi Obiecanej z powodu nieposłuszeństwa (1 Koryntian 10:1-6). Pawle, Pawle, czy aby nie zagalopowałeś się za daleko? Noe, Abraham, Józef, Mojżesz, Dawid - to byśmy jeszcze zrozumieli, ale ci nieposłuszni Izraelici, którzy tęsknili za egipskim minimum socjalnym...; ci czciciele Złotego Cielca i poplecznicy buntu Koracha..?! Oni naszymi "ojcami"?! W naszej historii nie ma takich rzeczy!
Rozpoznanie faktu, że w historii mojego i twojego kościoła znajdują się tacy ludzie jak Absalom, Achab, Korach, Judasz, Czarnoksiężnik Szymon, Bonifacy VIII, Leon X czy Pius IV nie oznacza akceptacji ich niemoralności i odstępstwa. Oznacza natomiast dostrzeżenie, że jego (kościoła) korzenie sięgają czasów sprzed XVI wieku, a nawet przed pojawieniem się Jana Husa (co może jawić się wielu protestantom jako bardzo szokujące). Opis odstępstwa króla Achaba, zdrady Judasza to część historii kościoła, a nie wydarzeń dziejących się poza nim, wśród pogan. Polemika Augustyna z Pelagiuszem (IV wiek), ustalenia Soboru w Chalcedonie (V wiek), opis schizmy w 1054 roku to część historii kościoła, nie zaś czcicieli obcych bóstw.
Ów kościół jest społecznością Ludu Odkupionego, którego częścią byli również odstępcy oraz ci, którzy nie wytrwali w wierze. Uświadomienie tego faktu powinno nas chronić przed zupełnie niebiblijnym myśleniem, że prawda po wiekach ciemności przychodzi "wraz z nami", zaś kościół po tajemniczym zniknięciu w czasach Konstantyna Wielkiego (lub wcześniej) spadł na nowo z nieba w czasach Wycliffa, Husa lub Lutra. Brzmi niedorzecznie i zabawnie, prawda? Teraz jednak czas na kubeł (bardzo) zimnej wody: wiecie, że niektórzy protestanci w TO wierzą?!
Acha, tzw. "świadkowie Jehowy" również. Tyle, że u nich każde z powyższych nazwisk zastąpcie innym: Charles Taze Russel. To jednak tylko potęguje stopień niedorzeczności i niebiblijności myślenia, że kościół Jezusa pojawił się po kilkunastu wiekach od czasów apostołów w postaci takiej czy innej grupy odnowieniowo-reformatorskiej (a w przypadku świadków J. - odstępczej).
Śpieszę jednak na pomoc strwożonym sercom. Mówiąc o "ojcach" wiary mam na myśli to o czym pisał apostoł Paweł nazywając "ojcami naszymi" niewiernych Izraelitów, którzy nie weszli do Ziemi Obiecanej z powodu nieposłuszeństwa (1 Koryntian 10:1-6). Pawle, Pawle, czy aby nie zagalopowałeś się za daleko? Noe, Abraham, Józef, Mojżesz, Dawid - to byśmy jeszcze zrozumieli, ale ci nieposłuszni Izraelici, którzy tęsknili za egipskim minimum socjalnym...; ci czciciele Złotego Cielca i poplecznicy buntu Koracha..?! Oni naszymi "ojcami"?! W naszej historii nie ma takich rzeczy!
Rozpoznanie faktu, że w historii mojego i twojego kościoła znajdują się tacy ludzie jak Absalom, Achab, Korach, Judasz, Czarnoksiężnik Szymon, Bonifacy VIII, Leon X czy Pius IV nie oznacza akceptacji ich niemoralności i odstępstwa. Oznacza natomiast dostrzeżenie, że jego (kościoła) korzenie sięgają czasów sprzed XVI wieku, a nawet przed pojawieniem się Jana Husa (co może jawić się wielu protestantom jako bardzo szokujące). Opis odstępstwa króla Achaba, zdrady Judasza to część historii kościoła, a nie wydarzeń dziejących się poza nim, wśród pogan. Polemika Augustyna z Pelagiuszem (IV wiek), ustalenia Soboru w Chalcedonie (V wiek), opis schizmy w 1054 roku to część historii kościoła, nie zaś czcicieli obcych bóstw.
Ów kościół jest społecznością Ludu Odkupionego, którego częścią byli również odstępcy oraz ci, którzy nie wytrwali w wierze. Uświadomienie tego faktu powinno nas chronić przed zupełnie niebiblijnym myśleniem, że prawda po wiekach ciemności przychodzi "wraz z nami", zaś kościół po tajemniczym zniknięciu w czasach Konstantyna Wielkiego (lub wcześniej) spadł na nowo z nieba w czasach Wycliffa, Husa lub Lutra. Brzmi niedorzecznie i zabawnie, prawda? Teraz jednak czas na kubeł (bardzo) zimnej wody: wiecie, że niektórzy protestanci w TO wierzą?!
Acha, tzw. "świadkowie Jehowy" również. Tyle, że u nich każde z powyższych nazwisk zastąpcie innym: Charles Taze Russel. To jednak tylko potęguje stopień niedorzeczności i niebiblijności myślenia, że kościół Jezusa pojawił się po kilkunastu wiekach od czasów apostołów w postaci takiej czy innej grupy odnowieniowo-reformatorskiej (a w przypadku świadków J. - odstępczej).
wtorek, 27 grudnia 2011
Kiedy Państwo staje się Mesjaszem
W teologii chrześcijańskiej bardzo ważne jest rozróżnienie na Stwórcę i stworzenie. Dlaczego jest to aż tak istotna kwestia? Ponieważ kwintesencją upadku człowieka i jego rebelii względem Boga jest zaprzeczanie temu rozróżnieniu. Kiedy diabeł kusił Ewę w Ogrodzie zaoferował jej szczególną nadzieję: bycie jak Bóg.
W starożytnych tyraniach mezopotamskiego świata królowie byli uważani za posiadających boską naturę. Egipcjanie wierzyli, że ich faraon jest istotą boską, pośrednikiem między niebem, a ziemią, kimś kto jest gwarantem egipskiego dobrobytu.
Tego typu wierzenia (obecne również w nowoczesnych demokracjach) prowadzą do współczesnej idei ubóstwienia państwa, wiary w siłę politycznego porządku, który nie może być zmieniony przez "zwykłych ludzi". W skali jednostek prowadzą do przekonania o samostanowieniu każdego z osobna o tym co jest dobre, słuszne, moralne, złe, sprawiedliwe. Każdy staje się "bogiem" dla samego siebie definiując rzeczywistość wedle własnego upodobania. Po co nam Bóg i Jego Słowo skoro sami możemy (i powinniśmy) decydować o tym jak żyć, kogo unicestwić i z kim się przespać.
Tymczasem tam gdzie w społeczeństwie słabnie wiara w Boga i Jego Opatrzność, troskę, zaangażowanie tam ludzie zwracają do państwa by to ono było ich "zaopatrzycielem", opiekunem, ostoją bezpieczeństwa, dobrobytu/minimum socjalnego itp. Nic więc dziwnego, że rządzący, którzy dalecy są od respektowania Bożych zasad dotyczących państwa, gospodarki, sądownictwa zaczynają wierzyć we własną "mesjańskość" bądź też moc polityczno-gospodarczych regulacji, struktur, które sami tworzą. Skutek jest taki, że bojaźń wobec państwa stała się wygodnym substytutem zaufania Bogu. Jak trwoga to już nie do Boga lecz do... premiera, rządu, a za nie długo być może - do Brukseli.
Dla wielu obywateli oraz rządzących to państwo jest ostateczną instancją odwoławczą, najwyższym moralnym autorytetem, źródłem praw człowieka i zwierząt. Niniejsze podejście jest skutkiem zanikania bojaźni Bożej, braku respektu wobec Jego Słowa jako najwyższego autorytetu. Jednak to właśnie Bóg i Jego Słowo nadają państwu autorytet, nie autorytet ostateczny, absolutny lecz delegowany, z którego rządzący będą się rozliczali nie tyle przez wyborcami lecz przed tym, który jest źródłem wszelkiej władzy, jej kompetencji oraz odpowiedzialności.
W starożytnych tyraniach mezopotamskiego świata królowie byli uważani za posiadających boską naturę. Egipcjanie wierzyli, że ich faraon jest istotą boską, pośrednikiem między niebem, a ziemią, kimś kto jest gwarantem egipskiego dobrobytu.
Tego typu wierzenia (obecne również w nowoczesnych demokracjach) prowadzą do współczesnej idei ubóstwienia państwa, wiary w siłę politycznego porządku, który nie może być zmieniony przez "zwykłych ludzi". W skali jednostek prowadzą do przekonania o samostanowieniu każdego z osobna o tym co jest dobre, słuszne, moralne, złe, sprawiedliwe. Każdy staje się "bogiem" dla samego siebie definiując rzeczywistość wedle własnego upodobania. Po co nam Bóg i Jego Słowo skoro sami możemy (i powinniśmy) decydować o tym jak żyć, kogo unicestwić i z kim się przespać.
Tymczasem tam gdzie w społeczeństwie słabnie wiara w Boga i Jego Opatrzność, troskę, zaangażowanie tam ludzie zwracają do państwa by to ono było ich "zaopatrzycielem", opiekunem, ostoją bezpieczeństwa, dobrobytu/minimum socjalnego itp. Nic więc dziwnego, że rządzący, którzy dalecy są od respektowania Bożych zasad dotyczących państwa, gospodarki, sądownictwa zaczynają wierzyć we własną "mesjańskość" bądź też moc polityczno-gospodarczych regulacji, struktur, które sami tworzą. Skutek jest taki, że bojaźń wobec państwa stała się wygodnym substytutem zaufania Bogu. Jak trwoga to już nie do Boga lecz do... premiera, rządu, a za nie długo być może - do Brukseli.
Dla wielu obywateli oraz rządzących to państwo jest ostateczną instancją odwoławczą, najwyższym moralnym autorytetem, źródłem praw człowieka i zwierząt. Niniejsze podejście jest skutkiem zanikania bojaźni Bożej, braku respektu wobec Jego Słowa jako najwyższego autorytetu. Jednak to właśnie Bóg i Jego Słowo nadają państwu autorytet, nie autorytet ostateczny, absolutny lecz delegowany, z którego rządzący będą się rozliczali nie tyle przez wyborcami lecz przed tym, który jest źródłem wszelkiej władzy, jej kompetencji oraz odpowiedzialności.
Oddzielenie państwa od kościoła czy państwa od Boga?
Oddzielenie kościoła od państwa nie oznacza: 1. Neutralności religijnej państwa. 2. Neutralności politycznej kościoła. 3. Niezależności którejś z tych instytucji od Boga.
O mojej akcji SwietaBezSzopki.pl w Radio Gdańsk
TUTAJ (po tekstem red. Włodka Raszkiewicza) można odsłuchać wczorajszej audycji z Radia Gdańsk (z moim udziałem) na temat świątecznej akcji SwietaBezSzopki.pl
wtorek, 20 grudnia 2011
To już jest koniec, nie ma już nic...
Histeryczny płacz mieszkańców Korei Północnej po śmierci Kim Jong Una.
środa, 14 grudnia 2011
Światopoglądowy nonsens
Przekonanie, że "państwo powinno być neutralne światopoglądowo" to nonsens logiczny. Samo to stwierdzenie to klasyczny światopogląd!
środa, 30 listopada 2011
Sknerus McKwacz o inflacji
Fragment disneyowskiej bajki, którą odpowiedzialny rodzic powinien pokazać swojemu dziecku, samemu oglądając ją z uwagą. Sknerus McKwacz daje jeden z najbardziej przystępnych wykładów na temat inflacji i jej fatalnych skutków dla gospodarki i poziomu cen.
wtorek, 29 listopada 2011
Okropieństwo aborcyjnego myślenia
Koniecznie obejrzycie ten film. Dla uzyskania polskich napisów wybierzcie z dolnej zakładki menu "CC" pozycję "Polish"
czwartek, 3 listopada 2011
Prawicowi dziennikarze
Prawicowi dziennikarze - wbrew pozorom etykieta ta nie ma nic wspólnego z rzeczywistymi poglądami osób nią stygmatyzowanych. Jest po prostu jednym z elementów salonowego dyskursu wykluczenia, sygnałem dla publiczności, która chce należeć do ludzi mądrych, ładnych i szlachetnych, że dany osobnik jest be i najlepiej go nie czytać i nie słuchać. Nikt nigdy nie słyszał, aby byli w Polsce jacyś dziennikarze lewicowi, w szczególności nikt tak nie nazwie Jacka Żakowskiego czy Janiny Paradowskiej ani publicystów "Gazety Wyborczej". Przeciwieństwem dziennikarza "prawicowego" jest dziennikarz po prostu - taki, który ma generalnie liberalno-lewicowe poglądy i uczy społeczeństwo, że nie ma żadnych niepodważalnych prawd, najważniejsza tolerancja i integracja europejska, a głosowanie na prawicę do obciach i wstyd. Czyli "normalny".
Rafał Ziemkiewicz, W skórcie
Rafał Ziemkiewicz, W skórcie
środa, 19 października 2011
wtorek, 18 października 2011
Kultura osobista prof. M. Środy
Jestem porażony poziomem argumentacji i kultury osobistej pani było nie było PROFESOR Środy (kandydatce Palikota na Ministra Edukacji!) we wczorajszym programie red. Tomasza Lisa. Jej Nawiasem mówiąc red. Lis zapraszając 3 zwolenników postulatu Palikota dotyczącego usunięcia krzyża i 3 przeciwników (2 z PO i 1 z PiS) zasugerował jakoby proporcje w tej sprawie były 50 na 50%. Pamiętajmy, że nawalankę w tej sprawie nakręca krzykliwe, kłótliwe, buńczuczne sejmowe 10%.
Co dla Boga, a co dla cesarza
W mediach toczy się dyskusja na temat przyszłości Komisji Majątkowej i odprowadzania 1% podatku na kościół i związki wyznaniowe. Kilka myśli:
1. Sposób finansowania państwa i kościoła został przez Boga objawiony w Piśmie bowiem ON jest autorem obu instytucji.
2. W czasach starotestamentoweych 20% podatek był uważany za nadużycie ze strony władz. Taki podatek został też wprowadzony przez Józefa w Egipcie w czasach KRYZYSU - jako przygotowanie na okres suszy i głodu.
3. Z Bożego zarządzenia każdy chrześcijanin ma obowiązek przynosić 10% dochodów (jako dziesięcinę) do Świątyni Bożej (kościoła).
4. Rzeczywistość jest jednak taka, że państwo zabiera nam 60-70% naszych dochodów w mniej lub bardziej jawnych podatkach. To osłabia skuteczność finansowania służb kościoła przez wiernych. Jednak nawet część z tych dochodów niektórzy chcieliby oddać państwu.
5. Pismo nie daje cesarzowi prawa by obłożył podatkiem to co należy do Boga. Cała dziesięcina należy się Bogu. ŻADNA jej część nie należy się komukolwiek. Przykazanie NIE KRADNIJ tyczy również rządu.
6. To czemu należy się sprzeciwić to szukaniu pieniędzy przez władze kościoła u państwa (np. na budowę Świątyni Opatrzności itp.). Kościół powinien być samofinansujący się i niezależny od cesarza. Tam bowiem gdzie występuje zależność finansowa tam występuje też zależność także pod innymi względami.
1. Sposób finansowania państwa i kościoła został przez Boga objawiony w Piśmie bowiem ON jest autorem obu instytucji.
2. W czasach starotestamentoweych 20% podatek był uważany za nadużycie ze strony władz. Taki podatek został też wprowadzony przez Józefa w Egipcie w czasach KRYZYSU - jako przygotowanie na okres suszy i głodu.
3. Z Bożego zarządzenia każdy chrześcijanin ma obowiązek przynosić 10% dochodów (jako dziesięcinę) do Świątyni Bożej (kościoła).
4. Rzeczywistość jest jednak taka, że państwo zabiera nam 60-70% naszych dochodów w mniej lub bardziej jawnych podatkach. To osłabia skuteczność finansowania służb kościoła przez wiernych. Jednak nawet część z tych dochodów niektórzy chcieliby oddać państwu.
5. Pismo nie daje cesarzowi prawa by obłożył podatkiem to co należy do Boga. Cała dziesięcina należy się Bogu. ŻADNA jej część nie należy się komukolwiek. Przykazanie NIE KRADNIJ tyczy również rządu.
6. To czemu należy się sprzeciwić to szukaniu pieniędzy przez władze kościoła u państwa (np. na budowę Świątyni Opatrzności itp.). Kościół powinien być samofinansujący się i niezależny od cesarza. Tam bowiem gdzie występuje zależność finansowa tam występuje też zależność także pod innymi względami.
czwartek, 13 października 2011
Obrońcy krzyża pomogli Palikotowi
Patrząc na wyniki wyborów oraz obserwując wydarzenia, które miały miejsce w Polsce przez ostatnie półtorej roku naszła mnie następująca refleksja: radykalne i wywrotowe slogany Palikota zawdzięczają popularność... rewolucjonistom i awanturnikom z drugiej strony - obrońcom krzyża z Krakowskiego Przedmieścia. To wtedy właśnie rozpoczęła się moda na głośny antyklerykalizm, hałaśliwe bojki ideologiczne i publiczne manifestacje radykalnego lewactwa.
Afera z krzyżem była paliwem dla tego środowiska, świetną pożywką oraz tubą dla interesów, haseł różnych palikotów. Wcześniej antyklerykalizm, feminizm, ateizm itp. były niszowymi pyskówkami zgorzkniałej części społeczeństwa, która karmiła swój często irracjonalny krytycyzm "Faktami i mitami" (częściej mitami) oraz obleśnym, urbanowym "Nie".
Powyższa obserwacja kolejny raz prowadzi mnie do wniosku, że tak samo jak to o co walczymy ważne jest w jaki sposób to robimy. Czy czasami wybierając nierozsądne metody i kierując się wyłącznie rozgłosem wokół danej sprawy więcej jej nie szkodzimy. To dotyczy nie tylko obrońców krzyża, którzy swoimi działaniami ośmieszyli symbol męki Pańskiej używając go w instrumentalny sposób dla politycznych celów - przez co pobudzili i uzewnętrznili antychrześcijańskie nastroje zogniskowane w wyniku wyborczym Palikota. To dotyczy każdego z nas.
Afera z krzyżem była paliwem dla tego środowiska, świetną pożywką oraz tubą dla interesów, haseł różnych palikotów. Wcześniej antyklerykalizm, feminizm, ateizm itp. były niszowymi pyskówkami zgorzkniałej części społeczeństwa, która karmiła swój często irracjonalny krytycyzm "Faktami i mitami" (częściej mitami) oraz obleśnym, urbanowym "Nie".
Powyższa obserwacja kolejny raz prowadzi mnie do wniosku, że tak samo jak to o co walczymy ważne jest w jaki sposób to robimy. Czy czasami wybierając nierozsądne metody i kierując się wyłącznie rozgłosem wokół danej sprawy więcej jej nie szkodzimy. To dotyczy nie tylko obrońców krzyża, którzy swoimi działaniami ośmieszyli symbol męki Pańskiej używając go w instrumentalny sposób dla politycznych celów - przez co pobudzili i uzewnętrznili antychrześcijańskie nastroje zogniskowane w wyniku wyborczym Palikota. To dotyczy każdego z nas.
środa, 12 października 2011
Demokracja niszczy kapitalizm
Robert Gwiazdowski napisał na swoim blogu, że demokracja niszczy kapitalizm.
Liberalizm, który był filozoficzno-ekonomicznym uzasadnieniem kapitalizmu, był filozofią "burżuazji" - czyli mieszczan! Klasy średniej. Swoją nazwę zawdzięcza nie angielskiemu pojęciu "capital" tylko łacińskiemu pojęciu "capita" - głowa! Niestety umiejętne posługiwanie się głową, podobnie jak innymi częściami ciała, nie jest domeną większości.
Większość nie biega 100 m w 9,58 sek. jak Usain Bolt. Większość nie tworzy nowych miejsc pracy, tylko oczekuje, że inni je stworzą dla nich. Nikomu nie przychodzi do głowy, żeby Bolt biegał w pasie z odważnikami wielokilogramowymi - żeby wyrównać niesprawiedliwe różnice między nim, a resztą.
Wielu przychodzi jednak do głowy, żeby takie odważniki, w postaci choćby progresji podatkowej, nałożyć "biegaczom", którzy startują nie w wyścigu na 100 m, czy nawet w maratonie, ale w życiu gospodarczym.
To "demokracja" niszczy kapitalizm, a nie na odwrót!
Więcej na: http://www.blog.gwiazdowski.pl
wtorek, 11 października 2011
Chwała Bogu za Janusza Palikota!
Po sukcesie wyborczym "Ruchu Palikota" wielu konserwatywnych komentatorów i dziennikarzy zadrżało. Rozdygotany red. Tomasz Terlikowski na facebookowym profilu zawarł nietęgie bluzgi w stronę przywódcy Ruchu, jak i jego wyborców nieomal zapowiadając ideologiczny jihad (niecenzuralny wpis usunął po kilku godzinach).
Jako chrześcijan i konserwatywny liberał sądzę, że powinniśmy dziękować Bożej Opatrzności za Janusza Palikota! Historia pokazuje, że suwerenny Bóg używa ludzkich błędów aby zmusić kościół oraz kulturę do zdefiniowania i porzucenia tego, co odstępcze i przynoszące nieszczęście. To właśnie heretyk Marcjon sprowokował kościół do oficjalnego wypowiedzenia się na temat kanonu Pisma Świętego, a heretyk Ariusz zmusił Kościół do wyraźnego nauczania o boskości Pana Jezusa. W czasach współczesnych podobne usługi w naszym kraju świadczą feminizm, gejowskie lobby oraz "Ruch Palikota".
Przedstawiciele "Ruchu Palikota" jedynie swoimi wypowiedziami podważają biblijne spojrzenie na małżeństwo, niezależność kościoła od państwa, wartość i nienaruszalność ludzkiego życia. Jednak nawet tego typu zupełnie "lajtowy" i egzotyczny dla całej reszty sceny politycznej atak na podwaliny chrześcijańskiej wiary powinien przyczynić się do jasnego zdefiniowania i jeszcze bardziej zdecydowanego opowiedzenia się chrześcijan względem obrony życia, rodziny, niezależności kościoła. Wyraziste, jednoznacznie wrogie wobec nauczania Pisma Św. wypowiedzi Palikota prowokują do samoświadomości i dojrzalszej wiary, która spogląda nie tylko na kościelny ołtarz, ale także na sejmową mównicę.
Poparcie radykalnych postulatów Palikota przez 10% wyborców powinno więc pokazać chrześcijanom potrzebę większego zaangażowania w sprawy społeczno-polityczne bowiem te obszary życia, które pozostawimy "samym sobie" - nie łudźmy się - zostaną zachwaszczone palikotową lub jemu podobną ideologią.
Sam Janusz Palikot jawi mi się bardziej jako klaun niż polityk, jako Andrzej Lepper w wydaniu miejskim. Jego wyborcami są na ogół młodzi ludzie, których "rajcują" egzotyczne zapowiedzi legalizacji marihuany, nawalanka z "czarnymi" (kościołem) i slogany o przyjaznym i tolerancyjnym państwie na wzór Sodomy i Gomory, które również były "przyjazne" wobec nieprawości i grzechu. Problem w tym, że przyjaźń z nieprawością, niemoralnością, nieprzyzwoitością to nieprzyjaźń z... Bogiem. Nie da się pogodzić umiłowania i prawa do zabijania nienarodzonych ludzi z miłością do Dawcy ich życia. Janusz Palikot i jego ruch wybrali nieprzyjaźń wobec Tego, który udziela im każdego oddechu i bicia serca. Nie poprzez wyciągniętą ku niebu pięść lecz poprzez jawne odwrócenie się od drogowskazu wskazującego na nie.
Sądzę, że sam Janusz Palikot doskonale zdaje sobie sprawę z utopijności własnych postulatów. Swój cel jednak osiągnął - stworzył wokół siebie wyrazisty ruch i jako jego kapłan znalazł się w Sejmie. Dlatego oddać mu należy, że jako wytrawny showman i umiejętny obserwator doskonale wiedział w jaki sposób zagospodarować głos radykalnej lewicy, dla której do niedawna SLD był jedyną (kompromisową) opcją. W ten sposób nie tylko osłabił pozycję SLD i podzielił lewicowe środowisko w Polsce, ale również odebrał przedstawicielom lewicowej ideologii możliwość wejścia do koalicji i realnego wpływu na życie polityczne w Polsce. Za to wszystko chciałbym podziękować Januszowi Palikotowi!
Odrębną sprawą jest to kim są "ludzie Palikota", którzy zasiądą w sejmowych ławach. Czekam na pytania dziennikarzy w stronę owych "polityków" nie tylko na temat homoseksualizmu, feminizmu i aborcji, ale także budżetu, polityki zagranicznej, KRUSu, ZUSu, podatków, szkolnictwa, służby zdrowia, budownictwa mieszkalnego, bezpieczeństwa wewnętrznego itp. Nie mam żadnych wątpliwości, że czeka nas nie tyle poważna dysputa co niezły kabaret i że sami posłowie oraz posłanki z "Ruchu Palikota" najlepiej ośmieszą własne postulaty. Wszak jak tu się nie uśmiechać słuchając zoperowanego Ryszarda Grodzkiego (znanego jako Anna Grodzka), Roberta Biedronia czy Wandę Nowicką? Bez obaw. W końcu wszyscy ujrzymy i wysłuchamy reprezentantów transseksualistów, gejów, feministek. Już się nie mogę doczekać! Będzie wesoło.
Chwała Bogu za Janusza Palikota!
Jako chrześcijan i konserwatywny liberał sądzę, że powinniśmy dziękować Bożej Opatrzności za Janusza Palikota! Historia pokazuje, że suwerenny Bóg używa ludzkich błędów aby zmusić kościół oraz kulturę do zdefiniowania i porzucenia tego, co odstępcze i przynoszące nieszczęście. To właśnie heretyk Marcjon sprowokował kościół do oficjalnego wypowiedzenia się na temat kanonu Pisma Świętego, a heretyk Ariusz zmusił Kościół do wyraźnego nauczania o boskości Pana Jezusa. W czasach współczesnych podobne usługi w naszym kraju świadczą feminizm, gejowskie lobby oraz "Ruch Palikota".
Przedstawiciele "Ruchu Palikota" jedynie swoimi wypowiedziami podważają biblijne spojrzenie na małżeństwo, niezależność kościoła od państwa, wartość i nienaruszalność ludzkiego życia. Jednak nawet tego typu zupełnie "lajtowy" i egzotyczny dla całej reszty sceny politycznej atak na podwaliny chrześcijańskiej wiary powinien przyczynić się do jasnego zdefiniowania i jeszcze bardziej zdecydowanego opowiedzenia się chrześcijan względem obrony życia, rodziny, niezależności kościoła. Wyraziste, jednoznacznie wrogie wobec nauczania Pisma Św. wypowiedzi Palikota prowokują do samoświadomości i dojrzalszej wiary, która spogląda nie tylko na kościelny ołtarz, ale także na sejmową mównicę.
Poparcie radykalnych postulatów Palikota przez 10% wyborców powinno więc pokazać chrześcijanom potrzebę większego zaangażowania w sprawy społeczno-polityczne bowiem te obszary życia, które pozostawimy "samym sobie" - nie łudźmy się - zostaną zachwaszczone palikotową lub jemu podobną ideologią.
Sam Janusz Palikot jawi mi się bardziej jako klaun niż polityk, jako Andrzej Lepper w wydaniu miejskim. Jego wyborcami są na ogół młodzi ludzie, których "rajcują" egzotyczne zapowiedzi legalizacji marihuany, nawalanka z "czarnymi" (kościołem) i slogany o przyjaznym i tolerancyjnym państwie na wzór Sodomy i Gomory, które również były "przyjazne" wobec nieprawości i grzechu. Problem w tym, że przyjaźń z nieprawością, niemoralnością, nieprzyzwoitością to nieprzyjaźń z... Bogiem. Nie da się pogodzić umiłowania i prawa do zabijania nienarodzonych ludzi z miłością do Dawcy ich życia. Janusz Palikot i jego ruch wybrali nieprzyjaźń wobec Tego, który udziela im każdego oddechu i bicia serca. Nie poprzez wyciągniętą ku niebu pięść lecz poprzez jawne odwrócenie się od drogowskazu wskazującego na nie.
Sądzę, że sam Janusz Palikot doskonale zdaje sobie sprawę z utopijności własnych postulatów. Swój cel jednak osiągnął - stworzył wokół siebie wyrazisty ruch i jako jego kapłan znalazł się w Sejmie. Dlatego oddać mu należy, że jako wytrawny showman i umiejętny obserwator doskonale wiedział w jaki sposób zagospodarować głos radykalnej lewicy, dla której do niedawna SLD był jedyną (kompromisową) opcją. W ten sposób nie tylko osłabił pozycję SLD i podzielił lewicowe środowisko w Polsce, ale również odebrał przedstawicielom lewicowej ideologii możliwość wejścia do koalicji i realnego wpływu na życie polityczne w Polsce. Za to wszystko chciałbym podziękować Januszowi Palikotowi!
Odrębną sprawą jest to kim są "ludzie Palikota", którzy zasiądą w sejmowych ławach. Czekam na pytania dziennikarzy w stronę owych "polityków" nie tylko na temat homoseksualizmu, feminizmu i aborcji, ale także budżetu, polityki zagranicznej, KRUSu, ZUSu, podatków, szkolnictwa, służby zdrowia, budownictwa mieszkalnego, bezpieczeństwa wewnętrznego itp. Nie mam żadnych wątpliwości, że czeka nas nie tyle poważna dysputa co niezły kabaret i że sami posłowie oraz posłanki z "Ruchu Palikota" najlepiej ośmieszą własne postulaty. Wszak jak tu się nie uśmiechać słuchając zoperowanego Ryszarda Grodzkiego (znanego jako Anna Grodzka), Roberta Biedronia czy Wandę Nowicką? Bez obaw. W końcu wszyscy ujrzymy i wysłuchamy reprezentantów transseksualistów, gejów, feministek. Już się nie mogę doczekać! Będzie wesoło.
Chwała Bogu za Janusza Palikota!
środa, 28 września 2011
Światowy Dzień Walki o Prawo do Holocaus... przepraszam Aborcji
Lewicowe, proaborcyjne środowiska ogłosiły dzisiejszy dzień tzw. "Światowym Dniem Walki o Prawo do Aborcji".
Czym jest aborcja? Najkrócej mówiąc: jest współczesnym, zalegalizowanym Holocaustem. Przesada? Nie sądzę. Jedno z drugim ma więcej wspólnego niż nam się wydaje:
Aborcja podobnie jak Holocaust:
- jest zabójstwem istoty ludzkiej
- jest legalna (w wielu krajach) i dokonywana przy akceptacji rządu
- zmienia definicję morderstwa. Zabójstwo dziecka nazywa "prawem do wyboru" (pro-choice). Holocaust nazywał masową zagładę Żydów "oczyszczaniem miast i terenów"
- twierdzi, że istnieją "uzasadnione powody" by ją przeprowadzić
- sądzi, że przykazanie "Nie zabijaj" nie znajduje zastosowania w jej sytuacji
- uważa, że życie jedynie niektórych ludzi posiada wartość
- dlatego jej zwolennicy argumentują, że pewnych ludzi nie można nazywać "ludźmi". Hitler nazywał Żydów "niższą rasą". Aborcjoniści nazywają nienarodzone dzieci "płodem", "czymś"
- Wielu ludzi zaprzecza potwornościom zbrodni Holocaustu, a szum wokół jego okropności uważa za przesadzony, wyolbrzymiony. Podobne nastawienie mają zwolennicy aborcji względem dyskusji na temat jej skutków, metod, statystyk, liczby ofiar
- Trudno oglądać z obojętnością zmasakrowane ofiary jednego i drugiego.
- Oprawcy dążyli (lub dążą - w przypadku aborcji) by ciała ofiar nie zostały odnalezione i pokazywane opinii publicznej jako dowody zbrodni
- Zwolennicy Holocaustu nie nawoływali wszystkich do zabijania Żydów. Chcieli jedynie swobody dla własnych działań. Byli zwolennikami "pro-choice" - prawa do wyboru: czy chcesz zabijać Żydów czy nie. Identyczna jest argumentacja aborcjonistów.
Oburzenie Holocaustem przy jednoczesnej akceptacji zalegalizowanego przez wiele rządów współczesnego Holocaustu dokonującego się w klinikach aborcyjnych jest obłudą i zakłamaniem największego kalibru.
Holocaust nie skończył się wraz z Drugą Wojną Światową. Ma miejsce w naszych czasach choć przybrał:
- inną formę
- inne ofiary
- inne miejsca
- innych oprawców
Wciąż jednak aktualne jest motto z "Medialionów" Zofii Nałkowskiej: "Ludzie ludziom zgotowali ten los". Patrząc na zmasakrowane ciałka kilkumiesięcznych dzieci możemy dodać: "Rodzice dzieciom zgotowali ten los" - i to przy biernej akceptacji rządów, obywateli i za sprawą zwolenników takich inicjatyw jak "Światowy Dzień Walki o Prawo do Aborcji". Nie istnieje takie "prawo do wyboru", które zezwala w jego imię zabijać inne istoty ludzkie. Nie istnieje bowiem "prawo do mordowania". Dla nikogo. Nawet dla matek.
Czym jest aborcja? Najkrócej mówiąc: jest współczesnym, zalegalizowanym Holocaustem. Przesada? Nie sądzę. Jedno z drugim ma więcej wspólnego niż nam się wydaje:
Aborcja podobnie jak Holocaust:
- jest zabójstwem istoty ludzkiej
- jest legalna (w wielu krajach) i dokonywana przy akceptacji rządu
- zmienia definicję morderstwa. Zabójstwo dziecka nazywa "prawem do wyboru" (pro-choice). Holocaust nazywał masową zagładę Żydów "oczyszczaniem miast i terenów"
- twierdzi, że istnieją "uzasadnione powody" by ją przeprowadzić
- sądzi, że przykazanie "Nie zabijaj" nie znajduje zastosowania w jej sytuacji
- uważa, że życie jedynie niektórych ludzi posiada wartość
- dlatego jej zwolennicy argumentują, że pewnych ludzi nie można nazywać "ludźmi". Hitler nazywał Żydów "niższą rasą". Aborcjoniści nazywają nienarodzone dzieci "płodem", "czymś"
- Wielu ludzi zaprzecza potwornościom zbrodni Holocaustu, a szum wokół jego okropności uważa za przesadzony, wyolbrzymiony. Podobne nastawienie mają zwolennicy aborcji względem dyskusji na temat jej skutków, metod, statystyk, liczby ofiar
- Trudno oglądać z obojętnością zmasakrowane ofiary jednego i drugiego.
- Oprawcy dążyli (lub dążą - w przypadku aborcji) by ciała ofiar nie zostały odnalezione i pokazywane opinii publicznej jako dowody zbrodni
- Zwolennicy Holocaustu nie nawoływali wszystkich do zabijania Żydów. Chcieli jedynie swobody dla własnych działań. Byli zwolennikami "pro-choice" - prawa do wyboru: czy chcesz zabijać Żydów czy nie. Identyczna jest argumentacja aborcjonistów.
Oburzenie Holocaustem przy jednoczesnej akceptacji zalegalizowanego przez wiele rządów współczesnego Holocaustu dokonującego się w klinikach aborcyjnych jest obłudą i zakłamaniem największego kalibru.
Holocaust nie skończył się wraz z Drugą Wojną Światową. Ma miejsce w naszych czasach choć przybrał:
- inną formę
- inne ofiary
- inne miejsca
- innych oprawców
Wciąż jednak aktualne jest motto z "Medialionów" Zofii Nałkowskiej: "Ludzie ludziom zgotowali ten los". Patrząc na zmasakrowane ciałka kilkumiesięcznych dzieci możemy dodać: "Rodzice dzieciom zgotowali ten los" - i to przy biernej akceptacji rządów, obywateli i za sprawą zwolenników takich inicjatyw jak "Światowy Dzień Walki o Prawo do Aborcji". Nie istnieje takie "prawo do wyboru", które zezwala w jego imię zabijać inne istoty ludzkie. Nie istnieje bowiem "prawo do mordowania". Dla nikogo. Nawet dla matek.
sobota, 24 września 2011
Episkopat krytykuje prezydenta. Czy słusznie?
Episkopat ze zdziwieniem i smutkiem przyjął decyzję o podpisaniu przez prezydenta noweli, która umożliwia handel piwem na stadionach. W przeszłości prezydent deklarował się jako obrońca trzeźwości - przypomina Zespół Konferencji Episkopatu Polski ds. Apostolstwa Trzeźwości.
Jak informuje niezalezna.pl autorzy oświadczenia, które w piątek otrzymała PAP podkreślają, że w przeszłości Bronisław Komorowski w jednoznaczny sposób deklarował się jako „obrońca trzeźwości, zwłaszcza wśród osób młodych” i pytają, czy dzisiaj przyszłość młodego pokolenia jest już prezydentowi obojętna.
Zespołu Konferencji Episkopatu Polski. uważa, że wychowywanie dzieci i młodzieży z - jak napisał w oświadczeniu - „puszką piwa w ręku przyczyni się do wielkiej narodowej tragedii”.
____________________________________________________
Kilka refleksji na ten temat:
1. Osobiście mam wątpliwości odnośnie zgody na sprzedaż alkoholu na stadionach. Nie dlatego, że jestem przeciwny jego spożywaniu. Sam lubię oglądać niektóre spotkania piłkarskiej Ligi Mistrzów lub żużlowej ekstraligi przy kufelku piwa. Moje wątpliwości budzi fakt, że spotęgowanie wzburzonych stadionowych emocji poprzez spożycie alkoholu może prowadzić do większej niż dotychczas agresji na trybunach. Alkohol + rozgrzane sportowe emocje + tłum nabuzowanych kibiców + sektor nabuzowanych kibiców przeciwnej drużyny = Niebezpieczeństwo!
Nie chodzi zatem o fakt "rozpijania" młodych ludzi - jak twierdzi Episkopat. Alkohol powinien być dostępny, zaś kościół powinien zachęcać do jego umiejętnego spożywania. Sam alkohol jest dobrym, Bożym darem co nie oznacza, że w każdym kontekście powinien być sprzedawany i spożywany.
2. Moje wątpliwości budzi także fakt, że o tym co ma być sprzedawane na stadionach decyduje rząd i prezydent, a nie właściciel stadionu lub organizator meczu. Sprawa jest dość podobna do słynnego zakazu palenia papierosów w restauracjach i pubach. Gdyby do naszego domu wszedł urzędnik, który poinstruowałby nas gdzie mamy przestawić szafę, telewizor, co możemy trzymać w lodówce i gdzie możemy palić tytoń - pogonilibyśmy go gdzie pieprz rośnie. Dlaczego jednak milcząco przechodzimy obok faktu, że to rząd daje wytyczne dotyczące handlu na stadionach? Jeśli bowiem wskutek spożycia alkoholu wzrośnie na trybunach agresja wówczas konsekwencje (np. dewastacja ławek, barierek, karne zamknięcie stadionu itp.) będzie ponosił właściciel, który sam taką zgodę wydał.
3. Zadziwiająca jest jeszcze jedna rzecz: gdy rząd 2 lata temu przegłosował ustawę o obniżeniu wieku szkolnego do 6 lat lub podwyższył VAT- episkopat jakoś dziwnie nie protestował, a czyż podatkowa grabież oraz ustawa nakazująca rodzicom wcześniejsze oddanie dziecka "pod opiekę" rządowych placówek nie są dużo bardziej problematyczne niż choćby wypicie przez kibica niskoalkoholwego (do 3,5%) piwa na stadionie? Chyba, że Episkopat podobnie jak nasze lewicowe, socjalistyczne partie (a więc wszystkie w Sejmie) również jest przekonany, że tzw. "polityka prorodzinna" polega na stworzeniu jak największej ilości miejsc w żłobkach oraz na możliwie wczesnym obowiązku odłączenia dzieci od rodziców. Jak bowiem wiemy - każdy dzień 5-6 latka u boku leniwego, niezidentyfikowanego (przez rząd) ideowo, niezainteresowanego kształceniem, wychowaniem rodzica (czyli w opinii rządu - większości w naszym kraju) to dzień intelektualnego, socjalizacyjnego uwstecznienia.
Jak informuje niezalezna.pl autorzy oświadczenia, które w piątek otrzymała PAP podkreślają, że w przeszłości Bronisław Komorowski w jednoznaczny sposób deklarował się jako „obrońca trzeźwości, zwłaszcza wśród osób młodych” i pytają, czy dzisiaj przyszłość młodego pokolenia jest już prezydentowi obojętna.
Zespołu Konferencji Episkopatu Polski. uważa, że wychowywanie dzieci i młodzieży z - jak napisał w oświadczeniu - „puszką piwa w ręku przyczyni się do wielkiej narodowej tragedii”.
____________________________________________________
Kilka refleksji na ten temat:
1. Osobiście mam wątpliwości odnośnie zgody na sprzedaż alkoholu na stadionach. Nie dlatego, że jestem przeciwny jego spożywaniu. Sam lubię oglądać niektóre spotkania piłkarskiej Ligi Mistrzów lub żużlowej ekstraligi przy kufelku piwa. Moje wątpliwości budzi fakt, że spotęgowanie wzburzonych stadionowych emocji poprzez spożycie alkoholu może prowadzić do większej niż dotychczas agresji na trybunach. Alkohol + rozgrzane sportowe emocje + tłum nabuzowanych kibiców + sektor nabuzowanych kibiców przeciwnej drużyny = Niebezpieczeństwo!
Nie chodzi zatem o fakt "rozpijania" młodych ludzi - jak twierdzi Episkopat. Alkohol powinien być dostępny, zaś kościół powinien zachęcać do jego umiejętnego spożywania. Sam alkohol jest dobrym, Bożym darem co nie oznacza, że w każdym kontekście powinien być sprzedawany i spożywany.
2. Moje wątpliwości budzi także fakt, że o tym co ma być sprzedawane na stadionach decyduje rząd i prezydent, a nie właściciel stadionu lub organizator meczu. Sprawa jest dość podobna do słynnego zakazu palenia papierosów w restauracjach i pubach. Gdyby do naszego domu wszedł urzędnik, który poinstruowałby nas gdzie mamy przestawić szafę, telewizor, co możemy trzymać w lodówce i gdzie możemy palić tytoń - pogonilibyśmy go gdzie pieprz rośnie. Dlaczego jednak milcząco przechodzimy obok faktu, że to rząd daje wytyczne dotyczące handlu na stadionach? Jeśli bowiem wskutek spożycia alkoholu wzrośnie na trybunach agresja wówczas konsekwencje (np. dewastacja ławek, barierek, karne zamknięcie stadionu itp.) będzie ponosił właściciel, który sam taką zgodę wydał.
3. Zadziwiająca jest jeszcze jedna rzecz: gdy rząd 2 lata temu przegłosował ustawę o obniżeniu wieku szkolnego do 6 lat lub podwyższył VAT- episkopat jakoś dziwnie nie protestował, a czyż podatkowa grabież oraz ustawa nakazująca rodzicom wcześniejsze oddanie dziecka "pod opiekę" rządowych placówek nie są dużo bardziej problematyczne niż choćby wypicie przez kibica niskoalkoholwego (do 3,5%) piwa na stadionie? Chyba, że Episkopat podobnie jak nasze lewicowe, socjalistyczne partie (a więc wszystkie w Sejmie) również jest przekonany, że tzw. "polityka prorodzinna" polega na stworzeniu jak największej ilości miejsc w żłobkach oraz na możliwie wczesnym obowiązku odłączenia dzieci od rodziców. Jak bowiem wiemy - każdy dzień 5-6 latka u boku leniwego, niezidentyfikowanego (przez rząd) ideowo, niezainteresowanego kształceniem, wychowaniem rodzica (czyli w opinii rządu - większości w naszym kraju) to dzień intelektualnego, socjalizacyjnego uwstecznienia.
wtorek, 6 września 2011
Albo podatnicy albo łapówki
Słuchaliście argumentów niemałej ilości posłów przeciwko obniżeniu dotacji z budżetu dla partii politycznych? Zadziwiająca jest szczerość jak i bezczelność niektórych wypowiedzi.
Brzmią one (jak zauważył Kazik Staszewski) mniej więcej w taki sposób: "Jeśli obniżone zostaną dotacje dla partii z publicznych pieniędzy to będziemy podatni na różne lobbies i będziemy brać łapówki".
Równie zadziwiające jest to, że niewielu dziennikarzy i komentatorów politycznych oburza tego typu zuchwałość. Przyzwyczaili się już?
Brzmią one (jak zauważył Kazik Staszewski) mniej więcej w taki sposób: "Jeśli obniżone zostaną dotacje dla partii z publicznych pieniędzy to będziemy podatni na różne lobbies i będziemy brać łapówki".
Równie zadziwiające jest to, że niewielu dziennikarzy i komentatorów politycznych oburza tego typu zuchwałość. Przyzwyczaili się już?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

